Magiczne 1,89 proc. Jak się przelicza głosy na mandaty w eurowyborach?
We wtorek "Gazeta Wyborcza" opublikowała sondaż, według którego jeśli wybory parlamentarne odbywałyby się teraz, wygrałaby je Koalicja Obywatelska. Ale jednocześnie miałaby ona mniej mandatów niż gromadzący mniej głosów PiS.
O tym, że w przypadku wyborów europejskich, które odbędą się 9 czerwca, to przeliczanie głosów na mandaty kształtuje się inaczej, mówił w "Poranku TOK FM" Michał M. Majewski, analityk systemu wyborczego z Inicjatywy Obywatelskiej Wybierz TAK.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak się przelicza mandaty w wyborach europejskich?
- To są najbardziej proporcjonalne wybory, jakie mamy. Procent zdobytych głosów najbardziej się przekłada na procent zdobytych mandatów - wyjaśniał gość Jana Wróbla. Tłumaczył, że w przypadku wyborów do Parlamentu Europejskiego powinniśmy myśleć o Polsce jako o jednym wielkim okręgu wyborczym.
- Wszystkie głosy z całego kraju trafiają w pewnym sensie do jednego worka i z tego worka są przeliczane na mandaty. Na poziomie całego kraju okaże się, ile mandatów mają poszczególne partie, a okręgi będą się taką protezą, która pokaże, jak te mandaty podzielić w ramach jednego ugrupowania - wyjaśniał ekspert.
Jak brzmi hasło wyborcze Trzeciej Drogi? Kobosko zapomniał. Tak tłumaczył się Lewickiej
Jak mówił, akurat w tych wyborach nie ma znaczenia tzw. turystyka wyborcza. - Okręgi nie odgrywają żadnej roli przy przeliczaniu głosów na mandaty. Wystarczy pójść i zagłosować na preferowaną partię, nigdzie nie trzeba jeździć, nie trzeba głosować strategicznie - tłumaczył, nawiązując do październikowych wyborów parlamentarnych. Wtedy, również w TOK FM, wiele mówiło się o tym, że głosy oddane w Warszawie "ważą mniej" niż te oddane np. w Sochaczewie czy Legionowie. W przypadku czerwcowego głosowania - jak podkreślał gość radia - takiej sytuacji nie ma.
- Wszystkie listy, które przekroczą próg 5 proc., będą partycypować w podziale mandatów. Przykładowo partia, która uzyska ok. 6 proc., uzyska trzy mandaty - wyjaśniał Michał M. Majewski. Przekonywał, że choć i w tym przypadku stosowana jest tzw. metoda D'Hondta, to jest on znacznie bardziej proporcjonalny.
- Jak 100 proc. podzielimy na liczbę mandatów przypadających Polsce, czyli 53, to wyjdzie nam mniej więcej po 1,89 proc. na mandat - mniej więcej tyle potrzeba, żeby zdobyć jeden mandat - kalkulował. Dodał, że paradoksalnie w tych wyborach nie da się zdobyć jednego mandatu, ponieważ samo dotarcie do progu wyborczego gwarantuje dwa mandaty.
Małe partie mają szansę w wyborach do PE? Ekspert radzi, jak wbić się między 'krzyczące olbrzymy'
Wybory europejskie. Małe partie i system "trochę elektorski"
Jako przykład podał województwo kujawsko-pomorskie. - Tam będą dwa mandaty i przewiduję, że jeden dostanie KO, a drugi PiS. Ale również te mniejsze partie, o ile przekroczą 5 proc., to ich głosy stamtąd będą uczestniczyły w podziale mandatów - tłumaczył. Jak dodał, rolą liderów mniejszych partii, np. Lewicy, Trzeciej Drogi czy Konfederacji, jest tłumaczenie w terenie, że te wybory działają trochę inaczej. - W tych mniejszych regionach mniejsze partie uczestniczą trochę w systemie elektorskim - mówią: głosujcie na mnie, ja te głosy zawiozę do centrali partii i tam one zostaną przeliczone na mandaty - mówił gość TOK FM.
Wielką niewiadomą jest, jego zdaniem, frekwencja, którą szacował w rozpiętości od 40 do nawet 70 proc. Zwracał uwagę, że tym razem głosować można poza miejscem zamieszkania, a w przypadku wyborów parlamentarnych z października 2023 roku w ten sposób swój głos oddało ponad milion osób.