,
Obserwuj
Świat

"Jaki kolor skóry ma pana pacjent?". Wstrząsające dane ze "strefy śmierci"

6 min. czytania
21.02.2024 16:56
- Gdy próbowaliśmy wezwać pomoc, osoba po drugiej stronie, gdy dowiedziała się, że dzwonię z lasu, z pogranicza polsko-białoruskiego, zapytała mnie: "Jaki kolor skóry ma pana pacjent?". Innym razem zostałem zapytany o to, czy pacjent mówi w języku polskim i czy jest "nasz" - opowiada jeden z ratowników z polsko-białoruskiej granicy. Lekarze bez Granic właśnie opublikowali wstrząsający raport ze swoich działań na Podlasiu.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Lekarze bez Granic to międzynarodowa, niezależna humanitarna organizacja, która działa w wielu miejscach na świecie, niosąc pomoc medyczną w różnych wymiarach. Jej współpracownicy pomagają też na polsko-białoruskiej granicy, gdzie od ponad dwóch lat trwa kryzys humanitarny.

W ramach Lekarzy bez Granic - z aktywistami m.in. z Grupy Granica - współpracują m.in. ratownik, pielęgniarz i pielęgniarka. W sumie jest ich pięcioro, na co dzień się zmieniają. Mają dyżury 24-godzinne, uczestniczą w interwencjach w lasach. - Mają ze sobą specjalne medyczne plecaki, a w nich wszystko, co może być potrzebne, w tym np. kroplówki do podłączenia w lesie - mówi TOK FM Joanna Ładomirska, koordynatorka medyczna Lekarzy bez Granic w Polsce.

Raport Lekarzy bez Granic. Push backi, przemoc i trauma

Lekarze właśnie przygotowali raport na temat swojej pomocy. Dokument jest szeroki, bo dotyczy humanitarnych i zdrowotnych skutków europejskich polityk migracyjnych, ale też działań stosowanych wobec migrantów i migrantek przez europejskie służby. Pokazuje różne podejścia do traktowania ludzi. Jego część to opowieść o polsko-białoruskiej granicy, na której Lekarze bez Granic są od listopada 2022 roku.

"Osoby przemieszczające się w poszukiwaniu bezpieczeństwa i ochrony, w tym tysiące pacjentów Lekarzy bez Granic, spotykają się z charakterystycznymi, narastającymi formami opresji, których celem jest uwięzienie, powstrzymywanie, pozbawianie wolności i odbieranie bezpieczeństwa socjalnego migrantom i uchodźcom" - czytamy w raporcie.

W okresie od stycznia do września 2023 roku ponad 35 procent pacjentów, którzy trafili pod opiekę Lekarzy bez Granic, zgłosiło, że doznali push backów, niektórzy wielokrotnie. To praktyka wyrzucania ludzi siłą z powrotem na Białoruś.

Raport wskazuje, że ponad 62 procent pacjentów, którym udało się pomóc, doświadczyło traumy związanej z przemocą fizyczną lub seksualną, głównie w strefie przygranicznej. Ze statystyk wynika też, że prawie 40 procent migrantów miało obrażenia związane z murem i drutem kolczastym: złamania, zwichnięcia, stłuczenia czy głębokie rany.

Raport Lekarzy bez Granic. Trudne decyzje

Michał Polecki jest pielęgniarzem działającym z Lekarzami bez Granic. Pomaga ludziom w lesie. - Kiedyś, gdy próbowaliśmy wezwać pomoc, osoba po drugiej stronie [słuchawki - przyp. red.], gdy dowiedziała się, że dzwonię z lasu, z pogranicza polsko-białoruskiego, zapytała mnie: "Jaki kolor skóry ma pana pacjent?". Innym razem zostałem zapytany o to, czy pacjent mówi w języku polskim i czy jest "nasz" - jakby od tego, miało zależeć szybkość dotarcia tego zespołu ratownictwa i jakość opieki, którą ratownicy są w stanie udzielić. To jest dla mnie ogromna dyskryminacja - mówi pan Michał.

Opowiada też, że gdy uchodźca w lesie potrzebuje hospitalizacji, bo jego stan zdrowia jest bardzo poważny, często na samo słowo "szpital" reaguje odmową. - Mówi, że absolutnie do żadnego szpitala nie pojedzie. Niejednokrotnie słyszę od tych osób, że wolą zginąć w tym lesie niż mieć kontakt ze strażą graniczną, która - jak opowiadają - często ich bije, niszczy telefony, traktuje jak wrogów. I podczas takiej interwencji muszę podjąć decyzję, co dla takiej osoby będzie lepsze. Jeżeli podam odpowiednie leki i nawodnię pacjenta, to jej stan fizyczny może się na tyle poprawić, że gdy przyjedzie pogotowie ratunkowe, to powiedzą, że stan nie jest zagrażający życiu i przekażą pacjenta w ręce straży granicznej. A pogranicznicy z powrotem przerzucą takiego człowieka na stronę białoruską, za pięciometrowy płot. I historia zacznie się dziać od nowa - mówi Polecki.

"Ponieważ byłem chory, trafiłem do szpitala [w Polsce], w którym byłem trzy dni. Naprawdę prosiłem o ochronę, ale w końcu i tak odesłali mnie na Białoruś, bez niczego. Byłem sam. Nie wiedziałem, jak znaleźć drogę, ale spotkałem ludzi (...). Powiedziałem lekarzowi, że chcę tu zostać, staram się o azyl, ale powiedział mi: 'Szczerze mówiąc, nie wiem, co się z tobą stanie'. Straż graniczna przyszła do szpitala i wsadzili mnie do więzienia na trzy godziny, a potem wróciłem na granicę" - to jedna z opowieści pacjenta, cytowanego w raporcie Lekarzy bez Granic.

- Wśród naszych pacjentów są osoby, które mają złamane kończyny, skręcone kostki, głębokie skaleczenia, związane z drutem żyletkowym, który jest częścią zapory granicznej. Mamy też osoby, które doświadczyły różnych form przemocy, np. zostały pogryzione przez psy albo zostały pobite. Jedną trzecią naszych pacjentów stanowią chorzy z infekcjami żołądkowo-jelitowymi, są odwodnieni. Kolejna jedna trzecia osób ma tzw. stopę okopową - wylicza w rozmowie z nami Joanna Ładomirska. Stopa okopowa to martwiczo-ropne zmiany stóp, które były przypadłością typową dla żołnierzy przebywających w okopach w czasie pierwszej wojny światowej. Teraz stały się charakterystyczne właśnie dla pacjentów uchodźczych. - Taka stopa okopowa, nieleczona, może się skończyć ogólnym zakażeniem organizmu czy amputacją kończyny - mówi gościni TOK FM.

Jak dodaje, wielu pacjentów Lekarzy bez Granic to osoby skrajnie wycieńczone, które od wielu dni czy miesięcy są w drodze, nie mają dostępu do jedzenia czy picia. - Często chorują, bo np. piją wodę z bagien - opowiada koordynatorka. Do tego dochodzą objawy emocjonalne - lęk, stres, depresja. - Są to na przykład rozdzielone rodziny. Albo osoba, która widziała kogoś bliskiego, kto w tym lesie umierał. Historie są naprawdę bardzo różne - dodaje Ładomirska.

Nasza rozmówczyni wspomina jeden z najtrudniejszych przypadków z granicy. - Jednego z pacjentów w bardzo poważnym stanie wysłaliśmy do szpitala w Hajnówce, gdzie została mu udzielona fachowa pomoc medyczna, na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. I okazało się, że ta osoba ze szpitala została wywieziona na Białoruś, była wypchnięta i znów przedostała się do Polski, ponownie znaleźliśmy ją w lesie, w jeszcze cięższym stanie. I kategorycznie odmówiła odwiezienia do szpitala, bo bała się push backu - opowiada Ładomirska. - Padły słowa o tym, że ten pan woli, abyśmy go w tym ciemnym lesie zostawili, aby tutaj umarł niż musiałby przechodzić jeszcze raz przez to piekło - dodaje.

Raport Lekarzy bez Granic. Strefa śmierci

Raport opisuje m.in. sytuację z granicy z 28 maja 2023 roku. Lekarze zostali zaalarmowani o obecności grupy osób uwięzionej między murem granicznym a granicą białoruską - wiele osób nazywa to "strefą śmierci".

"Ratownicy Lekarzy bez Granic stwierdzili obecność 30 osób, w tym 17 dzieci i kobiety w ciąży - w stanie niepokoju. Według doniesień grupa była głodna, spragniona i obawiała się przymusowego zawrócenia na Białoruś. Stan czterech osób, w tym małego dziecka, określono jako krytyczny i wymagający natychmiastowej pomocy, inne miały zakażone rany i siniaki, a kilka skarżyło się na bóle brzucha" - wskazano w raporcie Lekarzy bez Granic.

Większość migrantów, którym udaje się pomóc, to osoby z Syrii, ale są też m.in. z Jemenu, Somalii, Sudanu i Afganistanu, a w sumie z ponad 40 krajów świata. - 12 procent z nich to były osoby poniżej 18. roku życia. Wśród tych dzieci połowa była bez opiekunów. Kolejne szesnaście procent naszych pacjentów to były kobiety, a 65 procent - to mężczyźni między 18. a 35. rokiem życia. Wiem, że młodych [ciemnoskórych] mężczyzn wielu z nas nie uważa za osoby, którym trzeba pomóc, ale oni są często w tak trudnych sytuacjach, że to dla mnie nie ma znaczenia, jakiej są płci - tłumaczy Ładomirska.

Sytuacja na granicy. Co na to rząd?

Jak pisaliśmy na naszym portalu, aktywiści i wolontariusze liczyli, że po zmianie władzy w Polsce zmieni się podejście do obywateli innych krajów świata na polsko-białoruskim pograniczu. Ale tak się nie dzieje. Wciąż dochodzi do push backów. - Nie tylko liczyłam, ale głęboko wierzyłam w to, że po wygranych przez demokratyczną większość wyborach sytuacja na granicy się zmieni i kryzys humanitarny zostanie zażegnany, że znikną push backi - mówiła TOK FM Karolina Mazurek, aktywistka z Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego.

Być może coś się jednak w końcu zmieni. Wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Śmiszek, spotkał się z przedstawicielami organizacji i nieformalnych grup, które niosą pomoc humanitarną na polsko-białoruskim pograniczu. - To, że zasiadamy dziś do rozmowy przy jednym stole, ma wymiar historyczny i symboliczny. Zarówno wam, jak i nam w ministerstwie chodzi o ograniczanie zła i musimy to zrobić teraz - powiedział Śmiszek. - Dziś przede wszystkim chcemy wysłuchać, z jakimi problemami muszą się mierzyć aktywiści i aktywistki organizacji oraz mieszkańcy i mieszkanki Podlasia, niosąc pomoc uchodźcom i uchodźczyniom oraz jakie są wasze oczekiwania - dodał minister.

Jak wskazano na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, uczestniczący w spotkaniu p.o. Prokuratora Krajowego Jacek Bilewicz oświadczył, że zostaną opracowane wytyczne skierowane do prokuratorów, uwrażliwiające na kwestię zapewnienia realizacji podstawowych praw człowieka w zakresie niesienia pomocy humanitarnej. Chodzi głównie o dekryminalizację pomocy.