,
Obserwuj
Świat

Wchłonięci przez lasy Podlasia. Jak polskie państwo szuka zaginionych na granicy?

5 min. czytania
03.05.2024 07:55
Helsińska Fundacja Praw Człowieka przygląda się działaniom policji i Straży Granicznej w zakresie poszukiwania zaginionych migrantów i migrantek przy granicy z Białorusią. - Pierwsze wnioski nie są optymistyczne - słyszymy.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Monitoringowi - w pierwszym etapie - zostały poddane trzy placówki: Komenda Powiatowa Policji w Hajnówce, Komenda Powiatowa Policji w Sokółce oraz Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku. Działacze Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka sprawdzają m.in., jak wygląda procedura przyjmowania i rejestrowania zgłoszeń o zaginięciu i jakie działania są podejmowane w związku z prowadzeniem poszukiwań. Badają także skalę zjawiska, tj. liczbę prowadzonych postępowań i ich rezultatów.

- W Polsce są bardzo dobrze sformułowane procedury dotyczące osób zaginionych. To, co próbujemy sprawdzić, to fakt, jak te procedury są stosowane wobec zaginionych migrantów i migrantek - powiedziała TOK FM dr Grażyna Baranowska, prawniczka z PAN, która jest jedną z osób zaangażowanych w te działania.

Jak dodała, na razie "wnioski nie są specjalnie optymistyczne". Pierwsza rzecz, na którą już zwrócili uwagę prowadzący działania sprawdzające to fakt, że "zaginięcie może zgłosić każda osoba, ale nie wszystkie zaginięcia są przyjmowane". - Drugi niepokojący trend to podważanie, czy dane osoby w ogóle były na terenie Polski i w związku z tym niewszczynanie poszukiwań - powiedziała dr Baranowska. I ten aspekt jest szczególnie niepokojący w kontekście pushbacków, czyli siłowego wypychania migrantów za granicę Polski, bo trudno udowodnić, że ktoś na terenie naszego kraju rzeczywiście był.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Monitoring nie bez powodu rusza akurat teraz. Ma to związek z informacją Straży Granicznej sprzed kilku tygodniu o powołaniu specjalnych zespołów ratowniczo-poszukiwawczych, których zadaniem ma być udzielanie pomocy migrantom przy granicy. O sprawie pisaliśmy na naszym portalu.

- Nie wiadomo jednak, czy i jak zespoły te będą współdziałać z policją - powiedziała Katarzyna Czarnota z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. I podkreśliła, że zgodnie z polskim prawem to właśnie policja jest w Polsce odpowiedzialna za poszukiwanie osób zaginionych i ma do tego bardziej precyzyjne procedury - w przeciwieństwie do Straży Granicznej.

- Kluczowe pytanie brzmi: co dzieje się z osobą, która zostanie znaleziona przez zespół poszukiwawczo-ratowniczy Straży Granicznej, po udzieleniu jej pomocy? Nie ma gwarancji, że taka osoba nie zostanie wywieziona poza granice Polski - wskazała Czarnota. I przypomniała, że w Polsce wciąż obowiązuje tzw. rozporządzenie graniczne (wydane jeszcze przez poprzedniego szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego), które pozwala na pushbacki.

- Istnieje więc uzasadnione ryzyko, że prowadzona przez zespół Straży Granicznej akcja poszukiwawczo-ratownicza zakończy się wyrzuceniem odnalezionej osoby na Białoruś. Jeśli miałoby do tego dochodzić, a w myśl rozporządzenia jest to możliwe, działalność zespołów - zamiast przeciwdziałać zaginięciom - będzie się do nich przyczyniać - oceniła Katarzyna Czarnota. - Jeśli zaś to policja taką osobę by znalazła, musi ją zabezpieczyć i poinformować rodzinę - dodała.

Dlatego fundacji zależy na dokładnym zbadaniu całego zjawiska dotyczącego zaginionych migrantów i migrantek, opisaniu go i wyciągnięciu wniosków na przyszłość. Monitoring jest prowadzony przy współpracy z Fundacją Itaka.

Apel o wstrzymanie pushbacków

Helsińska Fundacja Praw Człowieka apeluje o przestrzeganie praw człowieka na polsko-białoruskiej granicy i wstrzymanie procedury pushbacków. - Stoimy na stanowisku, że zespoły poszukiwawczo-ratownicze Straży Granicznej powinny przede wszystkim chronić osoby zaginione na terytorium Polski - bez względu na ich status prawny i pochodzenie. Jednostki Straży Granicznej mają teoretycznie większą szansę na podejmowanie skutecznych poszukiwań, bo lepiej znają teren. Niepokoi jednak fakt, że osoba odnaleziona przez pograniczników może zostać zawrócona do linii granicy, czyli realnie cofnięta na terytorium Białorusi, a samo zawrócenie - zgodnie z praktyką SG - nie zostanie udokumentowane - tłumaczyła Czarnota. 

Wiosną Białoruś znów rozpoczęła presję migracyjną na Polskę. Działający na Podlasiu aktywiści zwracają uwagę, że w lasach przy granicy znów jest więcej migrantów i migrantek. Nie zmienia to faktu, że Polska jest zobligowana do przestrzegania prawa międzynarodowego, w tym do przyjmowania wniosków o status uchodźcy i niestosowania przymusowych i nieludzkich wywózek.

Ostatnio Straż Graniczna informowała w mediach społecznościowych, że pomogła ciężarnej kobiecie, która w lesie urodziła dziecko. Grupa Granica poinformowała, że wcześniej  ciężarna kobieta z Erytrei była dwukrotnie wywożona za granicę Polski.

Kryzys humanitarny na Podlasiu trwa od ponad dwóch i pół roku. Migranci i migrantki, w tym dzieci i osoby starsze - m.in. z Syrii, Iraku czy Kongo - próbują dostać się do Polski przez lasy Podlasia. Jedni uciekają przed wojną, inni przed prześladowaniami, jeszcze inni przed głodem i brakiem szans na poprawę swojej sytuacji ekonomicznej.

Warunki w puszczy są bardzo trudne. Jest zimno, bywa niebezpiecznie, bo w wielu miejscach teren jest bagnisty i ciężki do przejścia. Od początku kryzysu zginęło co najmniej 55 migrantów po obu stronach granicy - tylko w 2023 roku pushbacki przyczyniły się do śmierci 27 osób.

Migrantom i migrantkom w lasach od początku pomagają wspomniani już aktywiści i wolontariusze. Część ich działań można śledzić w mediach społecznościowych. Ostatnio jeden z nich - znany jako Człowiek Lasu - opisał interwencję z minionego weekendu, gdy udało się pomóc trzynastu osobom.

Inna z pomagających - Beata Siemaszko - opisała z kolei sytuację spod muru na granicy. Aktywistki poprosiły Straż Graniczną o pomoc mężczyźnie, który był po drugiej stronie (ale jeszcze po polskiej stronie granicy) i potrzebował szybkiej pomocy medycznej. "Dobrze, że upierałyśmy się przy swoim i że nasze informacje były prawdziwe. Człowiek został uratowany" - pisała pani Beata. Takie sytuacje to niemal codzienność. 

Tymczasem znani prawnicy i aktywiści wystosowali kolejny już apel do komendantów SG.  Wśród sygnatariuszy listu znaleźli się Agnieszka Holland, Maja Komorowska czy Hanna Machińska, była zastępczyni RPO. Zachęcali komendantów placówek Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej "do przeciwstawienia się nowej - starej polityce" dotyczącej sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. 

"Komendanci placówek Straży Granicznej są ogniwem łańcucha decyzyjnego najbardziej narażonym na obciążenie zarzutem łamania prawa na granicy. Odpowiedzialność za decyzje podejmowane w indywidualnych sprawach cudzoziemców najprawdopodobniej będzie spychana na komendantów zarówno 'z dołu', przez podkomendnych, jak i 'z góry', przez kierownictwo Straży Granicznej oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji" - napisano w liście. Podpisał się pod nim też m.in. mieszkaniec Podlasia, aktywista, prawnik, Kamil Syller.