,
Obserwuj
Świat

Śmiertelne pushbacki. Policzyli, ile ludzi umarło na granicy z Białorusią

4 min. czytania
18.07.2024 16:10
Ponad 100 osób umarło na granicy z Białorusią w ciągu ostatnich trzech lat - wynika z raportu Fundacji Ocalenie, która działa na pograniczu. "Należy położyć kres praktyce wywózek, a władze powinny aktywnie angażować się w poszukiwania zaginionych" - podkreślają autorzy dokumentu.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

W sierpniu miną trzy lata od początku kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy. To w wakacje 2021 roku na Podlasiu zaczęły się pojawiać osoby z różnych krajów świata - m.in. z Syrii, Iraku, Konga czy Jemenu - szukające pomocy, uciekające przed wojną, przemocą czy prześladowaniami. Od początku kryzysu migrantom i migrantkom pomaga wielu mieszkańców Podlasia, aktywiści organizacji pozarządowych, w tym Grupy Granica czy Fundacji Ocalenie. Ci ostatni zaprezentowali właśnie raport pt.: 'Przejścia nie ma. Śmierć osób migranckich na granicy Unii Europejskiej z Białorusią'.

Dokument został przygotowany wspólnie z aktywistami i badaczkami z Litwy, Łotwy i Białorusi. - Naszym celem jest dokumentacja i upamiętnienie - mówi TOK FM Alicja Palęcka, badaczka, redaktorka i współautorka raportu. Jak dodaje, chodziło o zebranie danych także z innych krajów, by udokumentować sytuację nie tylko na polsko-białoruskim pograniczu, ale szerzej - na granicy z Unią Europejską.

- Brakowało tej szerszej perspektywy. Ale jest też inny aspekt - to wspólny problem tych krajów: Polski, Litwy i Łotwy. Bo pushback z Polski może oznaczać śmierć danej osoby na innej granicy, z Litwą czy z Łotwą. I jest to jedno zjawisko - na unijnej granicy - wyjaśnia Palęcka. 

Śmiertelne pushbacki

Raport obejmuje okres od sierpnia 2021 do marca 2024 i mówi o 116 śmierciach na granicy. Wiadomo już jednak - jak dodaje badaczka - że jest ich więcej. - Udokumentowano już śmierć kolejnych 10 osób i dziś mówimy o 126 ofiarach - słyszymy.

Raport został przygotowany w formie osi czasu, na której - w poszczególnych momentach kryzysu humanitarnego - zapisano śmierci poszczególnych osób. - Musiałyśmy się zastanowić, w jaki sposób zaprezentować wszystkie te śmierci. Nie chciałyśmy, aby było to jedynie podanie jakiejś zbiorczej liczby, bo byłoby to absolutnie niewystarczające i nieoddające sprawiedliwości ludziom, którzy umarli i całej tej tragedii - dodaje Palęcka. 

Jak giną migranci i migrantki?

"Trudne warunki i długotrwały pobyt w lesie na skutek wywózek (pushbacki) mogą prowadzić do wycieńczenia i hipotermii, które są najczęstszą przyczyną śmierci na terenach przygranicznych. Jedenaście ciał znaleziono w rzekach, które osoby migranckie wybierają czasami jako drogę w nadziei, że łatwiej będzie się przedostać przez nie niż przez wysokie płoty graniczne. Pięć osób ściganych samochodem przez policję lub Straż Graniczną zginęło w wypadkach samochodowych" - czytamy w raporcie 'Przejścia nie ma''.
"Aby uszanować podstawowe prawo człowieka do życia, należy zastosować wszelkie możliwe środki w celu zminimalizowania czasu, który ludzie spędzają w lesie. Wielokrotne pushbacki i zagubienie się w lesie okazują się śmiertelne. Należy położyć kres praktyce wywózek, a władze powinny aktywnie angażować się w poszukiwania zaginionych" - podkreślają autorzy dokumentu.

Apelują w szczególności o zakończenie pushbacków, zarówno jeśli chodzi o Polskę, Litwę, jak i Łotwę. Wnioskują też m.in. o utworzenie awaryjnych punktów pomocy humanitarnej i pierwszej pomocy medycznej w pobliżu granicy unijno-białoruskiej w celu zapewnienia pilnej pomocy medycznej, żywności i schronienia osobom migranckim. Piszą również o tym, że konieczne jest "zaprzestanie prześladowań karnych wobec osób broniących praw człowieka i działających w obszarze humanitarnym pomagających osobom migranckim na terenach przygranicznych i wewnątrz państw". 

'Wszyscy dostają alert. To bardzo dziwne'. Co się dzieje na granicy z Białorusią?

Jak działa na granicy tzw. strefa buforowa?

- Praktyka pushbacków na Podlasiu funkcjonuje nadal. W dodatku, ze skarg wpływających do biura Rzecznika Praw Obywatelskich wynika, że strażnicy graniczni nie słyszą - mówię to oczywiście w cudzysłowie - że ktoś chce złożyć wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej - mówi Maciej Grześkowiak z biura RPO. 

Od kilku tygodnia na Podlasiu działa tzw. strefa buforowa. Obejmuje obszar około 200 metrów od linii granicy polsko-białoruskiej, na odcinku około 60 kilometrów. Do strefy mogą wejść tylko określone osoby, m.in. mieszkańcy, którzy na jej terenie mieszkają.

Przedstawiciele Biura RPO, którzy odwiedzili placówkę Straży Granicznej w Białowieży - a byli tam z zaskoczenia - wskazują, że bardzo utrudniony dostęp do pomagania mają obecnie aktywiści i wolontariusze. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie strefy, mają prawo wystąpić o zezwolenie na wejście na ten zamknięty obszar. I występują. Tyle, że ciągle takich pozwoleń nie dostają. 

- Potwierdziliśmy, że takie zezwolenia nie są im wydawane. Dlaczego? Wyjaśnienie, które przedstawiła nam Straż Graniczna - a co się pokrywa z tym, co słyszymy od aktywistów - jest takie, że we wnioskach nie były wskazane konkrety dotyczące tego, gdzie aktywiści chcą wejść, kiedy i w jakim celu - mówi Maciej Grześkowiak z Biura RPO. Jak dodaje, to absurdalne, bo istotą pomocy humanitarnej jest to, że nie da się przewidzieć, komu będziemy pomagać, gdzie i kiedy. To zależy od tego, kto w danym momencie zadzwoni i o jaką pomoc poprosi. 

- Uznajemy, że przepisy dotyczące wejścia do strefy są zbyt ogólne. Pozostawiają ogromną uznaniowość poszczególnym komendantom Straży Granicznej, w poszczególnych placówkach. Niedopuszczalna jest sytuacja, że korzystanie z konstytucyjnych wolności i praw - jak choćby wolność poruszania się po terytorium RP czy pozyskiwania i rozpowszechniania informacji jest pozostawiona uznaniu jednej osoby - komendanta - dodaje ekspert z Biura RPO. 

Rzecznik Praw Obywatelskich przygotuje raport ze swojej wizytacji i przedstawi go m.in. ministrowi spraw wewnętrznych i administracji. Planowane są też kolejne wizytacje, również bezpośrednio w strefie zamkniętej. 

Warto dodać, że mimo strefy - aktywiści, wolontariusze i mieszkańcy wciąż pomagają. Na różne sposoby i w różnych miejscach. Dostarczają do lasów jedzenie, wodę, cieplejsze ubrania, gdy jest zimno, koce, termofory, powerbanki. By ułatwić ludziom przetrwanie. Były przypadki, gdy służby kierowały wobec nich wnioski o ukaranie za pomaganie.