,
Obserwuj
Świat

"Było mnóstwo krwi, wszyscy to widzieli". 100 tys. złotych za krzywdę w strzeżonym ośrodku

4 min. czytania
20.08.2024 18:22
Chodzi o rodziców i troje dzieci z Afganistanu. Rodzina przedostała się do Polski przez polsko-białoruską granicę trzy lata temu, na początku kryzysu humanitarnego na pograniczu. Musiała uciekać ze swojego kraju, w którym mogłaby jej grozić śmierć. W Polsce - trafiła za kratki.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.pl

Pan Tamer (imię zmienione) jest osobą dobrze wykształconą, pracował w Afganistanie jako informatyk, współpracował z zachodnimi firmami i organizacjami międzynarodowymi. Gdy do kraju wkroczyli Talibowie, zaczął dostawać pogróżki. Wtedy zrozumiał, że grożą mu prześladowania, a nawet śmierć. Po tym, gdy padł ofiarą fizycznego ataku, musiał spakować się razem z rodziną i zdecydować się na ucieczkę.

Było lato 2021 roku. Rodzina, czyli pan Tamer, jego żona i troje dzieci w wieku 7-11 lat, znalazła się na polsko-białoruskim pograniczu. Funkcjonariusze Straży Granicznej nie chcieli jednak przyjąć od nich wniosków o nadanie im statusu uchodźcy. Wielokrotnie wyrzucali ich na Białoruś w ramach procedury push-backów. - To była walka o życie - mówią ci, którzy im pomagali.

Życie za kratkami

Po dłuższym czasie udało im się złożyć wnioski o ochronę międzynarodową. Nie zdawali sobie jednak sprawy, z tego co ich czeka. Nie spodziewali się, że trafią do przeludnionego, strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców, z którego nie można wyjść.

Najpierw trafili do ośrodka w Kętrzynie, potem zostali przeniesieni do ośrodka strzeżonego w Białej Podlaskiej. Spędzili tam ponad trzy miesiące, za kratami. Wielokrotnie prosili o pomoc medyczną i możliwość kontaktu z psychologiem, ale im to uniemożliwiano. Błagali, by móc wyjść na wolność, ale i te prośby przez wiele tygodni pozostawały bez odpowiedzi.

Izabela P. nie była jedyna. Tak znikają Polacy. Zaglądamy za kulisy śledztw

Okazało się też, że żona Afgańczyka była w ciąży. Na skutek stresu i traumy, jakich doświadczyła, poroniła. Dopadła ją także depresja. Nie rozumiała, dlaczego musi być w zamknięciu; trudno jej było patrzeć na to, jak cierpią tam jej dzieci, które miały pretensje do rodziców, że znalazły się w takiej sytuacji. - Z pewnością stres związany z tym, że rodzina przebywała w zamknięciu w warunkach więziennych, mógł - na co zwracali uwagę cudzoziemcy - przyczynić się do poronienia. A jeśli chodzi o dzieci, były płaczliwe, miały duży kłopot z bezsennością. Ten pobyt w strzeżonym ośrodku negatywnie wpłynął też na funkcjonowanie rodziny jako całości, ponieważ rodzice mieli problem z wytłumaczeniem dzieciom, dlaczego przebywają w zamknięciu - opowiada mecenas Zuzanna Kaciupska, radczyni prawna współpracująca ze Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej.

"Dzieci nie chciały jeść posiłków, które podawali nam w ośrodku, a nie mieliśmy pieniędzy na inne jedzenie. Jedna z moich córek dostała bólu nerek. Dzieci stały się bardzo słabe i chorowały. Moja żona była w ciąży. W ośrodku miała stany depresyjne. Co jakiś czas upadała z powodu stresu. Pielęgniarki obozowe podawały jej tabletki w czasie ciąży. Straciła dziecko. To stało się w toalecie. Było mnóstwo krwi, a wszyscy to obserwowali…"

Zadośćuczynienie

To właśnie Stowarzyszenie Interwencji Prawnej pomogło rodzinie na drodze prawnej. Chodziło o udowodnienie, że Afgańczycy zostali potraktowani nieludzko i niehumanitarnie. Stąd wniosek o zadośćuczynienie. Sprawę - prawomocnie - rozstrzygnął Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Przyznał po 20 tysięcy złotych na każdego członka rodziny, czyli w sumie 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za niesłuszny pobyt w detencji i doznane tam krzywdy.

- Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznał, że jedynie pierwszy miesiąc pobytu tej rodziny w strzeżonym ośrodku był zasadny. A po miesiącu, gdy już potwierdzono tożsamość rodziny, gdy zweryfikowano, że są to osoby, które faktycznie musiały uciekać ze swojego kraju, powinny zostać wypuszczone z ośrodka, a tak się nie stało - mówi w rozmowie z TOK FM pełnomocniczka, Zuzanna Kaciupska (reprezentowała rodzinę wspólnie z mecenas Małgorzatą Jaźwińską).

Jak dodaje, wyrok sądu w Białymstoku, podobnie jak orzeczenia innych sądów i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, potwierdza, że detencja cudzoziemców w Polsce jest nadużywana i często narusza przepisy prawa. - Do strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców trafiają osoby, które nigdy nie powinny się tam znaleźć. To są np. osoby, które doświadczyły przemocy w krajach pochodzenia czy dzieci. Detencja w Polsce jest często stosowana przez sądy automatycznie i nie uwzględnia indywidualnej sytuacji poszczególnych osób - dodaje prawniczka.

Sytuacja na polsko - białoruskiej granicy wcale się nie zmieniła

Kryzys humanitarny trwa już trzy lata, a zdaniem części aktywistów i członków Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego jest nawet gorzej niż było, o czym mówił na antenie TOK FM Piotr Czaban. Funkcjonariusze w dalszym ciągu - w trakcie interwencji w lasach - bardzo często nie przyjmują wniosków o status uchodźcy. Są też sytuacje, gdy rodziny cudzoziemskie pojawiają się na przejściu granicznym w Terespolu i tam chcą złożyć wniosek o status uchodźcy. Również nie jest to możliwe. Push-backi cały czas są na porządku dziennym.

Ostatecznie, jak wskazują aktywiści, afgańska rodzina została wyrzucona na Białoruś. Na to, że nie powinno mieć to miejsca wielokrotnie zwracał uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich.