Wkurzyli się na Tuska. "Dali nam trzy dni robocze"
O tym, że strefa buforowa ma być przedłużona na kolejne 90 dni, szef MSWiA Tomasz Siemoniak poinformował w poprzednim tygodniu. - Kończymy prace nad nowym rozporządzeniem w tej sprawie, które obowiązywać będzie od 11 września - powiedział. Dodał, że resort nie chce zmieniać ani zasad funkcjonowania strefy, ani jej odległości.
Organizacje pozarządowe są oburzone. Jak słyszymy, o przedłużeniu strefy ich przedstawiciele dowiedzieli się z e-maila wysłanego 30 sierpnia pod tytułem: "Konsultacje publiczne projektu".
"Jak zwykle w trybie konsultacji społecznych, które tym razem trwają trzy dni robocze, przedstawia się nam do dyskusji gotowe rozporządzenie, które ma wejść w życie 11 września" - skomentowała w mediach społecznościowych Anna Dąbrowska ze Stowarzyszenia Homo Faber z Lublina.
"Państwa metody są nadal niekonstytucyjne, nie spełniają warunków rządów prawa, narażają zdrowie i życie osób w drodze, są przeciw prawom człowieka, nie zapewniają bezpieczeństwa (...), nie wpływają pozytywnie na bezpieczeństwo Polek i Polaków i nie rozwiązują żadnego z problemów na granicy polsko-białoruskiej" - dodała aktywistka.
Post na Facebooku
Swoje stanowisko w sprawie propozycji przedłużenia strefy wydało Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, wspólnie z innymi NGO-sami. Napisali w nim jasno, że "sprzeciwiają się przedłużeniu zakazu czasowego przebywania na określonym obszarze w strefie nadgranicznej przyległej do granicy państwowej z Republiką Białorusi o kolejne 90 dni".
"Strefa obowiązująca jeszcze za poprzedniej władzy była wielokrotnie krytykowana zarówno przez sądy i instytucje (krajowe oraz międzynarodowe), jak i organizacje prawno-człowiecze. Nawet w krajach ogarniętych wojnami i konfliktami media i organizacje niosące pomoc humanitarną mają prawo wykonywać swoją pracę" - czytamy w oświadczeniu.
Aktywiści w liście do ministra Tomasza Siemoniaka napisali, że przedłużenie zakazu przebywania w strefie nadgranicznej będzie wiązało się z dalszym utrudnianiem czy wręcz uniemożliwianiem świadczenia pomocy humanitarnej, medycznej i prawnej cudzoziemcom przez organizacje pozarządowe działające na pograniczu.
Jak podkreślili, wbrew zapowiedziom niemal żadna z organizacji pozarządowych nie otrzymała zgody na pomaganie migrantom i migrantkom w strefie.
'Znikajacy' migranci. Potwierdzaja niepokojace doniesienia z granicy
Swoje stanowisko wydała także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. "Planowane przez rząd rozporządzenie, które przedłuża czasowy zakaz przebywania w okolicy granicy, ma za podstawę art. 12a ustawy o ochronie granicy państwowej. Fundacja wielokrotnie podkreślała, że przepis ten budzi poważne wątpliwości co do zgodności z Konstytucją RP. Ocenę tę podzielał Rzecznik Praw Obywatelskich" - wskazała HFPC. Rzecz m.in. w tym, że strefę wprowadza się na mocy rozporządzenia, a nie ustawy.
"Fundacja podtrzymuje opinię, że obowiązywanie zakazu nie tylko stanowi poważne utrudnienie dla pracy osób niosących pomoc ofiarom kryzysu humanitarnego na granicy, ale też utrudnia organizacjom pozarządowym monitorowanie stanu przestrzegania prawa przez funkcjonariuszy Straży Granicznej i innych służb" - napisali prawnicy z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Tweet
- Strefa skutecznie utrudnia nam możliwość monitorowania sytuacji tuż przy samym płocie granicznym, gdzie dochodziło do największych nadużyć i przemocy ze strony polskich służb mundurowych. Nie widzimy natomiast bezpośredniego wpływu zakazu przebywania na liczbę osób przekraczających granicę. Duży wpływ na to może mieć rosnąca liczba wojska i innych służb w bezpośrednim sąsiedztwie granicy, a przede wszystkim decyzje podejmowane przez władze białoruskie, ale nie sam zakaz przebywania - przekonuje Aleksandra Chrzanowska z Grupy Granica. I dodaje, że ludzie, których aktywiści i wolontariusze spotykają w lesie, nawet nie wiedzą o "strefie buforowej".
Co na to ministerstwo?
Resort przekonuje, że "projekt [rozporządzenia ws. przedłużenia strefy] został opracowany w związku z koniecznością utrzymania właściwego poziomu ochrony granicy państwowej i jej nienaruszalności, bezpieczeństwa i porządku publicznego w strefie nadgranicznej, w szczególności na obszarze bezpośrednio przyległym do granicy państwowej" - napisano w tzw. Ocenie Skutków Regulacji na stronach rządu.
"Proceder nielegalnego przekraczania granicy jest organizowany w znacznej mierze przez funkcjonariuszy białoruskich służb, którzy dowożą migrantów w rejon granicy oraz wskazują dogodne miejsca do jej przekroczenia, dodatkowo wyposażając cudzoziemców w narzędzia umożliwiające pokonanie zabezpieczenia granicy w postaci bariery. Migranci często zachowują się w sposób agresywny i atakują polskie patrole - rzucają w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy kamieniami, butelkami oraz tlącymi się konarami. W posiadaniu migrantów zauważano również niebezpieczne narzędzia, w tym noże, zaostrzone kije, konary z nabitymi gwoździami, gaz pieprzowy czy paralizatory. Duże grupy próbują przekroczyć granicę w sposób siłowy, a ich działania są koordynowane i dobrze zorganizowane" - dowodzą autorzy rozporządzenia.
Przekonują przy tym, że zaproponowane rozwiązania mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa zarówno osobom postronnym, jak i pracownikom oraz funkcjonariuszom policji, Straży Granicznej i wojsku. Mają również, jak wskazano, ograniczyć aktywność działań "grup przemytniczych ułatwiających proceder nielegalnej migracji".