Co się dzieje wokół granicy? "Muszę przyznać, że jestem przerażona"
- Chęć Polaków do pomagania - szczególnie migrantom - spada;
- Według ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, może mieć to związek z wypowiedziami polityków;
- 'Musimy pamiętać, że słowa nie pozostają bez konsekwencji' - mówi szefowa Amnesty International Polska;
- 'Taka narracja rodzi poczucie lęku, które się może przełożyć na agresję' - ocenia prof. Michał Bilewicz.
Z badania, które na zlecenie Lekarzy bez Granic przeprowadziła niedawno pracownia Opinia24 wynika, że aktywność dobroczynna Polaków maleje, a nasza chęć pomagania innym - słabnie. Szczególnie niechętnie oceniamy pomoc migrantom i migrantkom.
Według prof. Michała Bilewicza wpływ na postawy społeczeństwa mogą mieć antyimigranckie wypowiedzi polityków. Szef Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW - w rozmowie z nami - przypomina kampanię przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku, w której niektórzy politycy stawiali na bardzo antyimigrancki przekaz. - Wtedy stosunek Polaków do uchodźców diametralnie się zmienił i obawiam się, że teraz granie tą kartą antyuchodźczą może również doprowadzić do zmiany postaw - mówi psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego.
Gość TOK FM zwraca uwagę, że w ostatnich latach postawy Polaków wobec cudzoziemców z roku na rok się poprawiały, ale - w opinii profesora - teraz może to ulec pogorszeniu. Zwłaszcza, że politycy z obu stron sceny politycznej "grają antyuchodźczą kartą".
- Taka narracja rodzi poczucie lęku, które się może przełożyć na agresję. Bo ludzie, którzy są przestraszeni, niejednokrotnie reagują agresywnie. I celem tej agresji staną się - w wielu sytuacjach - wcale nie ci "nielegalni" migranci, ale osoby, które są u nas legalnie, pracują - podkreśla nasz rozmówca. W tym kontekście wymienia m.in. taksówkarzy, dostarczycieli jedzenia czy kucharzy w restauracjach indyjskich. - To ludzie, którzy żyją obok nas, niejednokrotnie od wielu lat, a mają po prostu ciemniejszy kolor skóry. I to oni mogą się stać ofiarami ataków, również fizycznych - przestrzega prof. Bilewicz.
'Migranci przywożeni pod osłoną nocy'? Zdemaskowana posłanka PiS usunęła post
Przedstawiciele władz państwowych często mówią m.in. o tym, że trzeba chronić Polaków przed niebezpieczeństwem ze strony cudzoziemców. Do tego dochodzi pokazywanie takich obrazów z polsko-białoruskiej granicy, na których widać migrantów atakujących polskich funkcjonariuszy.
Aktywiści, którzy działają na granicy, podkreślają, że przekaz rządowy to tylko jedna strona medalu - drugą są zwykli, wystraszeni ludzie, którzy uciekają przed prześladowaniami, szukają lepszego życia i utknęli w lasach Podlasia. Na co dzień wsparcie niosą im działacze m.in. z Grupy Granica czy Fundacji Ocalenie oraz "zwykli" mieszkańcy.
Antyuchodźcza narracja. "Jestem przerażona"
Podobne obawy do prof. Bilewicza ma szefowa Amnesty International Polska Anna Błaszczak-Banasiak. - Muszę przyznać, że ja jestem przerażona - podkreśla i przekonuje, że antyuchodźczy przekaz nie skończy się dobrze.
- Musimy pamiętać, że słowa nie pozostają bez konsekwencji. Mieliśmy, niestety, wiele takich historycznych przykładów i teraz też się z tym mierzymy. Naprawdę boję się, że to może doprowadzić do tragedii, ale też do sytuacji, która będzie nieodwracalna. Bo odwrócenie nastroju lęku, strachu jest zawsze znacznie trudniejsze niż wzbudzenie tego - dodaje Błaszczak-Banasiak.
Jako przykład wskazuje wydarzenia w Czerwonym Borze, w tym atak na osoby czarnoskóre, które tam przebywały, o czym pisaliśmy na naszym portalu. Grupę 17 osób, na ich prośbę - jak przekazał nam Urząd do Spraw Cudzoziemców - przeniesiono do innego ośrodka strzeżonego i nigdy już do Czerwonego Boru nie wrócą
Szefowa Amnesty International Polska mówi wprost: nie jest możliwe, abyśmy stali się nagle społeczeństwem homogenicznym, wyłącznie białym i wyłącznie pochodzącym znad Wisły. - My już jesteśmy społeczeństwem wielokulturowym i to się będzie rozwijać. I uważam, że cofamy się do najczarniejszych kart historii, kiedy dzieliliśmy ludzi z uwagi na rasę i pochodzenie narodowe, a nie na to, kim są i co stanowią - dodaje gościni TOK FM.
Co się dzieje na granicy? Polska zawiesiła prawo do azylu
Jak pisaliśmy na tokfm.pl, Straż Graniczna - na mocy ustawy, która w opinii wielu jest niezgodna z Konstytucją i z prawem międzynarodowym - nie przyjmuje wniosków o ochronę międzynarodową. Miała przyjmować je od tzw. grup wrażliwych, ale z tym też bywa bardzo różnie. Organizacje pozarządowe występują do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o tzw. interim measures, czyli specjalnie zabezpieczenia, na mocy których Polska nie powinna wyrzucać cudzoziemców, których te zabezpieczenia dotyczą.
W jednej ze spraw - dotyczącej 17-latka z Mali - Straż Graniczna tłumaczyła, że dokumenty dotarły do niej 20 minut za późno i dlatego zabezpieczenia nie wzięto pod uwagę. Chłopak został wyrzucony - nie dano mu szans na złożenie wniosku o azyl. Teraz mamy podobną historię - tym razem dotyczącą dwóch osób, które kilka dni temu pojawiły się na przejściu granicznym w Terespolu. Chodzi o kobietę z Kongo i mężczyznę z Somalii, których reprezentują prawnicy ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. "Wobec każdej z tych osób ETPC wydał decyzję o zastosowaniu środka tymczasowego tzw. interim measure - co oznacza zakaz zawracania cudzoziemca do Białorusi" - podaje organizacja.
Zarówno kobieta, jak i młody mężczyzna - mimo, że mieli przy sobie wydruk zabezpieczenia ETPC - zostali zawróceni ponownie na Białoruś. W Straży Granicznej interweniowali w ich sprawie pełnomocnicy oraz przedstawiciele Rzecznika Praw Obywatelskich, ale i to nie pomogło.
"Brak przestrzegania nakazów ETPC jest poważnym naruszeniem Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, które stanowi podstawę odpowiedzialności Polski jako strony Konwencji i członka Rady Europy w postępowaniu przed Trybunałem" - wskazuje Stowarzyszenie Interwencji Prawnej.
Inne kraje a problemy z integracją migrantów
Szefowa Amnesty International Polska przypomina, że w krajach zachodniej Europy problemy wynikały głównie z tego, że grupy migranckie były marginalizowane i wykluczane. - Cudzoziemcy byli dyskryminowani i zamykani w gettach. To właśnie powoduje radykalizację i stoi za wzrostem nastrojów agresywnych. Żeby do tego nie dopuścić, musimy zadbać o mądrą i dojrzałą integrację, a nie asymilację, jak chcieliby niektórzy - podkreśla nasza rozmówczyni.
I przestrzega, że w tej integracji "nie może chodzić o to, abyśmy nauczyli migrantów, jak się robi polski kotlet schabowy czy jak tańczyć krakowiaka". - Tu chodzi o przekazywanie wartości, m.in. w Centrach Integracji Cudzoziemców, które powstają w całej Polsce, a których zamknięcia domaga się obecnie środowisko prawicowe - mówi Błaszczak-Banasiak.