"Jednemu z migrantów wycięto włosy w kształt męskich genitaliów". Co się dzieje na granicy?
- Cudzoziemcy cały czas są poddawani tzw. pushbackom, czyli wyrzucani przez służby graniczne z Białorusi do Polski i Polski na Białoruś;
- Zwiększona kontrola, wzmocnienia płotu na granicy, wzrost liczby patroli Straży Granicznej czy wprowadzenie tzw. strefy buforowej nie zatrzymały uchodźców przed przekraczaniem granicy;
- Sytuacja jest napięta, w ostatni weekend doszło do 290 prób nielegalnego przedostania się do Polski.
Stowarzyszenie Egala działa na polsko-białoruskiej granicy niemal od początku kryzysu humanitarnego, który zaczął się w sierpniu 2021 roku. Jego członkowie docierają do migrantów i migrantek w lasach Podlasia, przekazują im wodę, jedzenie, ubrania, artykuły higieniczne, udzielają pierwszej pomocy medycznej. Wspierają też w złożeniu wniosków o ochronę międzynarodową, przekazują podstawowe informacje o systemie prawnym w naszym kraju. Pomagają też osobom, które trafiają do szpitala w Hajnówce - najczęściej z powodu wycieńczenia, hipotermii, złamań, zatrucia wodą z leśnych kałuż.
Dodatkowo Egala utrzymuje też kontakt z uchodźcami, którym uda się złożyć wniosek o ochronę i którzy trafiają do strzeżonych ośrodków. Przekazuje im paczki żywnościowe czy z ubraniami. Prowadzi też program mieszkaniowy, aby ułatwić proces integracji i adaptacji do życia w Polsce.
Rok 2024 na granicy. Kryzys ciągle trwa
Raport Egali, który został właśnie opublikowany, pokazuje, że kryzys humanitarny na pograniczu ciągle trwa, a pomaganie jest coraz trudniejsze. To efekt wprowadzenia na Podlasiu tzw. strefy buforowej, do której formalnie nikt spoza mieszkańców nie ma wstępu.
Aktywiści z organizacji pozarządowych najczęściej nie dostają pozwoleń na wejście. Jak informowaliśmy wielokrotnie w TOK FM, Straż Graniczna wydała przedstawicielom NGOsów jedynie 50 takich zgód, głównie Lekarzom bez Granic. Drugi problem, który utrudnia niesienie pomocy, to wprowadzona niedawno - w opinii wielu prawników niezgodnie z prawem - ustawa umożliwiająca nieprzyjmowanie od cudzoziemców wniosków o azyl.
'Sytuacja jest dramatyczna. Łamiemy wszystkie przepisy prawa'
"Obecna władza konsekwentnie utrudnia niesienie pomocy humanitarnej. Decyzje polityczne podjęte w 2024 roku wzbudzały poważne obawy organizacji zajmujących się prawami człowieka, które działają w rejonie przygranicznym. Liczne protesty, konferencje i inicjatywy mające na celu nagłośnienie sytuacji i skłonienie rządu do zmiany stanowiska nie przyniosły rezultatów - władze pozostawały głuche na rekomendacje i oddolne apele" - czytamy w raporcie.
W 2024 roku Egala brała udział w blisko 800 interwencjach humanitarnych, niosąc pomoc ponad dwóm tysiącom ludzi, głównie z takich krajów jak Syria, Somalia, Etiopia, Erytrea, Jemen, Afganistan czy Sudan. Ale byli też przedstawiciele Kamerunu, Egiptu czy Demokratycznej Republiki Konga. Blisko 250 osób mogło liczyć na pomoc aktywistów w szpitalu, a prawie 400 - w strzeżonych ośrodkach. Najwięcej interwencji było w kwietniu, maju i czerwcu.
"W 2024 roku sytuacja na granicy polsko-białoruskiej uległa pogorszeniu - push-backi, przemoc i nieludzkie traktowanie stały się coraz częstsze. Osoby migranckie i uchodźcze były wielokrotnie wypychane przez granicę z Białorusią, co narażało je na przemoc fizyczną i traumę" - czytamy w raporcie.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że Straż Graniczna w swoich analizach i zestawieniach wskazuje eufemistycznie, że migranci są ''zawracani na linię graniczną'', nie dodając, że przy okazji doznają przemocy. "Push-backi mają miejsce nawet wtedy, gdy osoby jednoznacznie proszą o ochronę międzynarodową" - czytamy w raporcie. Co ważne, aktywiści wprost podkreślają, że zwiększona kontrola, wzmocnienia płotu na granicy, wzrost liczby patroli Straży Granicznej czy wprowadzenie tzw. strefy buforowej nie zatrzymały cudzoziemców przed przekraczaniem granicy.
Nieludzkie traktowanie
W raporcie są przykłady konkretnych interwencji, m.in. pomoc dla sześciu Erytrejczyków i Etiopczyka, którzy spędzili w lesie dziewięć bardzo trudnych dni. "Mężczyźni mówili nam, że byli wielokrotnie push-backowani do Białorusi. Polskie służby zniszczyły im telefony, ograniczając możliwość wezwania pomocy i jakiegokolwiek kontaktu ze światem" - opisuje Egala.
W innej historii jeden z cudzoziemców spędził w lesie trzy miesiące i był wypychany aż siedemnaście razy. Był razem z grupą innych młodych mężczyzn. ''Strażnicy graniczni na Białorusi, śmiejąc się, ogolili im głowy. Jednemu z nich wycięto włosy w kształt męskich genitaliów" - czytamy w raporcie. Bo brutalność służb - jak wynika z relacji cudzoziemców - jest i po jednej, i po drugiej stronie granicy.
Aktywiści starają się na bieżąco wspierać migrantów i migrantki, którym udało się złożyć wniosek o ochronę w Polsce. Kupują dla nich bilety, by mogły np. dojechać do otwartego ośrodka dla cudzoziemców, do którego mają skierowanie. Ale nie tylko - w 2024 roku przekazano cudzoziemcom 150 bonów na zakupy. Jesienią 2024 roku w Białymstoku udało się też otworzyć mieszkanie treningowe. Chodzi o przygotowanie uchodźców do przejścia z ośrodka do samodzielnego życia w Polsce. Cudzoziemiec może w nim mieszkać 2-3 miesiące, razem z innymi uchodźcami. W tym czasie poznaje krajowe realia, może szukać pracy, jeśli chce jest też mu udzielana pomoc psychologiczna. W zeszłym roku udało się w ten sposób pomóc czterem osobom.
Prowokacje na granicy
Straż Graniczna informuje, że w ostatni weekend na granicy z Białorusią doszło do 290 prób nielegalnego przedostania się do Polski. Migranci mieli rzucać w funkcjonariuszy kamieniami i gałęziami.
Zespół Monitoringu Śmierci na Granicy podaje, że od 2021 roku co najmniej 94 osoby w drodze zmarły w wyniku kryzysu humanitarnego i łamania praw człowieka na granicy polsko-białoruskiej. Wiele osób cały czas jest poszukiwanych.