Co się dzieje w ośrodku w Czerwonym Borze? Policja zwiększyła liczbę patroli
- Ośrodek dla cudzoziemców w Czerwonym Borze to placówka otwarta, bez krat w oknach, z której mieszkańcy w każdej chwili mogą wyjść na spacer czy do pobliskiego sklepu;
- Po akcji polityków prawicy część cudzoziemców mierzyła się z hejtem i poprosiła o przeniesienie;
- Sytuację w ośrodku sprawdzili urzędnicy z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich;
- Po incydentach w Czerwonym Borze policja zwiększyła liczbę patroli w okolicy ośrodka;
- Kierowniczka ośrodka w Czerwonym Borze wskazała, że cudzoziemcy - wbrew politycznej narracji - nie poruszają się po okolicy w jakichś większych grupach.
Czerwony Bór działa od ponad 20 lat, jest prowadzony przez Urząd do Spraw Cudzoziemców i nigdy nie było w nim problemów. Aż do kwietnia 2025 roku. To wtedy - w mediach społecznościowych - pojawiły się m.in. ostrzeżenia przed "grupami migrantów spacerującymi po wsiach". Pisaliśmy o tym na naszym portalu. Ostrzegali głównie politycy PiS, ale też innych ugrupowań prawicowych. Część posłów przyjechała nawet pod ośrodek, by zrobić konferencję prasową i grzmieć o "nielegalnych migrantach" i zagrożeniu z ich strony.
Część cudzoziemców poprosiła o przeniesienie
Jak ustaliło Radio TOK FM - po tym, jak przed ośrodkiem prawica zorganizowała tzw. spacer obywatelski - czyli przemarsz, którego celem było pokazanie, że cudzoziemcy nie są tu mile widziani - część z nich poprosiła o przeniesienie do innych ośrodków. "Cudzoziemcy poczuli się zaniepokojeni faktem, iż lokalna społeczność robi im zdjęcia oraz publikuje je na różnych forach społecznościowych" - przekazał nam Urząd do Spraw Cudzoziemców.
Sami migranci napisali poruszający list. "Od naszego przyjazdu odczuwamy niepokój. Ze względu na odległość do sklepu i brak samochodu jesteśmy zmuszeni pokonywać trasę pieszo, co zajmuje nam w obie strony cztery godziny. Podczas tej drogi narażeni jesteśmy na zagrożenia, w tym groźby i ataki ze strony zamaskowanych mieszkańców uzbrojonych w broń białą. Mieszkańcy wsi bez naszej zgody robią nam zdjęcia i publikują je w mediach społecznościowych. W postach pojawiają się fałszywe oskarżenia dotyczące m.in. gwałtów, kradzieży, napaści oraz szpiegostwa" - napisali cudzoziemcy.
Ostatecznie w inne rejony Polski przeniesiono 17 osób. W tej grupie byli ciemnoskórzy mężczyźni, którzy mieli być zaczepiani w lesie, w drodze do sklepu. Jeden z nich miał zostać kilka razy uderzony - pisaliśmy o tym na naszym portalu, sprawę relacjonował nam mieszkający w Polsce od lat Somalijczyk, Elmi Abdi.
Interwencja RPO w Czerwonym Borze
Do Czerwonego Boru z wizytacją pojechali przedstawiciele Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Na miejscu pojawili się Marcin Kusy - naczelnik Wydziału Praw Migrantów i Mniejszości Narodowych w Zespole ds. spraw Równego Traktowania, ekspert prawny, Jan Owsiński - ekspert prawny i prawniczka, Karolina Michalczyk - prawniczka. Wizytacja była wcześniej zapowiedziana.
Pracownicy Biura RPO ustalili, że po incydentach w Czerwonym Borze i po tym, jak migranci i migrantki zaczęli zgłaszać obawy o swoje życie i zdrowie, policja zwiększyła liczbę patroli w okolicy ośrodka dla cudzoziemców.
RPO ustalił, że ośrodek przeznaczony jest dla rodzin oraz osób samotnych. W chwili wizytacji w ośrodku przebywały 83 osoby, w tym 28 dzieci i 25 samotnych mężczyzn. "Od około dwóch lat zmienia się profil przebywających tam cudzoziemców pod względem ich pochodzenia. W szczególności w ostatnim półroczu, zaczęły pojawiać się osoby o ciemnym kolorze skóry, jednak lokalna społeczność miała to zauważyć dopiero niedawno" - czytamy w odpowiedzi udzielonej TOK FM przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.
Awantura o migrantów w Chełmie. 'Można było zapytać'. Są maile, telefony
Przekazano nam również, że kierownictwo ośrodka dla cudzoziemców w Czerwonym Borze pozostaje w stałym kontakcie z władzami Zambrowa (gmina, na terenie której jest ośrodek), z sołtysem Czerwonego Boru i policją, w tym dzielnicowym. "Żaden z tych podmiotów miał nie informować wcześniej o niepokojach czy wątpliwościach mieszkańców, w związku ze zmianą profilu cudzoziemców zamieszkujących ośrodek" -poinformowała nas Anna Kabulska z biura prasowego RPO.
Co się dzieje w Czerwonym Borze? Sytuacja "stabilna, choć napięta"
Pracownicy Biura RPO sprawdzili też, czy były jakiekolwiek sygnały na temat tego, o czym alarmują politycy Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji - tj. że cudzoziemcy z ośrodka nachodzą mieszkańców, że wchodzą na ich posesje, zaczepiają, chwytają za klamki samochodów czy bywają agresywni. Z informacji przekazanych prawnikom przez policję wynika, że nie odnotowano żadnych interwencji w tym zakresie.
Kierowniczka ośrodka w Czerwonym Borze wskazała, że cudzoziemcy - wbrew politycznej narracji - nie poruszają się po okolicy w jakichś większych grupach. Do sklepu, który jest oddalony o ok. dwa kilometry od ośrodka, często są dowożeni samochodem. Gdy wybierają się tam pieszo, przez pobliski las, idą co najwyżej w pięcioosobowych grupach. Pani kierownik dodała również, że relacje z mieszkańcami Czerwonego Boru dotychczas układały się bardzo dobrze, dlatego z dużym zaskoczeniem przyjęła ich wypowiedzi zamieszczone w mediach, krytyczne wobec migrantów i migrantek z ośrodka.
Co ważne, przedstawiciele RPO nie rozmawiali w Czerwonym Borze z samymi cudzoziemcami - ze względu na ograniczenia językowe. "Osoby, które według kierowniczki ośrodka posługiwały się językiem angielskim, na pytanie o znajomość tego języka - zaprzeczyły. W ocenie kierowniczki ośrodka cudzoziemcy z powodu ostatnich wydarzeń i dużego zainteresowania ośrodkiem, nie chcą rozmawiać z osobami z zewnątrz" - przekazała nam Anna Kabulska. Jak dodała, obecna sytuacja w ośrodku w Czerwonym Borze oceniona została przez prawników jako stabilna, choć napięta - ze względu na sytuację społeczną i medialną. Możliwe są kolejne wizytacje ze strony przedstawicieli Biura RPO.