Chciała pomóc Kurdowi, trafiła na ławę oskarżonych. "Wygraliśmy tę bitwę"
- Już w grudniu 2024 roku psycholożka została przed sądem uniewinniona, ale prokuratura złożyła apelację;
- Sąd Okręgowy w Radomiu ogłosił, że pozostawia apelację bez rozpoznania;
- Maria Książak to psycholożka i absolwentka studiów podyplomowych z zakresu psychologii traumy i interwencji kryzysowej oraz kursu terapii PTSD w Filadelfii;
- Była oskarżona o to, że - podając się za Straż Graniczną - miała próbować wyciągać Kurda ze szpitala w Radomiu.
To głośna sprawa, którą relacjonowaliśmy na naszym portalu. Psycholożka Maria Książak została oskarżona przez prokuraturę w Radomiu o to, że w połowie 2022 roku miała - podając się za funkcjonariuszkę straży granicznej - próbować wyciągnąć ze szpitala tureckiego Kurda, który trafił tam ze strzeżonego ośrodka. Sama psycholożka od początku mówiła, że to jedno wielkie nieporozumienie.
Kurd trafił do szpitala w Radomiu ze strzeżonego ośrodka w Lesznowoli, gdzie od wielu dni prowadził głodówkę. Jak przekonywała Książak, jego stan emocjonalny był trudny - z nikim nie rozmawiał, do nikogo się nie odzywał. W szpitalu nie było tłumacza, a mężczyzna nie mówił po angielsku. O jego pobycie mieli być poinformowani Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Wiedziała o tym też Maria Książak, która od lat wspiera migrantów i współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi w tym zakresie.
Prokuratura wskazała w akcie oskarżenia, że Maria Książak - dzwoniąc do szpitala i podając się za straż graniczną - chciała doprowadzić do uwolnienia Kurda ze strzeżonego ośrodka. Została oskarżona m.in. z art. 243. Kodeksu karnego, który mówi: "Kto osobę pozbawioną wolności na podstawie orzeczenia sądu lub prawnego nakazu wydanego przez inny organ państwowy uwalnia lub ułatwia jej ucieczkę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".
Apelacja bez rozpoznania
W grudniu 2024 roku psycholożka, specjalistka od leczenia traum, została przed sądem uniewinniona. Sąd stwierdził, że Książak nie chciała nikogo "wykraść" ze szpitala, a jedynie pomóc. - W żadnym razie nie można uznać, aby celem oskarżonej było bezprawne uwolnienie obywatela Turcji. Wszystkie podejmowane przez nią działania wynikały wyłącznie z pobudek humanitarnych i miały na celu udzielenie pomocy znajdującemu się w trudnej sytuacji cudzoziemcowi - tak sędzia Edyta Gzik uzasadniała wyrok uniewinniający psycholożkę.
Prokuratura złożyła jednak apelację, która trafiła do Sądu Okręgowego w Radomiu. W środę (21 maja) sąd miał się nią zająć, ale ogłosił, że pozostawia apelację bez rozpoznania. Zgodnie z przepisami, dzieje się tak w sytuacji, jeśli "środek odwoławczy wniesiony został po terminie lub przez osobę nieuprawnioną albo jest niedopuszczalny z mocy ustawy".
"To nie była łatwa historia, jak wiele trudnych historii przeżytych przez osoby osadzane w detencji i przeze mnie - psycholożkę, pracującą dzień po dniu z ofiarami tortur. Osobami, które - chcąc przeżyć - często zmuszone są migrować. Ta zwykła interwencja stała się przedmiotem długiego, kosztownego i bezsensownego dochodzenia, a potem żmudnego procesu i próby kryminalizacji mojej pomocy" - napisała w mediach społecznościowych Maria Książak.
"Ta historia zakończyła się ostatecznym zwycięstwem. Jednak życia wielu innych osób po torturach i przemocy politycznej, wciąż naznaczone są ogromnym cierpieniem, a dla mnie osobiście od lat są przyczyną nieustających interwencji kryzysowych" - dodała psycholożka.
Maria Książak była jedną z osób, które pojechały do ośrodka w Czerwonym Borze, by wesprzeć przebywających tam cudzoziemców, którzy byli nękani przez przedstawicieli środowisk skrajnej prawicy. Pisaliśmy o tym tutaj szerzej.
Przyjechała w kwietniu, wtedy zapowiedziana była kolejna "wizyta" nacjonalistów. Ostatecznie do niej nie doszło, ale psycholożka spotkała się w ośrodku z cudzoziemcami. Jeden z uchodźców ugościł wolontariuszki specjalnie dla nich przygotowanym aushakiem (rodzajem pierogów z sosem z ciecierzycy, jogurtu i mielonego kuminu). Pisała o tym "Gazeta Wyborcza".
Przypomnijmy, po wydarzeniach w Czerwonym Borze kilkunastu podopiecznych ośrodka - na ich wyraźną prośbę - zostało przeniesionych w głąb Polski. To m.in. Kongijczycy, Kameruńczyk, Etiopczyk, Somalijczyk, Malijczyk. W większości chrześcijanie. Jeden z przeniesionych został deportowany z Niemiec, dokąd uciekł, choć ubiegał się o międzynarodową ochronę w Polsce. Wszyscy w swoich krajach byli politycznie prześladowani.