Długa lista zarzutów za przemoc na granicy. "To jeszcze nie wszystko"
- Prokuratura badała m.in. kwestie przemocy wobec migrantów i migrantek, przyczynienia się do śmierci cudzoziemców czy kradzieży;
- Śledztwo nie dotyczyło niedopuszczalności samych push-backów. Prokuratura uznaje bowiem, że są legalne, na mocy wprowadzonego przez Polskę prawa;
- - Na tyle, na ile możemy, będziemy wyjaśniać wszelkie okoliczności. Robimy swoje i mam nadzieję, że nasza praca będzie oceniona przez sąd pozytywnie - mówi prokurator Tomasz Giza.
W kwietniu 2024 roku Prokuratura Okręgowa z Siedlec przejęła wszystkie sprawy dotyczące zdarzeń z polsko-białoruskiej granicy. Chodziło o to by zbadać, czy funkcjonariusze którzy pełnili i pełnią służbę na Podlasiu, nie przekroczyli swoich uprawnień lub nie dopełnili obowiązków. Sprawdzane są m.in. kwestie przemocy wobec migrantów i migrantek, przyczynienia się do śmierci cudzoziemców, kradzieży. W sumie śledczy zajęli się 24 wątkami, a w każdym z nich - szeregiem konkretnych zdarzeń. W 18 zakończyli już pracę, wydając decyzje o umorzeniu śledztw z uwagi na brak znamion czynu zabronionego. O części z nich pisaliśmy już wcześniej. Niektóre z decyzji o umorzeniu są nieprawomocne - pokrzywdzeni odwołali się od nich do sądu, składając zażalenia.
Poważne przestępstwa
Śledztwa które ciągle trwają dotyczą spraw najpoważniejszych i dobrze udokumentowanych. W sumie postawiono w nich zarzuty pięciu funkcjonariuszom.
- W ramach jednego z badanych wątków wydane zostały postanowienia o przedstawieniu zarzutów trzem funkcjonariuszom Straży Granicznej. Dotyczą one zdarzeń z 5 lipca 2023 roku, z rejonu placówki Straży Granicznej w Dubiczach Cerkiewnych - mówi w TOK FM prokurator Krystyna Gołąbek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.
Jak słyszymy, pogranicznicy mieli skierować grupę 11 migrantów w stronę granicy - w ramach tzw. push-backu - a potem mieli ich bić i szarpać. Wszystko nagrały kamery monitoringu. - Było to przekroczenie uprawnień poprzez bezzasadne stosowanie środków przymusu bezpośredniego, pałek służbowych czy ręcznych miotaczy substancji obezwładniającej wobec grupy obcokrajowców, którzy już zostali zawróceni do linii granicy. Zachowanie tych cudzoziemców nie dawało podstaw do stosowania takich środków - mówi prokurator Gołąbek. Z uwagi na dobro wciąż toczącego się śledztwa, nie zdradza, czy funkcjonariusze przyznali się do winy. Wiadomo, że są zawieszeni w czynnościach służbowych.
W innym wątku zarzuty usłyszeli kolejni dwaj funkcjonariusze. Mają odpowiedzieć za zabranie cudzoziemcowi saszetki w której były dokumenty i niewielka kwota pieniędzy, ale też za niszczenie telefonów migrantów, ich paszportów i innych dokumentów, które mieli przy sobie. Pogranicznicy mieli je m.in. palić.
Śledztwo - co podkreśla nasza rozmówczyni - nie dotyczy natomiast niedopuszczalności samych push-backów. Prokuratura uznaje bowiem, że są legalne, na mocy wprowadzonego przez Polskę prawa (mimo, że m.in. prawo międzynarodowe mówi coś innego - przyp. red.). Na niedopuszczalność push-backów zwracał uwagę choćby Rzecznik Praw Obywatelskich. "Przepisy pozwalające na zawracanie cudzoziemców, przekraczających polską granicę niezgodnie z przepisami, są sprzeczne z prawem unijnym i międzynarodowym oraz polskimi ustawami" - wskazywał wielokrotnie RPO.
Zeznania złożył aktywista, dziennikarz Piotr Czaban
Śledztwo siedleckiej prokuratury zostało wszczęte m.in. po obszernych zeznaniach złożonych przez dziennikarza i aktywistę z polsko-białoruskiej granicy, mieszkańca Podlasia, Piotra Czabana. Mężczyzna wszystko dokumentuje, w tym m.in. interwencje i pomoc cudzoziemcom w lasach. Jak mówi, głęboko wierzy, że przyjdzie czas, że wszystkie niegodziwości zostaną rozliczone.
To Piotr Czaban pierwszy opisał postawienie zarzutów pięciu funkcjonariuszom. Rozmawiał o tym z prokuratorem Tomaszem Gizą, który koordynuje pracę zespołu badającego przestępstwa z polsko-białoruskiej granicy. Cała rozmowa jest do obejrzenia na YouTube. Padają w niej m.in. mocne i jednoznaczne słowa o zachowaniu pograniczników. - Jeżeli w którymś momencie społeczeństwo dowie się szczegółów (do których dostęp mieli prokuratorzy w ramach prowadzonego śledztwa - przyp. red.), to będzie bardzo mało osób, żeby funkcjonariuszy bronić - mówi w rozmowie z Piotrem Czabanem prokurator Tomasz Giza. - Na tyle, na ile możemy, będziemy wyjaśniać wszelkie okoliczności. Robimy swoje i mam nadzieję, że nasza praca będzie oceniona przez sąd pozytywnie - dodaje śledczy z Siedlec.
Dziś Piotr Czaban nie kryje, że cieszy go postawienie zarzutów pięciu funkcjonariuszom. - Choć trudno mówić o satysfakcji, bo tak naprawdę to jest tylko symboliczne zaznaczenie przez prokuraturę faktu, że do łamania prawa na polsko-białoruskim pograniczu - niestety za sprawą polskich funkcjonariuszy - dochodziło - mówi Czaban w rozmowie z TOK FM. - Te pięć zarzutów to nie wszystko, ja wiem o jeszcze dwóch innych, z innych prokuratur. Jeden z nich dotyczy umyślnego przejechania psa. Niestety, dziś media praktycznie nie informują o zarzutach wobec pograniczników. Panuje zmowa milczenia - mówi nasz rozmówca.
Jak dodaje, dobrze, że funkcjonariusze odpowiedzą m.in. za niszczenie telefonów osobom w drodze. - Pamiętajmy, że telefon w lesie jest dla migranta GPS-em, bez niego kompletnie nie wie, w którym kierunku iść. Bez odnalezienia drogi w Puszczy Białowieskiej człowiek może umrzeć. Więc zabieranie im telefonu, przez który mogą też wezwać pomoc - jest skazywaniem ich nie tylko na utratę zdrowia, ale i życia. I to się działo. I dzieje nadal - dodaje gość TOK FM.
Władza jest z siebie dumna
Obecny rząd wprowadził ustawę, na mocy której cudzoziemca można nie tylko wyrzucić na Białoruś, ale odmawia się mu też prawa do azylu. Nie ma możliwości złożenia wniosku o ochronę międzynarodową w Polsce, nawet gdy uciekł ze swojego kraju przed torturami, przemocą czy wojną. Władza wprowadziła też strefę buforową na Podlasiu, którą regularnie co kilka miesięcy przedłuża.
Jednocześnie rząd chwali się skutecznością swoich działań na polsko-białoruskiej granicy, w tym zatrzymywaniem migrantów, którzy próbują dostać się do Polski w ramach tzw. wojny hybrydowej. Mówił o tym premier Donald Tusk w swoim środowym expose.