Wizyta Zełenskiego to porażka. "Amerykanie odwrócili głowę". To ten kraj jest dla USA ważniejszy?
Spotkanie Trump-Zełenski nie przyniosło przełomu ws. przekazania Ukrainie pocisków manewrujących Tomahawk. - Balon oczekiwań był bardzo rozdęty - ocenił w TOK FM amerykanista prof. Włodzimierz Batóg. Zdaniem eksperta z Uniwersytetu Warszawskiego, wizyta ukraińskiego prezydenta w USA skończyła się porażką.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co przyniosło piątkowe spotkanie Donalda Trumpa z Władimirem Zełenskim?
- Jaki kraj staje się - dla USA - coraz ważniejszy i spycha Ukrainę na dalszy plan?
- Jak mogą zakończyć się rozmowy Trump - Putin, które mają się odbyć w Budapeszcie?
"Wall Street Journal" uważa, że "sprzedaż pocisków dalekiego zasięgu Tomahawk Ukrainie mogłaby być krokiem w kierunku pokoju, ograniczającym zdolności Rosji do prowadzenia wojny". Ale piątkowe spotkanie prezydentów USA i Ukrainy nie przyniosło rozstrzygnięcia w sprawie przekazania rakiet Ukraińcom.
Jak ocenił w TOK FM prof. Włodzimierz Batóg, piątkowa wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Waszyngtonie zakończyła się porażką. - Balon oczekiwań był bardzo rozdęty. Trudno było się spodziewać, że Amerykanie zgodzą się na udostępnienie takiej broni. Aczkolwiek wydawało się na samym początku, że prezydent USA jest skłonny to zrobić - mówił rozmówca Piotra Jaśkowiaka, przypominając o dronowym ataku na Polskę, rosyjskim samolocie, który naruszył przestrzeń powietrzną Estonii i incydentach związanych z dronami nad lotniskami krajów Europy Zachodniej.
Wszystko to jednak stało się dla Trumpa znacznie mniej ważne po czwartkowej rozmowie z rosyjskim przywódcą. - Władimir Putin zapewne wytłumaczył Trumpowi, że tego typu działanie (przekazanie Tomahawków Ukrainie) będzie rozumiany przez Rosję jako krok bardzo ofensywny. Dlatego, że obsługa tych pocisków musiałaby być w całości amerykańska. Rosja zrozumiała to jako bezpośrednie zagrożenie. I prezydent USA po prostu ustąpił. Doszedł do wniosku, że przekazywanie tej broni Ukrainie do niczego dobrego nie doprowadzi - wyjaśnił amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego, zwracając uwagę na to, że nie było wspólnej konferencji prasowej Trumpa i Zełenskiego po rozmowach.
Zełenski wróci z USA z pustymi rękami
Gość "Poranka TOK FM" wskazał też na inny trop. - W Ameryce wojna w Ukrainie nie jest wojną istotną. W związku z tym Amerykanie robią wszystko, żeby się z tej wojny w jakiś sposób wyplątać (...). Mnie się wydaje, że Amerykanie odwrócili głowę w stronę Wenezueli w tej chwili i nie są w stanie już zajmować się Ukrainą - stwierdził.
Prof. Batóg przypomniał o bardzo poważnym problemie, z jakim od dawna boryka się Ukraina. Walczącemu z Rosją krajowi brakuje żołnierzy. - Ukraina potrzebuje 600 tys. żołnierzy, żeby odzyskać terytoria, które zabrała Rosja. Lotnictwem, technologią nie wygrywa się wojny, po prostu musi się coś dziać na froncie. Ukraina nie ma możliwości odegrania odebrania tych terenów w żaden sposób - powiedział w rozmowie z Piotrem Jaśkowiakiem.
Amerykanista, wracając do piątkowego spotkania, powiedział, że "widać było wyraźnie, że ta wizyta ewidentnie stronie ukraińskiej nie poszła tak, jak oczekiwano". - Ale myślę, że oni się tego spodziewali, zwłaszcza od środy, czwartku - dodał.
A co mogą przynieść zapowiadane przez Trumpa rozmowy z Putinem w Budapeszcie? Ekspert podkreślił, że Rosjanie znakomicie potrafią prowadzić dyplomatyczne rozgrywki. - Rosjanie po prostu grają, bo wiedzą, że czas przemawia na ich korzyść. Zobaczymy, co te rozmowy budapesztańskie pokażą - równie dobrze mogą nic nie pokazać. Ale Rosjanom chodzi o takie ustawienie sytuacji dyplomatycznej, w której będą szanse na zawarcie pokoju korzystnego dla Rosji, czyli obwarowanego takimi zabezpieczeniami w sferze dyplomacji i prawa międzynarodowego, żeby już nikt nigdy tego nie naruszył. A to oznacza de facto wygraną Rosji - uważa gość TOK FM.
Źródło: TOK FM