,
Obserwuj
Gospodarka

Zapasy alkoholu rosną, bo Zetki nie chcą pić. W piwnicach leżą trunki za 22 miliardy dolarów

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
14.02.2026 12:50

Jest praca, konkretnie praca na stanowisku prezesa w wielkim międzynarodowej korporacji, która swoje produkty sprzedaje pod każdą szerokością geograficzną. Do zajęcia jest miejsce Dolfa van den Brinka, szefa zarządu Heinekena. Prezes piwnej korporacji opuszcza ją nieoczekiwanie i rzekomo na własne życzenie. Firma w trybie pilnym szuka następcy, by wyciągnął ją z dołka. Dołek jest głęboki, dużo głębszy niż na początku szacowano, a wpadła do niego cała piwna – i nie tylko piwna – branża.

Najmłodsza generacja Francuzów uznaje wino za niesmaczne
Najmłodsza generacja Francuzów uznaje wino za niesmaczne
fot. Grzegorz GALAZKA/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego alkohol na świecie leje się coraz węższym strumieniem i kto temu strumieniowi stawia tamę?
  • Jakie zapasy trzymają w magazynach najwięksi światowi producenci?
  • Jakie straty z tego powodu mają?

Sprzedaż spada, świat przestawia się na napoje bezalkoholowe i tak zwane napoje funkcjonalne. Jak szoty z imbiru, soda z makrobiomem, matcha latte czy rzemieślnicze lemoniady z naturalnymi składnikami. Raporty rynkowe mówią o postępującej zmianie nawyków i rzucaniu alkoholu na rzecz zdrowych alternatyw. Trzeźwej rewolucji przewodzi generacja Z, która nie chadza do baru i nie siada z kuflem przed telewizorem. Sprzedaż piwa tylko w pierwszej połowie roku spadła więc w Europie o 3 procent, gorzej sprzedają się nawet marki premium - tutaj spadek wynosi 2 procent. Podobnie źle wygląda sytuacja producentów win, whisky, brandy, koniaków czy Bourbona. Zapasy tych gatunków alkoholu systematycznie rosną, bo nie ma kto pić.

Rzecz o dążeniu do zera

Numer jeden - Anglicy i anglosaski krąg kulturowy. Wynalazcy instytucji pubu, najwięksi na świecie konsumenci whisky, producenci najdroższych na świecie gatunków, właściciele najbardziej wartościowych marek tego trunku. W Wielkiej Brytanii, w której jeszcze niedawno niemal każdy dzień kończył się ze szklaneczką w dłoni, spożycie alkoholu spadło do najniższego poziomu w historii i wynosi teraz 10 drinków tygodniowo na statystycznego dorosłego, czyli prawie o połowę mniej niż 20 lat temu. Przyczyny podobno są trzy: większa świadomość zgubnych dla zdrowia skutków picia, coraz chudsze portfele oraz demografia. Społeczeństwo się starzeje, a wraz z wiekiem pije się coraz mniej. Podobnie rzecz ma się zresztą po drugiej stronie Kanału La Manche.

Numer dwa - Francuzi. Dźwięk otwieranego wina we francuskich domach rozbrzmiewa coraz rzadziej i rzadziej. We Francji rynek alkoholowy kurczy się od siedmiu lat o mniej więcej 3 procent rocznie. Od końca drugiej wojny światowej konsumpcja spadła o ponad 80 procent. Co to oznacza w praktyce? Podczas gdy dziadkowe pili 300 litrów wina rocznie, ich synowie konsumują 180 litrów, a wnukowie zaledwie 30. Dla flagowej francuskiej branży to katastrofa, co gorsza - nadziei na zwrot brak. Z badania trendów rynkowych wynika, że zwłaszcza najmłodsza generacja Francuzów uznaje wino za niesmaczne, a zespół dnia następnego za uciążliwy. I wybiera trunki bez alkoholu, w tym bezalkoholowe wina, na które przestawia się coraz więcej winnic. Bo to jedyna droga utrzymania się na rynku. Problem w tym, że ich produkcja jest trudniejsza niż win tradycyjnych i bardziej kosztowna.

I w końcu numer trzy - Niemcy. W europejskim mateczniku piwa trwa odwrót od… piwa. Ostatni Oktoberfest sprzedał odwiedzającym o 10 procent mniej trunku niż rok wcześniej. Piwo na festiwalu podrożało, a Niemcy zbiednieli. No i zaczęli dbać o zdrowie. Jedno i drugie dobija niemieckie browary, swoje dokłada zanikające życie towarzyskie prowadzone osobiście "w terenie". Dlatego w ciągu ostatniej dekady produkcja piwa spadła w Niemczech o 15 procent, a eksport o 6 procent. Z półtora tysiąca małych i dużych niemieckich browarów co roku zamykało się nie mniej niż 50. Walkę o przetrwanie przegrywają nawet te z najdłuższą historią, które dały radę światowym wojnom, wielkim rewolucjom i klęskom żywiołowym. Tak jak we Francji przemysł winiarski, tak w Niemczech branża piwna próbuje płynąć z prądem zmian i dlatego po raz pierwszy w historii każdy producent prezentujący się na Oktoberfest w swojej ofercie miał piwo bez procentów.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Jesteś na bieżąco? Quiz o najważniejszych wydarzeniach ostatniego tygodnia

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 W którym rosyjskim mieście Kanał Zero zrealizował 1. odcinek swojego kontrowersyjnego reportażu?

    Co tkwi w piwnicach?

    Historyczny spadek popytu na szkocką whisky, koniak i tequilę sprawił, że producenci napojów alkoholowych zostali z morzem niesprzedanych trunków. W piwnicach i magazynach pięciu gigantów branży leżakuje w beczkach rekordowa kwota 22 miliardów dolarów. To najwięcej od ponad dekady.

    Analitycy zajmujący się branżą przekonują, że sytuacja jest wyjątkowa. Rynkowi ma grozić wojna cenowa - by pozbyć się zapasów i odzyskać zamrożoną w nich gotówkę, producenci mogą obniżać ceny. Dla miłośników markowych trunków – złote czasy, dla branży – perspektywa zapaści, której sama sobie jest winna. Bo oparła swoje prognozy produkcyjne na optymistycznym założeniu, że świat pozostanie zakochany w markowych trunkach na stałe tak, jak zakochał się w czasach pandemii. Cykl produkcyjny w branży trwa od trzech, czterech - do nawet dwunastu lat. Więc niegdysiejsze prognozy właśnie stają się dzisiejszą produkcją, która masowo ląduje w beczkach na leżakach, zamiast na sklepowych półkach. A inwestorzy roztrząsają, ile w tych piętrzących się zapasach jest głębokich zmian społecznych, a ile chwilowych trendów.

    Producenci wstrzymują więc produkcję, próbując sprzedać stare roczniki. Japoński koncern zamknął swoją główną destylarnię bourbona Jim Beam z siedzibą w Kentucky na co najmniej rok. Konkurent wstrzymał produkcję whisky w swoich zakładach w Teksasie i Tennessee do lata. Słabo radzi sobie też tequila, której producenci zwiększyli moce produkcyjne, pompując w Meksyku produkcję błękitnej agawy. Teraz wszyscy toną w morzu niesprzedanego alkoholu. I zadają retoryczne pytanie - kto to wszystko wypije? I kogo najwięcej to będzie kosztować?

    źródło: TOK FM