Jego audycje wywoływały panikę w III Rzeszy. Kim był Safton Delmer? [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. 'Propagandysta, który przechytrzył Hitlera. Jak wygrać wojnę informacyjną' autorstwa Petera Pomarantseva, w tłumaczeniu Aleksandry Paszkowskiej, wydanej 14 maja nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
'Propagandysta, który przechytrzył Hitlera. Jak wygrać wojnę informacyjną' to biografia buntowniczego propagandysty II wojny światowej Seftona Delmera. Delmer, utalentowany dziennikarz, mieszkający wcześniej w Niemczech, uruchomił w Wielkiej Brytanii eksperymentalną stację radiową GS1, która nadawała w III Rzeszy, "prowadzoną" przez fikcyjnego zatwardziałego nazistę "der Chefa". Zamiast kierować poważne odezwy, Delmer tworzył groteskowe i kabaretowe audycje, uważając, że właściwą odpowiedzią na propagandę Goebbelsa jest? więcej Goebbelsa. Jego celem było podkopanie nazizmu od wewnątrz, poprzez odwrócenie zwykłych obywateli od nazistowskich zwierzchników.
***
(...) Brytyjskie agencje wywiadowcze nie mogły przeprowadzić szczegółowych sondaży na terenie Niemiec, by zmierzyć notowania der Chefa. Próbowały natomiast dowiedzieć się czegoś o efektywności swojej propagandy poprzez informacje zwrotne - zbierając "świadectwa odbioru" z różnych źródeł: od jeńców wojennych, brytyjskich szpiegów rozmawiających z niemieckimi urzędnikami, z otwieranych listów i niemieckich mediów. W pierwszym roku istnienia rozgłośni odnotowano 40 takich informacji zwrotnych. W trzydziestu sześciu przypadkach mówiący zakładali, że stacja nadaje z Niemiec. Inni mieli podejrzenie, że rozgłośnia działa w Anglii, ale ostatecznie odrzucali ten pomysł: "Słuchaliśmy go regularnie do końca zeszłego roku - zgłaszał korespondent «Timesa» w Szwecji - i tak jak inni doszliśmy do wniosku, że pochodzi z jakiejś grupy oficerów marynarki [?]. Ktoś kiedyś powiedział, że to Anglik, ale osobiście w to nie wierzę".
Oceniając po wypowiedziach informatorów wywiadu, der Chef okazał się natychmiastowym sukcesem. Już w 1941 roku potwierdziło to niemieckie źródło ze Szwecji, określane jako "wiarygodne".
Rozgłośnia jest niezwykle interesująca i nie ma wątpliwości, że słucha się jej powszechnie i że wywiera potężny efekt. Dla aliantów i wszystkich przeciwników reżimu nazistowskiego jest po prostu bezcenna. Niszczy w narodzie niemieckim zaufanie do aparatu partyjnego, a nawet do przywództwa wojskowego. Organizator stacji musi mieć kontakt z wojskiem niemieckim oraz z kręgami opozycyjnymi w armii. Musi dysponować znacznym aparatem i dość dobrą wewnętrzną siatką informacyjną w Niemczech. Język audycji jest taki, z jakim spotykałem się w najpodlejszych spelunach, a od częstych, pornograficznych opisów orgii hitlerowskich wodzów mogą więdnąć co wrażliwsze uszy, natomiast tego radia słucha się wszędzie, zwłaszcza w Wehrmachcie. Można nawet stwierdzić, że ta stacja ma największą słuchalność w całych Niemczech.
'Zwijala z ulic' polskich chłopców, by kopulowali dla III Rzeszy. Kim była Inge Viermetz?
Zakładam, że chodzi o największą słuchalność spośród stacji niehitlerowskich, ale to wciąż wielki komplement, powtarzany zresztą przez innych informatorów:
Niemiecki uchodźca w Szkocji zgłasza, że GS1 często słuchano w Niemczech. Podróżnicy z Niemiec stwierdzili, że można by ją uznać za jedną z popularniejszych rozgłośni. Niemiecki biznesmen opowiedział ostatnio, w jaki sposób rozchodzą się jej wiadomości. Nikt nie chce przyznać, że słucha GS1 - ale wśród znajomych często pada pytanie: "słyszałeś, że?", a potem następuje pogłoska z audycji nadanej przez GS1 poprzedniego ranka.
"Tego typu programy niezwykle skutecznie przyciągają niemieckich słuchaczy" - napisał attaché morski USA, nieświadom, że stację prowadzą Brytyjczycy. "Wulgarność jest więcej niż rabelaisowska". Schwytanym niemieckim żołnierzom imponowało, ile der Chef wie o przypadkach w ich jednostkach.
Skrupulatnie zaszczepiane przez der Chefa fałszywe informacje zaczynały żyć własnym życiem. W jednej z pierwszych audycji stwierdził, że do produkcji margaryny używano ekskrementów. Wkrótce niemieccy jeńcy opowiadali sobie o tym, jak gdyby to była prawda.
Delmer szczególnie cieszył się z artykułu w kilońskiej gazecie o panice odzieżowej w sklepach, która polegała na pospiesznym wymienianiu przez kobiety kartek na ubrania. Sześć tygodni wcześniej der Chef rozpuścił plotkę, że partyjni bonzowie dostali cynk o niedoborach tkanin wełnianych, a teraz ich żony, "sprzedajne dziwki", wymieniały swoje kartki, zanim nadeszła kolej zwykłych Niemek. Ku "wielkiej satysfakcji" Delmera redakcja gazety powtórzyła plotkę der Chefa, upominając, że "jeżeli każdy się będzie tak zachowywał, niczego dla nikogo nie wystarczy, a kartki stracą wartość". (...)
Posłuchaj: