Internet zalała fala rosyjskiej dezinformacji. Ekspert wytyka błędy rządu
Jeszcze zanim pojawiły się oficjalne komunikaty na temat aktów dywersji na torach, polski internet zalała fala niezweryfikowanych informacji i przedostały się do niej przekazy propagandowe Kremla. Jak zwracał uwagę w TOK FM Michał Fedorowicz z kolektywu analitycznego Res Futura, cała Unia Europejska "nie jest w stanie nawiązać jakiegokolwiek starcia informacyjnego" z Rosją. - Potrzebujemy komunikacji strategicznej, która ochroni część obywateli od dezinformacji, a tak naprawdę od paniki - ocenił.
- Raport Res Futury wskazuje na dezinformacyjną narrację w internecie dotyczącą incydentów na torach w Polsce;
- Michał Fedorowicz wskazywał w TOK FM brak skutecznej strategii informacyjnej w Polsce, ale i całej Unii Europejskiej, wobec rosyjskiej propagandy;
- Ekspert powiedział, co jego zdaniem powinno się zmienić.
Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że służby ustaliły osoby odpowiedzialne za incydenty, do których doszło w weekend na trasie kolejowej Warszawa-Lublin. Jak przekazał, to dwóch obywateli Ukrainy, który działali i współpracowali od dłuższego czasu ze służbami rosyjskimi.
Jak wynika z analizy europejskiej fundacji badawczej Res Futura, w dniach 16-17 listopada największa liczba komentarzy sugerowała, że za incydentem związanym z uszkodzonym torowiskiem w pobliżu stacji PKP Mika na linii Warszawa-Lublin stoją Ukraińcy, przy czym chodziło o nie jednostki, a całą "grupę etniczną". To aż 42 procent nasycenia komentarzy. Jak zwrócono uwagę, "często pojawia się hipoteza, że działania te miały charakter odwetowy lub prowokacyjny, rzekomo w celu wciągnięcia Polski w bezpośredni konflikt z Rosją". Dopiero 24 proc. wpisów wskazało Rosję jako głównego sprawcę tego zdarzenia.
W tym kontekście w raporcie zwrócono uwagę, że od niedzieli na rosyjskojęzycznych kanałach Telegramu intensywnie kolportowano narrację o rzekomych "partyzantach w Polsce", którzy mieliby stać za incydentami na torach, co rzekomo miało wynikać ze zmęczenia społeczeństwa wojną i sprzeciwu wobec polityki rządu Donalda Tuska. Te propagandowe przekazy Kremla, konstruujące narrację wokół tezy o oddolnym "ruchu oporu", pojawiały się w polskim internecie.
To dla algorytmu "nie ma kompletnie żadnego znaczenia"
Jak mówił w TOK FM Michał Fedorowicz z kolektywu Res Futura, Polska znów, po nalocie rosyjskich dronów na Polskę we wrześniu, przegrywa wojnę informacyjną z Rosją w przestrzeni cyfrowej. - Nie posiadamy żadnych skutecznych narzędzi, które są w stanie nawet nie być do przodu, ale nawiązać jakiekolwiek starcie informacyjne z Federacją Rosyjską - ocenił. Podkreślił, że "to dotyczy wszystkich krajów Unii Europejskiej".
- Dzisiaj potrzebujemy nie kolejnych monitoringów, raportów, tylko aktywnego wchodzenia i praktycznie wyprzedzania niektórych narracji, a przynajmniej uzyskania równowagi narracyjnej - zwracał uwagę ekspert.
Gość "Wywiadu Politycznego" wyjaśniał, że jeżeli w przypadku dywersji na kolei "7-8 na 10 wpisów mówi, że to robota Ukraińców, którzy chcą nas wciągnąć do wojny, to algorytm to koduje tak, że winny równa się Ukrainiec". - To, że on działał na zlecenie Rosji, był zdrajcą, już nie ma z perspektywy algorytmów kompletnie żadnego znaczenia - podkreślił.
Jak zauważył Fedorowicz, takie sytuacje prowadzą do tego, że Ukraińcy, którzy uciekli przed wojną do Polski, "tak naprawdę stracili empatię, zrozumienie, solidarność". - Dzisiaj wizerunek mniejszości ukraińskiej w Polsce, Ukrainy jako kraju, jest zdewastowany. Straty są nieodwracalne. Nie wiem, co by musiało się wydarzyć, żeby chociaż trochę empatii wróciło - powiedział.
"Potrzebujemy komunikacji strategicznej"
Autorzy raportu Res Futury napisali, że "część użytkowników krytykuje premiera za spóźnioną reakcję i brak przejrzystej komunikacji" związanej z ostatnimi aktami dywersji. Internauci wskazywali też na "lekceważący ton wypowiedzi" rzeczniczki MSWiA Karoliny Gałeckiej.
Według Michała Fedorowicza "potrzebujemy komunikacji strategicznej, która ochroni część obywateli od dezinformacji, a tak naprawdę od paniki". - W trójkącie składającym się z decydentów politycznych, służb i wojska oraz mediów, w tego typu sytuacjach, zanim zostanie wydany jakikolwiek komunikat, należy ustalać pewne wersje zdarzeń - ocenił.
Rozmówca Karoliny Lewickiej powiedział, że "jeżeli nawet media ujawniają pewną sprawę, to powinna być od razu przygotowana komunikacja rządowa". - Nie powinno być konferencji dzień po, tylko w tym samym dniu - zaznaczył. Dodał, że nie wystarczy samo opowiedzenie o faktach, bo "dzisiaj żyjemy w fazie obrazków".
Źródło: TOK FM