Karol Nawrocki z Putinem w Radzie Pokoju? "Próba zagrania na ambicjach"
Zdaniem prof. Włodzimierza Batóga amerykanisty z Uniwersytetu Warszawskiego zaproszenia prezydenta Polski do Rady Pokoju, to "próba zagrania na ambicjach i poczuciu ważności prezydenta Nawrockiego". - Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że Polska ma minimalne wpływy dyplomatyczne na świecie i nie jest w stanie niczego zrobić - mówił amerykanista w TOK FM.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki jest cel powołania przez Donalda Trumpa Rady Pokoju?
- Kogo prezydent USA zaprosił do udziału w radzie?
- Czy Polska będzie miała znaczący głos w Radzie Pokoju?
Prezydent Karol Nawrocki otrzymał od prezydenta USA Donalda Trumpa zaproszenie do udziału w pracach Rady Pokoju. Jak przekazał w poniedziałek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, zwrócono się do MSZ o opinię w tej sprawie.
Jak ogłosił Trump, Rada Pokoju ma nadzorować nowe władze Strefy Gazy. Prezydent USA wysłał zaproszenie nie tylko do Nawrockiego. W poniedziałek dowiedzieliśmy się, że Trump chce, by w Radzie Pokoju zasiadał Władimir Putin.
Prof. Włodzimierz Batóg, ocenił w TOK FM, że pomysł specjalnego ciała do spraw Strefy Gazy, to "próba rozmycia amerykańskiej współodpowiedzialności za to, co się tam dzieje".
- Jeżeli do Rady Pokoju mają wejść takie osoby, jak Viktor Orban czy Władimir Putin, to amerykańska odpowiedzialność będzie znacznie mniejsza. A to niestety będzie dawało Izraelowi (...) wolną rękę, żeby przeprowadzić to, co zamierza tam zrobić, czyli całkowicie podporządkować sobie Strefę Gazy - mówił w "Pierwszym programie" amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Jak dodał, Stany Zjednoczone poszukują układu, w którym miałyby "wokół siebie zaprzyjaźnionych polityków, a drugorzędną rzeczą jest to, czy ci politycy robią akurat coś pozytywnego, negatywnego, czy nie robią nic". - Moim zdaniem próba przyciągnięcia Putina jest próbą jakiegoś rozgrywania konfliktu na Ukrainie - ocenił.
Zaproszenie dla Nawrockiego
Zdaniem gościa TOK FM zaproszenie do Rady Pokoju Karola Nawrockiego to "próba gry na emocjach Kancelarii Prezydenta, która jest mocno proamerykańska". - Ale w sprawach międzynarodowych jest bardzo mocno zdezorientowana i nie ma tam osoby, która wyraźnie by wiedziała, co w takiej sytuacji należy zrobić - stwierdził rozmówca Wojciecha Muzala.
Amerykanista uważa, że zaproszenie Nawrockiego to "próba zagrania na ambicjach i (...) poczuciu ważności prezydenta" Polski. - Myślę, że Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że Polska ma minimalne wpływy dyplomatyczne na świecie i nie jest w stanie niczego zrobić. Jeżeli Rada Pokoju ma się zająć pokojem, to musi składać się z ludzi, którzy mają o wiele więcej do powiedzenia. Paradoksalnie Putin jest taką osobą, niezależnie od tego, co robi na Ukrainie - argumentował.
Dodał, że "inne osoby to dekoracyjne paprotki, a nie sprawcze osoby, kierujące sprawczą dyplomacją".
Rok prezydentury Donalda Trumpa
Zaproszenia do Rady Pokoju zbiegają się z pierwszą rocznicą rozpoczęcia drugiej kadencji Donalda Trumpa. Zdaniem gościa "Pierwszego programu" rok to zbyt krótko, żeby dokonać oceny jego prezydentury. - Dla mnie to nie jest żadna perspektywa, ponieważ my raczej patrzymy na historię i na wydarzenia w perspektywie 30-40 lat, wtedy pewnie ocena prezydenta będzie zupełnie inna - powiedział prof. Batóg.
Komentując działania i deklaracje Trumpa, mówił, że prezydent USA "zauważył, że Stany Zjednoczone osiągnęły kres swoich możliwości". - Ani prezydent USA, ani same Stany Zjednoczone nie mają już takiej siły sprawczej, jak to było albo w latach 90. czy w czasach Zimnej Wojny - mówił.
Zdaniem amerykanisty z UW "Amerykanie szukają jakiegoś miejsca dla siebie i próby przetasowania sytuacji". - Wszystko, co robi dyplomacja amerykańska jest temu podporządkowane - przekonywał gość TOK FM.
Źródło: TOK FM