,
Obserwuj
Polityka

PIP zyska nowe uprawnienia, ale nie wszystkim się to podoba. "Jestem zaszokowany"

3 min. czytania
28.11.2025 10:38

- Wreszcie zaczniemy być cywilizowanym krajem, który jest praworządny, czyli przestrzega obowiązującego w Polsce prawa - powiedział w TOK FM Piotr Ostrowski, przewodniczący OPZZ, komentując plany reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Dodał, że jest "zszokowany" tym, że organizacje pracodawców bronią tych, którzy tego prawa nie przestrzegają.

PIP zyska nowe uprawnienia ws. przekształcania umów w umowy o pracę

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego OPZZ apeluje do premiera w sprawie reformy Państwowej Inspekcji Pracy?
  • Jak duża jest luka w budżecie państwa w związku z zatrudnianiem na umowy cywilnoprawne?

Piotr Ostrowski, przewodniczący OPZZ zaapelował w "Poranku TOK FM" do premiera Donalda Tuska, aby szybko wprowadzić projekt zmian w Państwowej Inspekcji Pracy. Reforma ma umożliwić inspektorom pracy przekształcanie decyzją administracyjną fałszywych umów cywilnoprawnych w umowy o prace. 

Budżet państwa każdego roku traci na fikcyjnym samozatrudnieniu nawet dwa miliardy złotych.

Jak mówił gość Jacka Żakowskiego, zmiany prawa wynikają z KPO, do którego wprowadzenia Polska się zobowiązała. Niestety projekt odpowiedniej ustawy wciąż nie trafił do parlamentu. Ustawa budzi opór m.in. organizacji pracodawców. Przewodniczący OPZZ podkreślił w "Poranku TIOK FM", że nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o wyposażenie instytucji państwowych w realne narządzie kontroli, "aby skutecznie egzekwować obowiązujące co najmniej od kilkunastu lat prawo".

Pracodawcy "przymykali oko" na przepisy 

- Jeżeli mamy stosunek pracy, czyli mamy pracę pod nadzorem, w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę i za wynagrodzeniem, to jest to umowa o pracę. Koniec kropka.  Jeżeli to się nazywa inaczej, to nikogo to nie interesuje, że to się nazywa inaczej, bo faktycznie jest umową o pracę - powiedział Ostrowski.

Dodał, że do tej pory te zasady były "notorycznie omijane i gigantycznie łamane przez pracodawców". - Nie radziliśmy sobie z tym jako państwo - stwierdził związkowiec. 

- Była taki zwyczaj, że oszukujemy po prostu - wtrącił Jacek Żakowski.

- Trochę to jest takie przyzwolenie, że przymykamy na to oko, że to jest takie normalne zjawisko - zgodził się Ostrowski. 

Redakcja poleca

Jak mówił gość TOK FM "wreszcie państwo polskie, także dzięki KPO, ale nie tylko, weźmie się za te nieprawidłowości". - Wreszcie zaczniemy być cywilizowanym krajem, praworządnym, czyli takim, który przestrzega obowiązującego w Polsce prawa - podkreślił.

Szef OPZZ wskazał, że pieniądze, które budżet państwa traci co roku na fikcyjnych umowach cywilno-prawnych, sa pieniędzmi każdej osoby, która wykonuje pracę. Także w kontekście przyszłości emerytalnej tej osoby. - To ma też istotne znaczenie nie tylko dla systemu, nie tylko dla budżetu, ale także dla pojedynczej osoby, dla pracownika - powiedział. 

Pracodawcy stają okoniem  

Pytany, dlaczego jest taki problem z wprowadzeniem zmian w prawie, odpowiedział: Bo są podmioty, są grupy, są instytucje, są organizacje, którym jest to na rękę. Takie, które chciałyby, aby było tak, jak jest, bo tak jest dla nich korzystniej ekonomicznie.

- Popłynę trochę Ziobrą: front obrony przestępców? - zapytał Żakowski.

- Moim zdaniem trochę tak - zgodził się Ostrowski.

Podkreślił, że jest "zszokowany", że tak wiele organizacji pracodawców broni tych firm i przedsiębiorców, którzy omijają obowiązujące w Polsce prawo, zamiast bronić tych, którzy tego prawa przestrzegają.

- Ja się na to nie zgadzam, dlatego tak mocno staje w obronie projektu reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Głęboko wierzę w to, że dzięki tej zmianie naprawdę możemy ucywilizować polski rynek pracy i nareszcie możemy doprowadzić do sytuacji, w której białe będzie białe, a czarne będzie czarne - powiedział Ostrowski.

Jak mówił, nieprzestrzeganie obowiązującego w Polsce prawa jest "nieuczciwe wobec tych, którzy uczciwie zatrudniają na umowę o pracę, a takich podmiotów są tysiące".

Źródło: TOK FM, PAP  / Zdjęcie: Zofia i Marek Bazak/East News