Tusk zapowiada bilion na energetykę. "Zastanawiam się, co premier ma na myśli"
To środki, które zainwestują inwestorzy dostrzegający w naszym kraju atrakcyjny rynek energetyczny - tak Julia Cydejko w TOK FM skomentowała deklarację premiera o tym, że Polska przeznaczy bilion złotych na ten sektor. Donald Tusk złożył tę obietnicę w środku politycznej dyskusji o systemie ETS. Ekspertka mówiła o tym, dlaczego "teraz ta awantura wybucha ze zdwojoną siłą".
Premier Donald Tusk w środę podczas otwarcia konferencji PowerConnect w Gdańsku zadeklarował, że w ciągu najbliższej dekady Polska zainwestuje bilion złotych w energetykę. Z tej kwoty ponad 220 miliardów zł ma zostać przeznaczonych na źródła odnawialne i magazyny energii, 234 mld zł - na dystrybucję, a 160 mld zł - na energetykę jądrową. - Dramat, jaki przeżywała Ukraina tej i poprzedniej zimy, koncentracja ataków agresora na infrastrukturze energetycznej (...), sytuacja w Cieśninie Ormuz i dramatyczne wahania na światowych rynkach energii pokazują, jak nierozłączne są ze sobą dwie kwestie bezpieczeństwa i energii - powiedział szef rządu. Zaznaczył, że nie ma drugiego kraju w Europie, jak Polska, który tak intensywnie i tak szybko zmieniałby swój sektor energetyczny.
- Zastanawiam się, co premier ma na myśli, kiedy mówi, że to Polska zainwestuje te pieniądze. To środki, które zainwestują inwestorzy dostrzegający w naszym kraju atrakcyjny rynek energetyczny - komentowała w magazynie "EKG" Julia Cydejko z Polityki Insight. Podkreśliła, że "Polska jest bardzo atrakcyjnym krajem do inwestowania, przyciąga kapitał zagraniczny, ale krajowy też jest bardzo mocno aktywny".
Na pytanie, co miałby dać Polsce zapowiadany bilion z inwestycji, ekspertka odpowiedziała, że "większą odporność gospodarki, długoterminowo tańszą energię pod warunkiem, że zrobimy to z głową i dostosujemy regulacje krajowe do tempa transformacji energetycznej i długoterminowo ograniczanie zależności od paliw kopalnych".
Awantura o ETS o zdwojonej sile
Premier poinformował o planach inwestycyjnych w trakcie gorącej politycznej dyskusji na temat ETS, czyli systemu handlu prawami do emisji dwutlenku węgla. Chodzi o to, aby poprzez nadanie im ceny ograniczyć emisję do atmosfery. To jedno z głównych narzędzi unijnej polityki klimatycznej. Obecnie system dotyczy sektora energetycznego, a od 2028 roku ma wejść w życie ETS 2, który prawami do emisji obejmie też transport i budownictwo.
W czwartek Prawo i Sprawiedliwość i prezydent Karol Nawrocki chcą, by Polska całkowicie odeszła od tych regulacji. Tusk, przed czwartkowym szczytem unijnym w sprawie ETS, zapowiedział, że to niemożliwe i Polska będzie domagała się korzystnych dla Polski rozwiązań.
- Awantura o ETS wybucha w mediach społecznościowych raz na kilka dni, czasem razem na kilka tygodni, zawsze, kiedy powraca temat polityki klimatycznej jako jakiegoś czynnika osłabiającego konkurencyjność czy bezpieczeństwo naszej wspólnoty. Teraz wybucha ze zdwojoną siłą, ponieważ w tym roku dojdzie do rewizji dyrektywy o ETS, na podstawie której ten system funkcjonuje od 2005 roku, a został uzgodniony dwa lata wcześniej. Wiadomo było już wtedy, że ceny uprawnień do emisji będą rosnąć - mówiła gościni TOK FM.
Jak wyjaśniała, "logiką, jaka stała za systemem ETS, było zachęcenie emitentów do inwestycji, by uciec od rosnących opłat za emisje i to świetnie sprawdziło się w energetyce". - Rzeczywiście uciekamy od paliw kopalnych, natomiast w przemyśle energochłonnym okazało się, że wykształcenie technologii, które pozwolą zdekarbonizować przemysły takie jak cementowania czy produkcja papieru, to dużo większe wyzwanie - wskazała Cydejko.
- Teraz mamy prawo oczekiwać korekty, która do nowej rzeczywistości nasz system dostosuje. Niemniej ETS jest nie tylko fundamentem polityki klimatycznej Unii Europejskiej, ale też po prostu bezcennym źródłem przychodów do krajowych budżetów - zaznaczyła w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem. - Proszę sobie teraz wyobrazić, w jak komfortowej sytuacji jest opozycja, która nie musi patrzeć na budżet państwa, zastanawiać się, skąd weźmie miliardy, które do budżetu wpływają z tytułu sprzedaży uprawnień. Rząd prognozuje, że w drugiej połowie tej dekady to będzie mniej więcej 18 do 20 mld zł rocznie w polskim budżecie. Proszę sobie wyobrazić naszą sytuację fiskalną bez pieniędzy tego kalibru - dodała.
List 10 krajów do szefowej KE
Przywódcy 10 państw UE wezwali przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen do "gruntownego przeglądu" systemu ETS, w tym do ustabilizowania cen za emisję CO2 oraz przedłużenia okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień. Pod listem w tej sprawie podpisał się m.in. premier Donald Tusk. Obok szefa polskiego rządu apel poparli liderzy: Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji i Rumunii.
W ocenie przywódców KE nie powinna czekać z przeglądem systemu ETS do lata, ale po dyskusji liderów na szczycie w czwartek powinna przedstawić zmiany najpóźniej pod koniec maja.
Źródło: TOK FM, PAP