Spór o ETS. Wszystko, co trzeba wiedzieć o unijnym systemie
Na dwa dni przed unijnym szczytem ETS unijny system stał się przedmiotem kolejnego sporu pomiędzy rządem i prezydentem. Czym właściwie jest ETS? Co Polska na nim zyskuje, a co traci? Czym różni się ETS od ETS2? Wyjaśniamy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- czym jest system ETS i które sektory obejmuje;
- jakie są stanowiska rządu i opozycji oraz prezydenta w sprawie ETS;
- jak system ETS wpływa na Polskę;
- ile Polska zarabia na ETS;
- czym różnią się systemy ETS i ETS2.
19 marca odbędzie się unijny szczyt dotyczący ETS. W związku z tym prezydent Karol Nawrocki przekazał premierowi Donaldowi Tuskowi swoje stanowisko w tej sprawie. Jak wskazał, po 20 latach po wprowadzeniu ETS nastąpiła "ucieczka przemysłu z naszego kontynentu" i wezwał do odejścia Polski z systemu. To - według niego - byłoby "najbardziej racjonalnym rozwiązaniem z punktu widzenia interesu gospodarczego i strategicznego Europy".
Podobnego zdania jest wiceprezes PiS i kandydat partii na premiera Przemysław Czarnek, który stwierdził, że Polska "nie może być dalej bankomatem dla unijnej polityki klimatycznej" i zapowiedział w poniedziałek złożenie w Sejmie projektu uchwały, która wzywa premiera Donalda Tuska do przedstawienia w ciągu 14 dni planu wyjścia z unijnego systemu ETS.
O co chodzi w sporze o ETS i czym właściwie on polega? Zacznijmy od początku.
Czym jest ETS i jak działa?
Europejski System Handlu Emisjami (EU ETS) to unijny mechanizm ograniczający emisje gazów cieplarnianych, głównie CO₂, w sektorach energetycznym i przemysłowym. Działa na zasadzie "cap and trade": Komisja Europejska ustala roczny limit emisji (cap), który jest stopniowo zmniejszany, a firmy muszą kupować uprawnienia (EUA) na każdą tonę emisji na aukcjach lub rynku wtórnym. Nadwyżkę uprawnień można sprzedać, a brak rozliczenia emisji grozi karą. System obejmuje ponad 11 tys. instalacji w UE, odpowiedzialnych za połowę unijnych emisji CO₂.
Które sektory obejmuje ETS?
- energetykę: elektrownie i instalacje spalania paliw o mocy powyżej 20 MW (węgiel, gaz);
- przemysł ciężki: cementownie, huty stali, rafinerie ropy, produkcję chemikaliów, aluminium, szkła, papieru;
- lotnictwo: loty wewnątrz UE i międzylądowe;
- transport morski: statki powyżej 5 tys. GT
Jak ETS wpływa na Polskę?
Polska jest szczególnie narażona na skutki ETS ze względu na wysoki udział węgla w produkcji energii elektrycznej, co sprawia, że koszty emisji CO₂ stanowią 59-68 proc. kosztów wytwarzania prądu w blokach węglowych. Rosnące ceny EUA (European Union Allowance - unijnych uprawnień do emisji), prognozowane nawet do 336 euro za tonę w 2040 r., bezpośrednio podnoszą ceny energii i ciepła, zwiększając koszty transformacji energetycznej w porównaniu do innych krajów UE. To czyni Polskę jednym z najbardziej dotkniętych państw, zwłaszcza jeżeli chodzi o ceny prądu, na tle Europy.
Ile Polska zarabia na ETS?
Polska zarabia na ETS głównie ze sprzedaży uprawnień do emisji CO₂ na aukcjach. Środki - w założeniu - trafiają do budżetu i NFOŚiGW na transformację energetyczną; od 2026 r. całość (wcześniej 50 proc.) ma iść na cele klimatyczne.
W latach 2013-2023 Polska zebrała z ETS blisko 94 mld zł, a w okresie 2024-2030 dodatkowo ok. 16 mld zł z Funduszu Modernizacyjnego.
Ministerstwo Klimatu szacuje w 2026 roku ok. 20,5 mld zł przychodów z ETS, z lekkim spadkiem do 18,4 mld zł w 2027 r. i ok. 18-19 mld zł w latach 2028-2030.
Istnieją jednak wątpliwości wokół wykorzystania środków - Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie obejmującym lata 2013-2023 wskazała, że środki pozyskane z ETS nie zawsze idą one na redukcję emisji czy transformację energetyczną.
NIK ocenił gospodarowanie 94 mld zł z ETS negatywnie i stwierdził, że tylko 1 proc. (ok. 1,2 mld zł) trafiło bezpośrednio na redukcję emisji, a 90 proc. dochodów wrzucono do ogólnego budżetu bez śledzenia wydatków.
Wykorzystanie środków z ETS krytykował także Bartłomiej Orzeł, ekspert ds. energetyki z Forum Energii, i w okresie od sierpnia 2020 roku do kwietnia 2022 roku pełnomocnik ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego ds. programu "Czyste Powietrze". "Jedynie środki przekazane NFOŚiGW zostały wprost przeznaczone na konkretne cele redukcji emisji gazów. Środki te stanowiły 1,3 proc. dochodów ze sprzedaży uprawnień EU ETS. Z 94 mld - 1,2 mld. A potem zrzucanie na UE, że droga energia, jak się kasę na transformację przejadło" - napisał Orzeł na portalu X.
Spór polityczny wokół ETS
Opozycja (PiS) i prezydent Karol Nawrocki krytykują ETS jako główną przyczynę wysokich cen energii, wzywając do odejścia od Zielonego Ładu, którego ETS jest częścią. "Aby obniżyć cenę energii elektrycznej, musimy zrezygnować z tego, co wpływa najbardziej na cenę energii elektrycznej, a więc na ETS - musimy odchodzić od Zielonego Ładu" - uzasadniał Nawrocki, wetując w sierpniu 2025 roku tzw. ustawę wiatrakową.
Strona rządowa ma na ten temat inne zdanie. Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta skomentował we wtorek w Brukseli, że odejście z ETS nie tylko miałoby konsekwencje polityczne, ale też finansowe.
Bolesta powiedział, że trudno sobie wyobrazić konsekwencje jednostronnego wyjścia Polski z unijnego programu, zwłaszcza w sytuacji, kiedy pozostałe państwa członkowskie będą nadal stosować system ETS. Podkreślił, że byłoby to nie tylko naruszeniem dobrej współpracy w ramach Unii Europejskiej, ale także naruszeniem przepływów handlowych i zasad jednolitego rynku.
Wiceminister zaznaczył, że Polska eksportuje co roku produkty o wartości mniej więcej 160 mld euro, z czego dużą część stanowią produkty wytwarzane w sektorach objętych ETS. - Jeśli w Polsce nie będzie opłaty za handel emisjami, to nasi partnerzy w Unii Europejskiej będą mieli pełne prawo do tego, żeby zatrzymać import tych towarów - powiedział Bolesta.
Dodał, że od początku istnienia systemu Polska otrzymała z niego mniej więcej 30 mld euro przychodu do budżetu, z czego środki te trafiły nie tylko na transformację energetyczną, ale także na inne potrzeby. Stąd też, jak podkreślił Bolesta, wycofanie się z ETS byłoby dla naszego kraju zwyczajnie nieopłacalne.
Na zarzuty opozycji ws. ETS odpowiedział także premier Donald Tus. Zrobił to, cytując premiera rządu PiS Mateusza Morawieckiego, który powiedział, że "wyjście z ETS nie jest możliwe w prawie europejskim" i "proponują ci, którzy nie mają wiedzy albo mają złą wolę w tej kwestii". - To tyle, jeśli chodzi o komentarz. Zresztą bardzo dużo działań przeprowadziliśmy, aby rozbroić ETS. Polska będzie domagała się specyficznie polskich rozwiązań, tak, aby uszanować naszą sytuację - dodał od siebie szef rządu.
Co dalej z ETS?
Od 2027 roku miał zacząć obowiązywać ETS2, który rozszerza ETS o dwa dodatkowe sektory - budynki ogrzewane gazem lub węglem oraz transport. Parlament Europejski zdecydował jednak, że wejście w życie systemu ETS2 nastąpi rok później, w 2028 r. O to zabiegał m.in. polski rząd. - Jego konsekwencje będą upiornie przewidywalne, wysokie ceny energii mogą obalić niejeden rząd demokratyczny - mówił wówczas o ETS2 premier Donald Tusk.
O finansowych skutkach wejścia ETS2 mówiła także ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. - Wzrosty kosztów są uzależnione od tego, jak emisyjne jest dane paliwo. Oczywiście najbardziej emisyjny jest węgiel, dlatego w przypadku ogrzewania tym paliwem koszty mogą wzrosnąć najbardziej, w pesymistycznym scenariuszu nawet o 450 zł/tonę. Paliwo według szacunków Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami to 40-50 groszy za litr benzyny lub diesla - podkreślała ministra w październiku 2025 roku.
19 marca odbędzie się unijny szczyt w sprawie ETS. Do mediów wyciekła treść listu przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen skierowanego do liderów państw UE. Jak z niego wynika, Bruksela nie zamierza zawieszać systemu, a wprowadzić w nim zmiany. Mają one polegać m.in. na bardziej realistyczne podejście do celów dekarbonizacji oraz ograniczenie wzrostu cen uprawnień do emisji.
Posłuchaj:
Paraliż w Cieśninie Ormuz wywołuje panikę na rynkach ropy, polskie rezerwy złota przebijają wartość zasobów Europejskiego Banku Centralnego, a prezes Glapiński prezentuje niestandardowy plan finansowania zbrojeń z zysku NBP. Tak wyglądał miniony tydzień w gospodarce. W podcaście tokfm.pl również: gwałtowne wyhamowanie popytu na auta elektryczne w Polsce, zagadki lutowego rynku.
"Zwiększamy finansowanie budownictwa - w tym roku na budownictwo mieszkaniowe w budżecie zostało przeznaczone 6,7 mld zł. Wraz ze środkami z Krajowego Planu Odbudowy jest to kwota 8,7 mld zł" - powiedział na konferencji prasowej minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. O nowej strategii mieszkaniowej rozmawialiśmy z dr Aliną Muzioł-Węcławowicz, ekspertką ds. polityki mieszkaniowej.
Źródło: tokfm.pl, PAP, gozwpraktyce.pl, Bankier, energetyka24, nik.gov, euractiv.com