Ginekolog wyciął Wiktorii macicę i jajniki. "Największy skandal w historii poznańskiej ginekologii"
24-latka po operacji w jednym z poznańskich szpitali nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Nie było podstaw do tak radykalnego zabiegu. Natomiast było już za późno - mówił w TOK FM Piotr Żytnicki, który tę opisał bulwersującą sprawę.
Białorusinka Wiktoria w 2024 roku zgłosiła się do jednego z poznańskich szpitali z bólem brzucha. USG wykazało guza na jajniku, zdecydowano o wycięciu organu. Następnie przekazano go do badania, ale jeszcze przed wynikami ginekolog prof. Dariusz S. zdecydował o wycięciu drugiego jajnika, jajowodów i macicy 24-latki, trwale czyniąc ją bezpłodną. Okazało się, że guz był o niskim stopniu złośliwości i prawdopodobieństwo przeżycia pacjentki w ciągu pięciu lat od operacji wynosi niemal sto procent.
O sprawie na łamach poznańskiej "Gazety Wyborczej" napisał Piotr Żytnicki, który był gościem piątkowego "TOK 360". - Nie było podstaw do tak radykalnego zabiegu. Natomiast było już za późno - mówił dziennikarz.
Prof. S., kierownikowi oddziału ginekologii w Szpitalu Miejskim im. Franciszka Raszei, prokuratura postawiła zarzuty umyślnego ciężkiego uszkodzenia ciała. Może mu grozić nawet do 20 lat więzienia. Jeśli sąd potwierdzi jego winę, nie ma możliwości warunkowego zawieszenia wykonania kary.
- Lekarze, z którymi rozmawiałem, mówili, że to największy skandal w historii poznańskiej ginekologii - dodał gość Filipa Kekusza. Cytował wypowiedzi, jaką usłyszał od lekarzy, że S. "wypatroszył ją jak rzeźnik". Dziennikarz podkreślił, że w redakcji długo się zastanawiano, czy tę opinię opublikować.
Żytnicki opowiadał, że udało mu się porozmawiać z S. na korytarzu przy okazji zjazdu ginekologów. Lekarz twierdzi, że widział u pacjentki rozsiany proces nowotworowy i dlatego operował (odmówił autoryzacji wypowiedzi).
Wiktoria jest Białorusinką i słabo zna język polski. - Dlatego prokuratura mówi, że nie było w tym wypadku świadomej zgody na tak rozległy zabieg. Wiktoria po prostu była przekonana, kiedy jechała na salę operacyjną, że operacja będzie dotyczyła tylko wycięcia tego guza z jajnikiem. Personel podsunął jej do podpisania zgodę w języku angielskim, którego to języka Wiktoria też nie zna. Okazało już po fakcie, że to nie była zgoda na usunięcie tego guza, tylko zgoda na wywołanie porodu - mówił w TOK FM dziennikarz poznańskiej "GW".
Źródło: TOK FM