Uchodźcy ugrzęźli w procedurach. "Miesiącami czekasz i nie wiesz, to dołujące"
Do ośrodka w Grupie przyjechali głównie mężczyźni, którzy do tej pory byli w strzeżonych ośrodkach detencyjnych w Przemyślu i Kętrzynie, bo kilka miesięcy temu przekroczyli granicę polsko-białoruską. Wszystkim udało się złożyć wnioski o ochronę międzynarodową w Polsce. - Głównie to obywatele Somalii, Afganistanu i Etiopii - wymienia Katarzyna Margalska-Sędziak z toruńskiej Fundacji Emic, która od kilku lat współpracuje z ośrodkiem, pomagając uchodźcom. - Większość jest w procedurze więcej niż sześć miesięcy, czyli niedługo będą mogli podjąć pracę - dodaje nasza rozmówczyni.
Trzy posiłki dziennie i 70 złotych kieszonkowego
Ośrodek dla cudzoziemców w Grupie koło Grudziądza jest placówką otwartą - przebywające tam osoby mogą wychodzić na zewnątrz, pracować, a dzieci uczyć się w pobliskiej szkole. Jeszcze kilka lat temu mieszkali tu głównie obywatele Czeczenii, Gruzji i Ukrainy.
Uchodźcy miesiącami - a czasami nawet i latami - czekają na decyzję o legalizacji swojego pobytu na terenie Polski. W tym czasie otrzymują bezpłatny nocleg, trzy posiłki dziennie, bezpłatny kurs języka polskiego (choć też nie wszyscy), a także 70 złotych miesięcznie na swoje wydatki. - To niestety nie zabezpiecza ich potrzeb, dlatego organizujemy pomoc - mówi Margalska-Sędziak, która wraz z innymi wolontariuszami odwiedza ośrodek raz w tygodniu.
- Chodzimy po pokojach, spisujemy numery obuwia i rozmiary ubrań. Pytamy, jaką mają dietę i staramy się dostarczać produkty i ubrania. Spotkałam osoby, które chodzą na bosaka, bo muszą wybrać, czy kupić sobie środki higieniczne, czy coś do ubrania - opowiada nasza rozmówczyni.
Fundacja EMIC z zebranych pieniędzy kupiła dla nowych migrantów 26 par butów, 26 koszulek, bluzę, paski, spodnie i cztery karty SIM z polskimi numerami. - Staramy się zapewnić im chociaż te podstawowe rzeczy. Dwa razy w miesiącu ośrodek odwiedza też nasz prawnik, ale wszystko musi być ustalane z władzami, bo - żeby wejść na teren - trzeba mieć specjalne przepustki - dodaje wolontariuszka.
'Od trzech lat spotykam te same osoby'
W ośrodku w Grupie na stałe mieszka jeszcze około 50 osób - w tym matki z dziećmi. W przypadku niektórych migrantów procedura legalizacji pobytu trwa kilkanaście miesięcy, a nawet dłużej. - Są historie, które trwają i nie wiemy, jak się zakończą - przyznaje nasza rozmówczyni. - Pracuję w fundacji trzy lata. Są osoby, które od tych trzech lat spotykam i one ciągle są w ośrodku. Z drugiej strony mamy też szczęśliwe historie. Była kiedyś rodzina, której udało się zakończyć całą procedurę legalizacji pobytu. Wyjechali do Warszawy, gdzie pracują i są szczęśliwi - wspomina wolontariuszka.
Fundacja Emic - by skutecznie pomagać - sama też potrzebuje wsparcia. - Robimy zrzutki w internecie, odzywamy się do firm, które mogą nas wesprzeć, przekazując na przykład bony, żywność czy środki higieniczne - wymienia Margalska-Sędziak. - Odzywa się do nas także dużo wolontariuszy spoza Kujawsko-Pomorskiego, więc się sieciujemy. Mamy kontakt między innymi z Fundacją Ocalenie, z którą współpracujemy, bo jednak 50 osób w ośrodku to spora grupa, więc musimy działać szybko i sprawnie - podkreśla.
Nasza rozmówczyni dodaje na koniec, że w ośrodku w Grupie najgorsze jest czekanie i brak decyzji. - To jest bardzo dołujące, jeśli miesiącami czekasz i nie wiesz, co się wydarzy. To wprawia w marazm, bo nie wiesz, co robić, jak robić i w końcu nie widzisz sensu, by robić cokolwiek - podsumowuje wolontariuszka.