advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kujawsko-pomorskie

Czarne flagi w 110 lecznicach. "Będziemy musieli zamykać oddziały"

3 min. czytania
22.04.2026 16:51

Jeśli nic się nie zmieni, grozi nam wstrzymanie udzielania świadczeń zdrowotnych - rozkłada ręce dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego w Inowrocławiu. Placówka jest jedną z kilku na Kujawach i Pomorzu i ponad 100 w kraju, która przystąpiła do protestu w ramach "Czarnego Tygodnia”.

Protest w szpitalach. Zespół Opieki Zdrowotnej w Chełmnie
Protest w szpitalach. Zespół Opieki Zdrowotnej w Chełmnie
fot. Agnieszka Wynarska TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak do protestu podchodzą pacjenci? 
  • Dlaczego sytuacja finansowa szpitali jest coraz gorsza?

W szpitalach powiatowych powiewają czarne flagi, a personel nosi czarne koszulki, bo to “Czarny Tydzień” w służbie zdrowia. Do protestu przystąpiło 110 lecznic powiatowych w całym kraju. W środę w placówkach była minuta ciszy dla "systemu ochrony zdrowia”. - My postanowiliśmy, że będzie protestować, ale nie odstąpimy od łóżek naszych pacjentów, nie będziemy wychodzić na zewnątrz. Ta minuta ciszy była przy ich łóżkach - mówi w rozmowie z tokfm.pl Bartosz Jakub Myśliwiec, dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego im. Dr Ludwika Błażka w Inowrocławiu.

Pacjenci: "Wszyscy popieramy protest"

Czarne flagi powiewają też przed budynkiem Zespołu Opieki Zdrowotnej w Chełmnie. Pacjenci, z którymi rozmawiamy, popierają działania medyków. - Widziałem te czarne flagi. Wszyscy popieramy protest. Jest bardzo krytyczna sytuacja w ogóle dla szpitali, dla wszystkich - ocenia mężczyzna, który przyjechał do lecznicy razem z żoną, która wtrąca, że w 20-tysięcznym Chełmnie szpital jest niezbędny. - Najbliższy szpital jest w Świeciu, tak? Potem Grudziądz, Toruń, Bydgoszcz. Ale jest dużo ludzi starszych, którzy sobie nie poradzą z dojazdem. Muszą kogoś prosić, a co, jak nie mają kogo? - pyta. - Tutaj zawsze mogą taksówką czy busikiem sobie podjechać, prawda? - argumentuje.

- Część ludzi nigdy składek nie płaciła, a korzysta z tego do woli, proszę pani - mówi z kolei mężczyzna w średnim wieku, który czeka w izbie przyjęć na córkę. - Taka jest prawda. Jeżeli sześciu je, proszę pani, a jeden tylko pracuje, to ta cała szóstka będzie głodna albo jeden cwaniak wyżywi się tym wszystkim. To jest przyczyna główna. Ja mam w swojej rodzinie ludzi, którzy w życiu jednego dnia nie przepracowali, a mają świadczenia, usługi, sanatoria. To są cyrki - mówi poirytowany.

Było 40 milionów na minusie, będzie 70

Szpital w Inowrocławiu przyjmuje rocznie około 65 tysięcy pacjentów. Z roku na rok jego sytuacja finansowa jest coraz gorsza. - To wynika przede wszystkim z nieadekwatnej wyceny świadczeń zdrowotnych, ale nas także obciążają inne kwestie związane z prowadzeniem działalności, jak chociażby brak pokrycia kosztów wynagrodzeń personelu medycznego, podwyżek dla personelu adekwatnie do ich wysokości przez płatnika. To także stale wzrastające koszty prowadzonej działalności, czyli energii elektrycznej, ciepła, wody, leków, materiałów opatrunkowych - wymienia Myśliwiec.

Placówka zakończyła ubiegły rok z 40 milionami złotych na minusie. Jak prognozuje dyrektor, w tym roku dług powiększy się do 70 milionów złotych. - Ta różnica wynika przede wszystkim z poniesionych kosztów i z nieadekwatnej wyceny świadczeń zdrowotnych - tłumaczy. - Finansowanie, które otrzymujemy od płatnika jest na tyle niewystarczające, żeby pokryć wszystkie koszty, które szpital ponosi - koszty wynagrodzeń, leków, materiałów opatrunkowych no i oczywiście mediów - wymienia.

Szpital zamknie oddziały?

Jeśli nic się nie zmieni, to - zdaniem naszego rozmówcy - szpital czeka katastrofalna przyszłość. - Boimy się, że ta sytuacja dojdzie do tak ogromnej skali, że będziemy zmuszeni do podjęcia decyzji o ograniczeniu bądź wygaszeniu części świadczeń zdrowotnych, które udzielamy - rozkłada ręce Myśliwiec. - Niestety grozi nam wstrzymanie udzielania świadczeń w tych zakresach, które są najmniej rentowne, najbardziej niedoszacowane przez płatnika publicznego, czyli z zakresu chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, ginekologii, położnictwa czy też pediatrii - wymienia.

Protest w szpitalach powiatowych potrwa do piątku.

Źródło: TOK FM