advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Lasy Państwowe są państwem w państwie? "Są bogaci, a kto bogatemu zabroni"

4 min. czytania
30.11.2025 07:02

Lasy Państwowe zarządzają jedną czwartą powierzchni naszego kraju i decydują o losach drzew będących dziedzictwem narodowym wszystkich obywateli. Czy podejmując decyzję o wycinkach, biorą pod uwagę zdanie przyrodników i ekologów? Dlaczego leśnicy sprzeciwiają się tworzeniu nowych parków narodowych, choć od 24 lat nie powstał żaden? Na te pytania w podkaście "Półki z książkami" odpowiadał Marek Józefiak, autor książki "Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie", rzecznik Greenpeace Polska.

fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

- To największa tego typu organizacja w Europie - podkreślił gość TOK FM. Lasy Państwowe zarządzają prawie 80 procentami polskich lasów, czyli obszarem zbliżonym z powierzchnią Czech. Jak wskazał Marek Józefiak, nie są one ani firmą, ani klasyczną instytucją publiczną. - Ale trochę zachowują się jak firma. Mentalność jest tam raczej biurokratyczna. Nie działają po to, żeby generować zysk, tylko pompują swoje koszty, przejadają to, co tworzą - powiedział.

Lasy Państwowe podlegają Ministerstwu Klimatu i Środowiska, a ich funkcjonowanie reguluje ustawa o lasach z 1991 roku. Autor książki "Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w panstwie" zwrócił uwagę, że ten dokument napisali sami leśnicy. - Mieli wspólny cel odmienić los polskiego leśnika i Lasów Państwowych. I to im się udało. Zaproponowali zasadę samofinansowania, na co zgodził się ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz - zauważył.

Jak podkreślił Józefiak, "po latach okazało się, że to doskonały biznes". - Skoro Lasy Państwowe zarządzają dobrem publicznym, wypadałoby, aby dzieliły się owocami lasu. A robią to bardzo niechętnie. Dziesięć lat temu udało się wprowadzić jakiś tam podatek, ale ich główna działalność, czyli sprzedaż drewna, nadal nie jest opodatkowana CIT-em jak działalność innych przedsiębiorstw - zaznaczył.

Leśnicy "bronią się rękami i nogami" przed parkami narodowymi

Według rozmówcy Anny Sobańdy Lasy Państwowe bronią systemu, który daje im ogromny komfort. - Tam się świetnie się zarabia. Pieniądze są pompowane w biurowce i leśniczówki. A jeśli pojawia się pomysł utworzenia parku narodowego, leśnicy bronią się rękami i nogami. Bo nawet jeśli ktoś proponuje im pracę w takim parku, to oznacza dla nich degradację finansową. Poza tym bronią swojej wizji lasu, gdzie wszystko odbywa się według planu i instrukcji, a nie praw natury - mówił.

- Na początku lat dwutysięcznych leśnicy domknęli system, tak naprawdę uniemożliwiając tworzenie parków narodowych. Przeforsowali przepisy typu liberum veto. Wystarczy, że jedna rada gminy zagłosuje przeciw i park nie powstanie. Dobro narodowe może zatrzymać garstka ludzi - wskazał rzecznik Greenpeace Polska. Leśnicy przekonują, że o tym decydują nie oni, lecz samorządy. Ale - jak zaznaczył Józefiak - nie jest to cała prawda. - W wielu samorządach nadreprezentacja leśników bywa trzydziestokrotna. Ich siła polityczna zaczyna się na głębokiej wsi, a sięga do Warszawy. Projekty ustaw dotyczących leśników i myśliwych wyglądają tak, jakby były pisane pod dyktando Lasów Państwowych. A gdy trafiają do Sejmu, zaczynają się dziać cuda. Lewica potrafi się dogadać z Prawem i Sprawiedliwością - powiedział.

W Polsce są 23 parki narodowe, co stanowi niewiele ponad jeden procent powierzchni kraju. Pierwszym od 24 lat nowym parkiem narodowym miał być Park Narodowy Doliny Dolnej Odry. Prezydent Karol Nawrocki zawetował jednak ustawę w sprawie jego utworzenia.

- Lasy Państwowe to olbrzymi organizm, który tak naprawdę dyktuje to, co się dzieje z polskimi lasami. Jako społeczeństwo nie mamy żadnych narzędzi, aby na nie wpływać. Leśnicy robią z nimi to, co chcą. Tną tam, gdzie nie powinni, bo mogą, bo nikt im tego nie zabroni i mogą do tego dopłacać. Są bogaci, a kto bogatemu zabroni - stwierdził gość audycji "Półka z książkami".

Marek Józefiak zwrócił przy tym uwagę na "fikcję konsultacji społecznych" dotyczących planów urządzenia lasów. - One mają często fasadowy charakter. To takie spotkania obiadowe, na które zaprasza się i leśników, i księdza. Teoretycznie mogą też przyjść przyrodnicy, ale oni spotykają się z ostracyzmem, bywają niemal wyganiani. Ich uwagi zwykle są zbiorczo odrzucane - opisywał. 

Redakcja poleca

"Walka Dawida z Goliatem"

Działacz ekologiczny wspomniał o rzadkiej sytuacji, kiedy wycinkę lasu powstrzymano sądowo. Sprawa dotyczyła niewielkiego obszaru tuż przy granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego, gdzie znajdowały się liczne gawry niedźwiedzi. - Udało się zatrzymać wycinkę w jednej części, ale orzeczenie przyszło za późno, by powstrzymać ją w drugiej - powiedział. Przyznał, że takie sytuacje "to walka Dawida z Goliatem". - Lasy Państwowe mają często tysiąckrotnie większe budżety niż organizacje pozarządowe - podkreślił ekspert.

Autor książki określił Lasy Państwowe jako "wszechwładzę i odnogę państwa, które czuje, że nie musi się z nikim liczyć". - Państwo odpuściło strategię. Ministerstwo często nie czuje się władne, by samo wojować z Lasami Państwowymi - mówił. Mało tego - jak wskazał - "niejeden minister środowiska został przez Lasy Państwowe 'odwołany', bo im się nie podobał". - Czasami nadleśniczy jest w Polsce ważniejszy od ministra - ocenił.

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM