Na pytanie o warzywa w jej gabinecie zapada często krępująca cisza. "Mama ucieka wzrokiem"
Przetworzona żywność, nadmiar słodyczy, coraz mniej ruchu i niechęć do warzyw - to najczęstsze przyczyny nadwagi i otyłości wśród najmłodszych Polaków. Z danych Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej wynika, że 33 proc. polskich ośmiolatków ma nadmierną masę ciała, a niemal połowę z nich (15 proc.) dotyka otyłość.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego środowisko domowe jest tak ważne, jeśli chodzi o nawyki żywieniowe dzieci?
- Jakie zmiany pojawią się na stołówkach szkolnych od września?
- Jakie są najczęstsze błędy żywieniowe w diecie dzieci?
- Dlaczego walka z otyłością dzieci wymaga działań na wielu poziomach?
Temat tego weekendu w Radiu TOK FM brzmi: "Co my - dorośli - możemy zrobić by "polskie dziecko" przestało tyć?". Problem jest bardzo poważny. Polska należy do krajów, w których tempo przyrostu masy ciała u dzieci jest jednym z najwyższych w Europie. Rodzice, z którymi rozmawiałam, zwracali uwagę, że utrzymanie zdrowych nawyków jest coraz trudniejsze.
- Słodycze są wszędzie i są ciągle reklamowane - mówiła jedna z mam.
- Dzieci patrzą na rówieśników. Jeśli inni jedzą niezdrowe rzeczy, one też chcą - dodała kolejna.
- Reklamy fast foodów sprawiają, że później bardzo trudno przekonać dzieci do zdrowszych wyborów - zauważył z kolei jeden z ojców.
Zdaniem specjalistów kluczowe znaczenie w zmianie nawyków żywieniowych u dzieci ma właśnie środowisko domowe. - Dzieci naprawdę uczą się przez naśladowanie. Nawet jeśli szkoła mówi, że warzywa są zdrowe, a w domu rodzic nie nakłada ich na talerz, to zdrowa dieta nie będzie realizowana - podkreśla dietetyk kliniczna Agnieszka Kozioł-Kozakowska z Międzyklinicznego Ośrodka Leczenia Otyłości Dzieci w Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu.
I dodaje, że w jej gabinecie zdarzają się sytuacje, gdy na pytanie o obecność warzyw w domu zapada krępująca cisza. - Dziecko patrzy na mamę, a mama ucieka wzrokiem, bo warzyw w tym domu właściwie się nie jada - opowiada moja rozmówczyni.
Za mało warzyw i owoców
Według aktualnych zaleceń żywieniowych połowę talerza dziecka powinny zajmować warzywa i owoce, jedną czwartą produkty białkowe - mięso, ryby, jaja lub rośliny strączkowe - a pozostałą część produkty zbożowe.
Eksperci alarmują: jeśli nawyki nie zmienią się teraz, konsekwencje zdrowotne będą widoczne przez całe dorosłe życie.
- Dzieci jedzą za mało warzyw i owoców - nie ma wątpliwości Kozioł-Kozakowska. - One powinny stanowić połowę talerza. Dzieci często nie lubią tych produktów, a może raczej my, dorośli, po prostu ich tego nie uczymy - dodaje.
Problemem jest jednak nie tylko to, co dzieci jedzą, ale także ile jedzą. - Duże porcje to jeden z kluczowych problemów. Dziewięciolatek nie powinien dostawać takiej samej porcji jak dorosły. Kiedyś dzieci jadły z mniejszych talerzyków, dziś często jedzą dokładnie tyle, ile rodzice, to za dużo - mówi Kozioł-Kozakowska.
Tymczasem ulubione dania uczniów podstawówki niewiele różnią się od menu dorosłych. Piątoklasiści z jednej z krakowskich szkół podstawowych - w rozmowie ze mną - wymieniają: makarony, zapiekanki, sos z mięsem i sushi. Z zup lubią rosół i pomidorową. Te odpowiedzi pokrywają się - częściowo - z obserwacjami Anny Wilczek, właścicielki kuchni zaopatrującej wiele krakowskich szkół. Wynika z nich, że uczniowie nie są zbyt skłonni do eksperymentów. - Jedzą pomidorową, rosół, kotlecik i spaghetti. Dzieci generalnie nie chcą jeść rzeczy, których nie znają z domu. A że rodzice prowadzą ich tylko do fast-foodów albo do restauracji na ten kotlecik... - wzdycha moja rozmówczyni.
Współcześnie dzieci ruszają się mniej niż wcześniejsze pokolenia, a wysokokaloryczne produkty są dostępne niemal bez ograniczeń. - Najprościej kupić batona, zapiekankę, słodzone cukrem napoje, reklamowane przez ulubionego YouTubera i inne produkty, które dostarczają bardzo dużo kalorii. Często dzieci samodzielnie kupują takie rzeczy, w szkole albo obok szkoły - dodaje dietetyczka.
Jak walczyć z otyłością?
Skuteczna walka z otyłością dzieci wymaga działań na kilku poziomach jednocześnie: w domu, w szkole i w całym systemie. Rodzice mogą kontrolować dietę w domu, ale nie zawsze mają wpływ na to, co dzieci kupują po lekcjach - szczególnie gdy wysokokaloryczne przekąski są łatwo dostępne w pobliżu szkół.
Specjaliści wskazują, że wiedza o żywieniu pojawia się w szkołach zbyt rzadko, by realnie wpływać na zachowania dzieci. - Jedna lekcja biologii nie wystarcza do utrwalenia codziennych nawyków - mówi Kozioł-Kozakowska. Edukacja zdrowotna miała wypełnić tę lukę, ale pozostaje przedmiotem nieobowiązkowym, co znacząco ogranicza jej skuteczność.
Są jeszcze stołówki. W teorii powinny być miejscem edukacji i kształtowania nawyków żywieniowych, ale w ostatnich latach samorządy raczej się ich pozbywały. - Mnóstwo kuchni zostało oddanych ajentom w takim stanie, że naprawdę to jest wstyd. Rury od wieków niewymieniane, pordzewiałe sprzęty i wysiadający prąd - mówi Anna Wilczek.
Zmiana na szkolnych stołówkach
Stołówki od września czeka największa zmiana od dekady. Zgodnie z projektem rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia z 16 lutego w każdym tygodniowym jadłospisie będzie musiał pojawiać się co najmniej jeden w pełni roślinny obiad. Zmiana obejmie prawie 7 milionów uczniów w blisko 36 tysiącach polskich szkół i przedszkoli.
Resort zdrowia uzasadnia ten projekt przede wszystkim względami zdrowotnymi i edukacyjnymi, bo dieta dzieci w Polsce wciąż zawiera zbyt dużo czerwonego mięsa, za mało warzyw, roślin strączkowych i ziaren. Dlatego wprowadzenie roślinnego dnia ma oswajać dzieci z innymi źródłami białka, takimi jak soczewica, ciecierzyca, fasola czy tofu. Być może dla niektórych dzieci będzie to pierwsza okazja, by ich spróbować. Nie wszystkim ta zmiana się podoba. Część rodziców i środowisk rolniczych krytykuje projekt, argumentując, że państwo nie powinno narzucać modelu żywienia.
Dla dyrektorów szkół i firm cateringowych oznacza to konieczność przeprojektowania jadłospisów. - To jest dobry pomysł, my próbujemy różnych rzeczy. To naprawdę nie jest tak, że kucharki nie umieją gotować albo się nie znają na kulinarnych trendach - mówi Anna Wilczek. - Wszyscy się teraz szkolą i stają na głowie by robić zbilansowane, zdrowe i smaczne posiłki. Po prostu dzieci i tak nie bardzo chcą je jeść - podsumowuje.
Źródło: TOK FM