,
Obserwuj
Polska

Rozwód, którego nie było? Sędzia Juszczyszyn mówi, jak można uniknąć takiego problemu

5 min. czytania
25.01.2026 08:00

- Przecież to nie jest problem, który powstał dziś - tak o głośnej sprawie rozwodu, który okazał się nieważny, mówi sędzia Paweł Juszczyzyn. W rozmowie z TOK FM zaznacza, że do niego też trafiały sprawy o podział majątku po tym, gdy wyrok rozwodowy wydał neosędzia. Co wtedy? Znalazł na to sposób, który proponuje rozwodzącym się małżonkom i ich adwokatom.

Sędzia Paweł Juszczyszyn
Sędzia Paweł Juszczyszyn
fot. Fot . Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego sąd w Giżycku oddalił wniosek o podział majątku?
  • O co chodziło w sprawie Ástráðsson przeciwko Islandii i dlaczego ma to związek z Polską?
  • Jaką propozycje rozwodzącym się małżonkom - by uniknąć problemu - składa sędzia Paweł Juszczyszyn?

Sąd Rejonowy w Giżycku 12 stycznia tego roku oddalił wniosek o podział majątku, bo uznał, że małżonkowie nie są rozwiedzeni. W tle był fakt, że orzekał tzw. neosędzia. Gdy sprawa została nagłośniona w mediach, wybuchła afera. Prawnicy i politycy prześcigają się w komentarzach. "Sprawa, w której wyrok rozwodowy został uznany za nieistniejący z powodu udziału neosędziego, pokazuje coś bardzo niepokojącego. Kryzys związany z neosędziami wchodzi dziś w najwrażliwsze obszary życia obywateli" - skomentował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. 

Już na początku 2024 roku, w wywiadzie dla TOK FM, sędzia Paweł Juszczyszyn - dziś wiceprezes Sądu Rejonowego w Olsztynie, a za rządów PiS - jedna z twarzy walki o praworządność w Polsce - zwracał uwagę właśnie na takie sytuacje. - Coraz więcej sędziów - w tym ja - podważa wyroki wydane przez neosędziów. Nie chodzi nawet o apelacje, ale też o prawomocne wyroki z pierwszej instancji, na przykład w sprawach o rozwód - mówił nam już wtedy olsztyński sędzia. Zwracał też uwagę, że bez ważnego wyroku rozwodowego nie da się np. podzielić majątku - tak jak to się zadziało w sprawie w Giżycku. 

Sprawa rozwodu w Giżycku. Zamieszania można było uniknąć?

Dziś sędzia Paweł Juszczyszyn przyznaje, że dziwi go "afera" o to, co się wydarzyło. - Przecież to nie jest problem, który powstał dziś - stwierdza. I przypomina głośną sprawę z grudnia 2020 roku - Ástráðsson przeciwko Islandii, kiedy to Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że skład sądu z udziałem osoby powołanej z naruszeniem przepisów, nie jest niezawisły. Skargę przeciwko Islandii wniosła osoba skazana przez sąd, w składzie którego orzekała sędzia powołana z naruszeniem prawa krajowego. Skarżący twierdził, że doszło do naruszenia jego prawa do rzetelnego procesu (więcej o tym można przeczytać np. tutaj)

Już wtedy - jak mówi sędzia Juszczyszyn - powstała wątpliwość, czy sędziów w Polsce - powołanych na wniosek tzw. neoKRS - można uznać za niezawisłych i bezstronnych, i czy w ogóle można ich uznać za sąd. - Bo jeśli nie tworzą sądu, nie mogą wydawać orzeczeń w imieniu RP - tłumaczy nasz rozmówca.

Jak podkreśla, sąd zawsze musi być ustanowiony zgodnie z prawem. - Musi spełniać standardy zarówno polskiej Konstytucji, jak i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - określone w artykule 6. - oraz w artykule 47. Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Niestety w przypadku neosędziów tak nie jest. I to nie jest wina ani moja, ani innych sędziów - taki los zgotowali nam politycy - uważa Juszczyszyn. 

Sędzia przekonuje, że "rodzi to straszne konsekwencje dla uczestników postępowań". - Bo obywatel idzie do sądu, a okazuje się, że staje przed osobą, która tylko uważa się za sędziego, ale nie tworzy sądu. W związku z tym jego bądź jej "orzeczenia" mogą być potem kwestionowane i - jak określa to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej - niebyłe - mówi.

Rozwód w Giżycku. Jak można uniknąć problemu?

Część osób - w odpowiedzi na wydarzenia z Giżycka - wskazywała, że powinno się zaakceptować obecny stan i nieco "przymknąć oko" na tzw. neosędziów. - Słyszę czasami takie głosy: "Jeśli zakwestionujecie nasz status, moc orzeczeń przez nas wydanych, to skrzywdzicie ludzi i ludzie was znienawidzą" - przyznaje sędzia Juszczyn. I dodaje, że z taką narracją się zdecydowanie nie zgadza. Jego zdaniem "nie na zamiaru ulegać takim szantażom". - Jestem w tym zakresie bardzo pryncypialny - zapewnia.

Nasz rozmówca nie kryje, że do niego też trafiały sprawy o podział majątku po tym, gdy wyrok rozwodowy wydał neosędzia. Co wtedy? Wspólnie z kolegami - sędziami znalazł na to sposób, który proponuje rozwodzącym się małżonkom i ich adwokatom. - By zawrzeć ugodę, która rozwieje wątpliwości co do istnienia między nimi wspólności majątkowej - informuje.

- I takie ugody były u mnie zawierane. One brzmiały mniej więcej tak: "W celu uchylenia istniejących bądź mogących powstać wątpliwości co do mocy obowiązującej wyroku rozwodowego, uczestnicy ustanawiają między sobą rozdzielność majątkową i zgodnie wnoszą o dokonanie podziału ich małżeńskiego majątku wspólnego według jego stanu na dzień - i tutaj podawali datę "wyroku" rozwodowego. Bo cała rzecz w tym, by podziałem nie obejmować tych składników majątku, które zostały nabyte po rozwodzie. Bo ktoś mógł już nabyć mieszkanie czy samochód, będąc przekonany, że jest stanu wolnego. Dzięki ugodom udawało się uniknąć tak daleko idącego skutku, jakim jest oddalenie wniosku o podział majątku wspólnego z uwagi na nieustanie wspólności majątkowej - tłumaczy sędzia Juszczyszyn. 

I zaznacza, że z jego informacji wynika, iż w sprawie giżyckiej też taka ugoda została zaproponowana, ale strony i ich pełnomocnicy na nią nie przystali. - I w tej sytuacji sąd doszedł do przekonania, że nie ma innego wyjścia, jak tylko oddalić wniosek o podział majątku wspólnego - dodaje gość TOK FM. 

Co dalej z wyrokami tzw. neosędziów? "Kluczowa rola Nawrockiego"

Paweł Juszczyszyn jednocześnie podkreśla, że jest przekonany, iż orzeczenia wydane na przestrzeni lat przez neosędziów powinny pozostać w obrocie prawnym. - Jest na przykład możliwość czegoś, co w nauce prawa określa się konwalescencją ustawową. To znaczy na mocy ustawy, która by miała na celu przywrócenie praworządności - takiej stabilności prawnej dla naszych obywateli - ustawodawca nadałby takim aktom moc orzeczeń sądowych - wyjaśnia nasz rozmówca. I dlatego, jak dodaje, kluczowa jest dziś rola prezydenta Karola Nawrockiego. 

- By w imię odpowiedzialności za państwo, dla dobra obywateli, podpisał ustawy przywracające praworządność, które są procedowane w parlamencie. To jedyny sposób na naprawienie tych problemów - uważa nasz rozmówca. - Chcę podkreślić, że nie tylko w Olsztynie, nie tylko ja czy grupa sędziów z mojego najbliższego środowiska, orzeka w ten sposób. Takie uznawanie orzeczeń wydanych przez neosędziów za nieistniejące ma miejsce w całej Polsce, tylko mało się o tym mówiło - dodaje. 

Redakcja poleca

Juszczyszyn komentuje też słowa posłanki Nowej Lewicy Anny Marii-Żukowskiej, że za wydane w Giżycku orzeczenie trzeba wszcząć odpowiadającej za to sędzi postępowanie dyscyplinarne. - Chcę przypomnieć, że pani posłanka zasiada w nielegalnej Krajowej Radzie Sądownictwa, pobiera sowite diety. A straszenie sędziów odpowiedzialnością dyscyplinarną za treść wydawanych orzeczeń to - mówiąc delikatnie - nie jest najlepsza droga - uważa. - Z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jednoznacznie wynika, że sędziego za treść orzeczenia karać nie można, bo to jest podstawowa gwarancja jego niezawisłości - dodaje.

W opinii naszego rozmówcy dziś priorytetem jest przywrócenie praworządności, bo bez tego chaos prawny będzie się dalej pogłębiał. W Sejmie jest tzw. ustawa praworządnościowa i ustawa naprawiająca sytuację w Krajowej Radzie Sądownictwa. - Politycy muszą w końcu zdać sobie sprawę, że to oni nam to zgotowali. I najwyższa pora, by to naprawić - kwituje sędzia Juszczyszyn. 

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Intensywny tydzień za nami. Sprawdź, co pamiętasz! QUIZ tokfm.pl

1/10 Jakiej marki okulary podczas szczytu w Davos nosił prezydent Francji Emmanuel Macron?

Źródło: TOK FM