Powodzianie wciąż mieszkają w przyczepach [ZDJĘCIA]
Najgorzej jest u państwa Siwców. W ciasnym, zimnym i wilgotnym kontenerze mieszkają cztery osoby i trzy koty.- Mamy salon, dwa pokoje i łazienkę, ale bez wody . Myjemy się na zewnątrz. Tam też jest nasza ubikacja - opowiada reporterowi TOK FM pani Jadwiga.
Siwcom budowlańcy obiecali, że na święta Bożego Narodzenia wprowadzą się do domu. Ale nie jest to takie pewne. - Tak naprawdę budowa się dopiero zaczęła. Gmina coś musi dla nich znaleźć, bo tu w czasie mrozów mieszkać się nie da - podkreśla Łukasz Kasperkiewicz z Wydziału Polityki Społecznej Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
Od dziś urzędnicy wojewody sprawdzają, jak gminy radzą sobie z pomocą dla powodzian, którzy stracili dach nad głową. Informacje powinny zostać zebrane do końca tego tygodnia.
W Bieruniu, gdzie podczas majowej powodzi woda z potoku Gostynka zalała domy aż po dachy, 11 rodzin wciąż mieszka w kontenerach. Gmina zapłaciła za przyczepy, a ludzie skorzystali z takiej możliwości, ponieważ wygodnie było im mieszkać na podwórkach, tuż obok odbudowywanych domów. Do czasu.
- Kiedy temperatura spada do plus pięciu Celsjusza, w przyczepie jest jak w lodówce - tłumaczy Stefan Kruk, który z żoną wprowadził się do domu kilka dni temu. - Wolimy wchodzić na poddasze po drabinie niż marznąć. W domu mamy już centralne - cieszy się Kruk.
Gmina obiecuje, że nie dopuści do tego, żeby ktoś na zimę został w przyczepie. - Nie chodzi tylko o ludzi, którzy teraz mieszkają w kontenerach. Część powodzian mieszka kątem u swoich krewnych czy znajomych. Ale jest to tymczasowe rozwiązanie - mówi Jan Stocki, naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej Gminy Bieruń.
Dlatego gmina chce kupić dla powodzian były hotel robotniczy. - Hotel został wystawiony na sprzedaż W przyszłym tygodniu wpłacimy wadium- dodaje Stocki.