Bank zamienił życie w koszmar
W 2006 roku kieszonkowcy ukradli portfel, w którym Adam Grzesik miał komplet dokumentów. Mężczyzna niezwłocznie powiadomił bank i policję. Był przekonany, że to zamknęło sprawę. Jakież było jego zdziwienie, kiedy po kilku miesiącach zaczął być wzywany na przesłuchania. Okazało się, że złodzieje posługując się skradzionymi mu dokumentami, zaciągali kredyty w różnych bankach.
Dlaczego tak się stało? Dowód Grzesika nie trafił do międzybankowej bazy dokumentów zastrzeżonych. Przedstawiciele Getin Banku tłumaczyli, że to klient powinien był to zastrzec i wpłacić dodatkowo 10 zł. Mężczyzna odpowiada, że nikt go o tym nie poinformował.
Od tamtego czasu jego życie zmieniło się w koszmar - komornik zajął mu pensję. - Od 4 lat jestem traktowany jak złodziej. W tym kraju nie dostanę żadnego kredytu - żali się Adam Grzesik, który uważa, że stracił też wiarygodność w pracy zawodowej. - Pracowałem wtedy jako dziennikarz radiowy a przypięto mi łatkę złodzieja. Wizyty w prokuraturach i na policji utrudniały mi pracę - dodaje.
Mężczyzna domaga się 100 tys. zł zadośćuczynienia i przeprosin w prasie. - Bank nie był w stanie zapewnić konsumentowi bezpieczeństwa, co jest jego podstawowym obowiązkiem - tłumaczy jego pełnomocnik mec. Mariusz Fras.
Bank nie zaprzecza, że popełnił błąd. Ale zgadza się na wypłatę tylko 10 tys. zł. Rozstrzygnięcie w tej sprawie może mieć ogromne znaczenie dla klientów innych banków, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.