Więcej sporów o cenę gruntów, czyli większe zagrożenie powodzią
Wojewoda śląski domaga się unieważnienia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego gminy. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który dziś zawiesił postępowanie, ponieważ gmina sama przystąpiła do zmiany planu.
Joachim Bargiel, wójt gminy Gierałtowice, daje sobie rok na sporządzenie planu, który pogodzi obie grupy mieszkańców. Wójt na razie nie chce zdradzać żadnych szczegółów. Nie wiadomo więc czy w nowym planie będzie zapis, że gmina będzie realizować inwestycję celu publicznego. Taki zapis umożliwiłby de facto wywłaszczenie właścicieli gruntów pod regulację koryta rzeki.
Szczególnie zagrożony powodzią jest rejon Potoku Chudowskiego. Tam na skutek eksploatacji węgla w kopalni Sośnica-Makoszowy teren osiadł. Wały przeciwpowodziowe z roku na rok zapadają się. Część mieszkańców uważa, że kopalnia powinna nie oglądając się na nikogo wyregulować rzekę i zbudować nowe wały. I nie chodzi im nawet o wywłaszczenie.
- Kopalnia powinna po prostu wejść w teren, zgodnie z artykułem 90. prawa górniczego - tłumaczy jeden z mieszkańców, którego gospodarstwo zostało zalane w 2010r.
- To nie jest tak. Ten artykuł mówi tylko o czasowym wejściu w teren - odpowiadają właściciele gruntów przy potoku, którzy nie chcą słyszeć o takim rozwiązaniu. - Chcą po prostu korzystnie sprzedać teren bądź dostać inny, atrakcyjny w zamian.
Jednak według Kompanii Węglowej, która chce rozpocząć prace, właściciele gruntów zażądali horrendalnych kwot. - Rzeczywiście zaproponowaliśmy 150 zł za m kw., ale to była reakcja na 2,78, które zaproponowała Kompania Węglowa - tłumaczy Paweł Swoboda, właściciel działki przy Potoku Chudowskim. - Nie zostały podjęte jakiekolwiek negocjacje - dodaje.
Właściciele nie boją się nawet specustawy, która przewiduje inny tryb pozyskiwania gruntów pod inwestycje przeciwpowodziowe. - Ta ustawa dotyczy naturalnie występujących zjawisk powodziowych, a szkody górnicze takimi nie są - wyjaśnia Swoboda.
O wsi Przyszowice w gminie Gierałtowice było głośno w czasie pierwszych dni majowej powodzi 2010 r. Ludzie sami skrzyknęli się i razem z powodzeniem ratowali wały. Jednak po powodzi krytycznie ocenili reakcję władz gminy. Niektórzy mieszkańcy od kilku lat dopominają się o regulację Potoku Chudowskiego, uważają że są blokowani przez niewielką grupę mieszkańców, którzy nie chcą sprzedać działek wzdłuż rzeki.