Mimo zakazu wciąż palimy w pubach
Pomiar był przeprowadzany o jednakowych porach, wieczorem, w te same dni tygodnia - przed wprowadzeniem i po wprowadzeniu zakazu. - Badacz siedział sobie z plecakiem. Nie rzucał się w oczy, bo dysponujemy przenośnymi aparatami - tłumaczy dr hab. Jan Czogała.
Okazało się, że w lokalach, w których nowe przepisy ograniczające palenie sa przestrzegane, zanieczyszczenie powietrza dymem tytoniowym jest o około cztery razy niższe niż w lokalach, w których się pali.
Tak naprawdę badacze - pod kierownictwem dr Macieja Łukasza Goniewicza - mierzyli zawartość pyłu zawieszonego w powietrzu. Pył ten składa się z cząsteczek o wielkości do 2,5 m, które zawierają większość związków rakotwórczych pochodzących z dymu tytoniowego. Substancje te wdychane przez człowieka, wnikają w płuca i mogą przyczynić się do powstania nowotworu.
Naukowcy obliczyli też, że ilość klientów w tych pubach wzrosła - Sami byliśmy zaskoczeni tymi wyliczeniami - dodaje dr Czogała.
Wkrótce naukowcy zanalizują także próbki moczu barmanów i kelnerów. Pozwoli to na dokładne sprawdzenie obecności substancji toksycznych i rakotwórczych w organizmach osób narażonych na przebywanie w zadymionych pomieszczeniach. Także te próbki pobrano przed i po 15 XI, kiedy weszły w życie nowe przepisy.
Wiedza naukowców ma się jednak nijak do rzeczywistości. Np. w Katowicach od wprowadzenia zakazu, aż do teraz straż miejska nie ukarała ani jednej osoby, która pali w restauracji, czy pubie w którym nie ma wydzielonej sali dla palaczy.