,
Obserwuj
Polska

Ślązak bez odszkodowania za pobyt w polskim obozie pracy

2 min. czytania
18.07.2011 15:40
69-letni Rudolf Woźniczek domagał się 50 tys. zł zadośćuczynienia, za pobyt jego ojca w polskim obozie pracy. Dziś Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że ojciec mężczyzny nie był represjonowany za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego, więc odszkodowanie się nie należy. Wiadomo, że w tej sprawie będzie apelacja.

Według sądu, Jan Woźniczek był przetrzymywany w niewolniczym obozie pracy, ponieważ władza ludowa podejrzewała go o współpracę z Niemcami. - Represje zastosowane wobec Jana Woźniczka na podstawie dekretu PKWN nie spotkały go w odwecie za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Fakt przytrzymania i osadzenia go w obozie pracy można wiązać jedynie ze złożeniem przez niego deklaracji o przynależności do narodu niemieckiego - uzasadniała sędzia Monika Postawa-Gwóźdź.

Woźniczek podpisał bowiem w 1941 r. Volkslistę. Po to by utrzymać posadę na kolei, gdzie pracował od 1918 r. i wyżywić kilkuosobową rodzinę.

Sąd poradził Rudolfowi Woźniczkowi, by wniósł sprawę do sądu cywilnego.

"To rażąca niesprawiedliwość"

 

- To nie był sąd, tylko farsa. To jest bez sensu, aby w dzisiejszym sądzie obowiązywały przepisy komunistycznej władzy i doprowadzały do tego, żeby nie można było uzyskać zadośćuczynienia - komentował wyrok Rudolf Woźniczek.

Po aresztowaniu Jana Woźniczka w 1945 r. jego żonie i dzieciom milicja dała kilkanaście minut na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Rodzina musiała wyprowadzić się z zajmowanego lokalu i 10 lat mieszkała w altanie na terenie ogródków działkowych. Jan Woźniczek przebywał półtora roku w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. W listopadzie 1946 r. został zwolniony do domu, a trzy lata później uzyskał polskie obywatelstwo. - Ojciec 555 dni siedział niesłusznie, wrócił jako wrak człowieka - mówi Rudolf Woźniczek.

Pomoc również prawną zadeklarował szef Ruchu Autonomii Śląska, Jerzy Gorzelik. - To jest rażąca niesprawiedliwość. Takie były realia: na Górnym Śląsku ludność masowo przyjmowała niemieckie obywatelstwo, żeby nie iść do obozu i po to, by wyżywić rodzinę - mówił Gorzelik. Wielu Ślązaków zostało po wojnie uznanych za wrogów ustroju. Niektórzy historycy represje komunistyczne wobec nich nazywają teraz Tragedią Górnośląską. Rozpoczęły się one wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. Na wschód - do ZSRR - wywieziono wtedy od 20 do 90 tys. mieszkańców. Były też aresztowania i egzekucje.