W "polskiej Toskanii" zawrzało. Nie chcą farmy na Mazurach Garbatych
Okolice Olecka to nadzwyczaj malowniczy teren. Pagórki, jeziora, łąki i lasy przykuwają uwagę podczas jazdy krętymi mazurskimi drogami. Miejscowości są niewielkie i sprawiają wrażenie wkomponowanych w naturę. Ten sielski obraz może się już niedługo zmienić. Jak alarmuje Towarzystwo Przyjaciół Mazur Garbatych, gminę Świętajno wzięły sobie na cel koncerny z branży fotowoltaicznej.
- Są plany, żeby na terenie gminy Świętajno zbudować około 200-hektarową farmę fotowoltaiczną - mówi mieszkaniec Grzegorz Gałązka. - Farma miałaby być zlokalizowana na terenie obszaru chronionego krajobrazu ełckiego. 200 hektarów to jest teren o wymiarach 1 na 2 kilometra - precyzuje. - A mówimy o gminie, na której terenie znajduje się 13 jezior - dodaje.
"Polska Toskania"
- To jest unikalny teren - podkreśla zaangażowana w protest Ola Szałek. - Jeżeli ktoś był kiedykolwiek na Mazurach Garbatych, to wie, że nazywamy to 'polską Toskanią'. Myślę, że niewiele jest takich miejsc. Obawiam się, że (...) teren zasłonięty farmą fotowoltaiczną będzie trochę przypominał jakiś marsjański krajobraz. To może bardzo poważnie zaszkodzić rozwojowi turystyki - dodaje obrazowo.
'Nie spodziewałem się, że zobaczę coś takiego'. Wybraliśmy się nad 'polskie Malediwy'
Mieszkańcy gminy Świętajno protestują nie tylko przeciwko największej planowanej farmie. Chcą zwrócić uwagę na konieczność większej ochrony unikatowego krajobrazu. Tym bardziej, że w trakcie procedowania jest wiele kolejnych wniosków. Urząd Gminy przyznaje, że lista zainteresowanych postawieniem farmy wydłużyła się znacznie w tym roku.
- Skala wielkości inwestycji fotowoltaicznych nie budziła większych obaw przed rokiem 2024. Od tego czasu wpłynęły wnioski dotyczące inwestycji fotowoltaicznych o powierzchni około 700 hektarów. Natomiast w okresie do roku 2024 - było to około 100 hektarów - informuje sekretarz gminy Robert Racis.
- Największa inwestycja dotyczy farmy o powierzchni około 200 hektarów. Szacuje się, że łączna powierzchnia planowanych do powstania farm wynosi około 800 hektarów, co przy łącznej powierzchni gruntów rolnych na terenie gminy [około 13 tys. hektarów - red.] stanowi około sześć procent powierzchni - wylicza urzędnik.
W skali województwa nawet 100 wniosków rocznie
Aktywiści przekonują, że według ich szacunków skala zainteresowania jest dwa razy większa niż podaje gmina. I wskazują, że podobne wnioski piętrzą się także w gminach ościennych. Podanie konkretnej liczby jest trudne, bo wójt gminy to tylko jeden z wielu wydających i opiniujących inwestycję organów. Inwestor - chcąc postawić farmę - musi skompletować cały zestaw dokumentów.
Samo pozwolenie na budowę, które wydaje starosta, musi być poprzedzone decyzją o warunkach zabudowy i decyzją o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji inwestycji wydawanych przez wójta. Te z kolei są wydawane po pozytywnym zaopiniowaniu przez sanepid, Wody Polskie i Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Jak informuje bez szczegółów ta ostatnia instytucja, liczba starających się o opinię podmiotów w ostatnich latach bardzo wzrosła i sięga rocznie około setki wniosków.
Oto najbardziej zakorkowane miasto w Polsce. Ekspert ma na to rozwiązanie
Aktywiści zastrzegają, że 'nie są przeciwni rozwojowi sektora energii odnawialnej'. - Wszyscy jesteśmy za, ale mamy też głęboką świadomość, że krajobraz po prostu należy chronić i te farmy trzeba umieścić gdzieś indziej - przekonuje Grzegorz Gałązka. - W Portugalii, we Włoszech czy w Hiszpanii już to zrozumiano. Jest zakaz zaśmiecania krajobrazu farmami fotowoltaicznymi. U nas jeszcze się tego niestety nie ma - rozkłada ręce aktywista.
- Trzeba zbadać wpływ takich farm i na ekosystem, i na krajobraz - apeluje kolejny działacz Marcin Szałek. - To może być strata, której nie da się później odrobić. Farmy fotowoltaiczne trzeba budować, ale w miejscach, w których z perspektywy będą mniej szkodliwe - dopowiada.
Inwestorzy walczą z czasem?
Aktywiści zwracają uwagę na jeszcze jeden wątek w całej tej historii. - Inwestor wystąpił do władz gminy Świętajno o sporządzenie planu miejscowego dla obszaru planowanej inwestycji. Wspomniany plan miejscowy miałby powstać jeszcze przed sporządzeniem planu ogólnego dla całej gminy, który ma zostać opracowany do końca 2025 roku - tłumaczy Grzegorz Gałązka.
Nadmienia, że uchwała intencyjna w tej sprawie miała zostać przyjęta w czerwcu, ale po protestach mieszkańców wypadła z porządku obrad. Zamiast tego w pierwszym tygodniu sierpnia odbędzie się spotkanie informacyjne z udziałem protestujących mieszkańców, urzędników i przedstawicieli inwestora.
Podpisy pod petycją
- Wszyscy rozumiemy, jak ważne jest ograniczenie emisji. Rozumiemy, co się dzieje z klimatem. Jednak nie dopuśćmy do tego, żeby w jednym szczytnym celu zniszczyć coś, co jest również bardzo ważne dla ludzkości i dla bioróżnorodności, czyli krajobraz i przyrodę Mazur Garbatych - przekonują mieszkańcy. Podpisy pod petycją dotyczącą ochrony tego miejsca zbierają nie tylko społecznicy, ale i sołtysi.
- Ważne, abyśmy my - jako mieszkańcy - włączyli się w tworzenie tych planów. Żeśmy brali udział w konsultacjach społecznych, bo to jest w naszym interesie. Myślę, że nie trzeba się będzie przykuwać do drzew, bo prostu się dogadamy - podsumowuje Ola Szałek.