,
Obserwuj
Warmińsko-mazurskie

Jest w 15. tygodniu ciąży i wymiotuje krwią. Lekarze nie chcą wykonać aborcji. "Ona się wykończy"

3 min. czytania
25.02.2026 16:15

Kobiece zdrowie, zwłaszcza kiedy kobieta jest w ciąży, nie jest traktowane poważnie - tak samo jak zdrowie płodu, czyli potencjalnego dziecka, które się urodzi. Lekarz stawia te dwie osoby w sprzeczności i zawsze wybiera opiekę nad płodem, nawet jeżeli pacjentka wyraźnie mówi: nie chcę, mam dla kogo żyć - mówiła Natalia Broniarczyk.

Jest w 15. tygodniu ciąży i wymiotuje krwią. Lekarze nie chcą wykonać aborcji. "Ona się wykończy"
Jest w 15. tygodniu ciąży i wymiotuje krwią. Lekarze nie chcą wykonać aborcji. "Ona się wykończy"
fot. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Wyborcza.pl
  • Jaka jest sytuacja ciężarnej Gruzinki, która domaga się aborcji w olsztyńskim szpitalu?
  • Czym są niepowściągliwe wymioty ciężarnych i czym grożą?
  • Jak, zdaniem Natalii Broniarczyk, polscy lekarze traktują ciężarne?

OKO.press opisało historię pacjentki cierpiącej na niepowściągliwe wymioty ciężarnych. Lela, imigrantka z Gruzji, jest w 15. tygodniu ciąży i wymiotuje krwią, grozi jej perforacja przełyku (co może spowodować sepsę). Domaga się aborcji w szpitalu w Olsztynie, w którym przebywa od końca 2025 roku. Tam jednak aborcji nie chcą od ponad miesiąca przeprowadzić.

- To jest naprawdę poważny stan, który dotyka mało kobiet, ale wiąże się z ogromnym cierpieniem fizycznym i psychicznym. Mówimy o kilkunastu wymiotach w ciągu doby, utracie wagi. W momencie kiedy waga pacjentki w ciąży jest mniejsza o pięć procent niż zanim była w ciąży, to znaczy, że ciąża jest zagrożona, a jednocześnie jest zagrożeniem dla pacjentki - mówiła w "TOK 360" Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu.

Jak dodawała, przypadłość sprawia, że także kobiety które są w chcianej ciąży, decydują się na jej przerwanie, bo "nie są w stanie już wytrzymać". Według danych brytyjskich schorzenie dotyka między 1 a 3,5 proc. kobiet w ciąży.

"Sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia"

- To niestety typowe, że pacjentki w polskich szpitalach z takimi doświadczeniami są ignorowane, bagatelizowane. Bardzo często lekarze niestety nie tylko nie biorą na poważnie tego stanu, ale też podejrzewają, że pacjentka na przykład może specjalnie wprowadzać ich w błąd, żeby do aborcji doprowadzić, co jest absolutnie skrajnie nieetycznym podejściem - oceniła.

Broniarczyk zaznaczyła, że kobieta z tekstu OKO.press powinna być przeniesiona do innego szpitala, jeśli w tamtym nie otrzymuje pomocy.

- Jest to sytuacja bezpośredniego zagrożenia życia - podkreślała gościni Wojciecha Muzala. Opowiadała, że na konferencji ginekologicznej lekarze z Malezji powiedzieli jej wprost: "Natalia, ta kobieta umrze, jeżeli jak najszybciej nie dostanie tabletek dopochwowo. Ona się wykończy".

- Trzeba zrobić wszystko, żeby do takich sytuacji nie dochodziło i po prostu ją uratować - zaznaczyła Broniarczyk. Dodawała, że polscy lekarze od czasu ustawy antyaborcyjnej nie uczą się zbyt wiele na temat aborcji.

Patriarchat w szpitalach

- Lekarze interpretują prawo zawsze węziej i na niekorzyść pacjentki. Z różnych powodów: z powodów obaw o utratę pracy, dobrego imienia, obawy przed antyaborcjonistami. Czasem, w moim mniemaniu to jest najczęstsze, z powodu zwyczajnego nielubienia wykonywania tego zabiegu (aborcji). Robienia wszystkiego, żeby ten zabieg odłożyć w czasie i de facto go nie wykonać, umyć ręce od odpowiedzialności - oceniła aktywistka.

- To się wiąże zwyczajnie z patriarchatem, ale też z tym, że kobiece zdrowie, zwłaszcza kiedy kobieta jest w ciąży, nie jest traktowane poważnie - tak samo jak zdrowie płodu, czyli potencjalnego dziecka, które się urodzi. Lekarz stawia te dwie osoby w sprzeczności i zawsze wybiera opiekę nad płodem, nawet jeżeli pacjentka, tak jak w przypadku Leli, wyraźnie mówi: nie chcę, mam dla kogo żyć - dodała gościni TOK FM.

Źródło: TOK FM, OKO.press