,
Obserwuj
Świat

Czesi idą na wojnę z polskimi dopalaczami

2 min. czytania
10.02.2011 10:23
Czesi rozpoczęli walkę z dopalaczami. Nowelizacją ustawy antynarkotykowej ma się zająć w marcu parlament naszych południowych sąsiadów. Pierwsze sklepy z polskimi dopalaczami pojawiły się w Czechach w zeszłym roku w miejscowościach w pobliżu granicy z Polską.

W Czeskim Cieszynie są cztery sklepy z dopalaczami. - Sklep jest czynny całą dobę. Na początku przychodzili tylko Polacy, teraz coraz więcej towaru kupują Czesi - mówi sprzedawca w jednym ze sklepów.

Środki sprzedają w nich przeważnie Czesi, ale cały biznes organizują Polacy. - To są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a właścicielami są Polacy. U nas łatwo i prosto założyć firmę - mówi Dorota Havlikova, rzeczniczka prasowa UM w Czeskim Cieszynie.

Z prośbą o zmianę prawa zwrócił się do czeskiego premiera wiceburmistrz Czeskiego Cieszyna.

I nie chodziło mu tylko o to, by wciągnąć na listę substancji zakazanych 15 specyfików, którymi można teraz w Czechach legalnie. - Zmiana ma polegać na tym, że to nie parlament będzie decydował o zakazaniu nowego specyfiku, a Urząd Rady Ministrów formą rozporządzenia - tłumaczy Havlikova.

Pozwoli to na szybszą reakcję władz w przypadku wprowadzania do sprzedaży substancji o nowym składzie chemicznym.

Czeskie rozwiązanie popiera burmistrz polskiego Cieszyna. Mieczysław Szczurek spotykał się już kilka razy ze swoim czeskim odpowiednikiem. - Znamy problem. Już kilka metrów, tuż za granicą jest pierwszy taki sklep - mówi Szczurek.

Nie tylko w Czeskim Cieszynie można znaleźć sklepy z dopalaczami. W Ostrawie są dwa, a po jednym m.in. w Opawie, Ołomuńcu i Libercu. W sklepach można kupić "artykuły kolekcjonerskie" za kilkaset koron, czyli kilkadziesiąt złotych.

- Wszystko wskazuje na to, że Czesi w walce z dopalaczami chcą skorzystać z polskich rozwiązań - dodaje Havlikova.