Czesi idą na wojnę z polskimi dopalaczami
W Czeskim Cieszynie są cztery sklepy z dopalaczami. - Sklep jest czynny całą dobę. Na początku przychodzili tylko Polacy, teraz coraz więcej towaru kupują Czesi - mówi sprzedawca w jednym ze sklepów.
Środki sprzedają w nich przeważnie Czesi, ale cały biznes organizują Polacy. - To są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a właścicielami są Polacy. U nas łatwo i prosto założyć firmę - mówi Dorota Havlikova, rzeczniczka prasowa UM w Czeskim Cieszynie.
Z prośbą o zmianę prawa zwrócił się do czeskiego premiera wiceburmistrz Czeskiego Cieszyna.
I nie chodziło mu tylko o to, by wciągnąć na listę substancji zakazanych 15 specyfików, którymi można teraz w Czechach legalnie. - Zmiana ma polegać na tym, że to nie parlament będzie decydował o zakazaniu nowego specyfiku, a Urząd Rady Ministrów formą rozporządzenia - tłumaczy Havlikova.
Pozwoli to na szybszą reakcję władz w przypadku wprowadzania do sprzedaży substancji o nowym składzie chemicznym.
Czeskie rozwiązanie popiera burmistrz polskiego Cieszyna. Mieczysław Szczurek spotykał się już kilka razy ze swoim czeskim odpowiednikiem. - Znamy problem. Już kilka metrów, tuż za granicą jest pierwszy taki sklep - mówi Szczurek.
Nie tylko w Czeskim Cieszynie można znaleźć sklepy z dopalaczami. W Ostrawie są dwa, a po jednym m.in. w Opawie, Ołomuńcu i Libercu. W sklepach można kupić "artykuły kolekcjonerskie" za kilkaset koron, czyli kilkadziesiąt złotych.
- Wszystko wskazuje na to, że Czesi w walce z dopalaczami chcą skorzystać z polskich rozwiązań - dodaje Havlikova.