Protest salowych: prezydent to struś i smyk
Salowe przebywają w holu na parterze budynku, tuż obok stanowisk dla petentów oraz w salce konferencyjnej na ostatnim piętrze, obok gabinetów prezydenta. Salowe protestują - pod szyldem Solidarności - w obronie swoich warunków pracy po zmianie firmy sprzątającej w Szpitalu Specjalistycznym im. Starkiewicza.
- Nasłali na nas policjantów, za zakłócanie pracy i porządku w urzędzie , a przecież nie przeszkadzamy ludziom , którzy chcą coś załatwić w urzędzie - żalą się salowe, które protestują w 'białym miasteczku' na parterze. Rzeczywiście, wczoraj funkcjonariusze chcieli wylegitymować protestujące. Kobiety trzymają transparenty m.in. z napisem: ' Prezydent to struś i smyk - persona non grata w Dąbrowie Górniczej'.
Biuro prasowe urzędu również prowadzi swoją akcję propagandową . Przy każdym stanowisku leży ulotka z hasłem - 'Protest salowych w Urzędzie Miejskim nie ma sensu'.
Salowe rozpoczynają głośny protest. Przeczytaj
Dlaczego salowe protestują właśnie w urzędzie miejskim, a nie w szpitalu? - To urząd zdecydował o wyłączeniu nas ze struktur szpitala. Niech nam teraz pomoże - tłumaczą. Kobiety domagają się gwarancji zatrudnienia na dotychczasowych warunkach, czyli umów na czas nieokreślony. Od 2004 r. pracowały w firmie Aspen, która wygrała wtedy przetarg na sprzątanie szpitala. Nowy pracodawca - Spółdzielnia 'Naprzód' - który wygrał niedawno przetarg w szpitalu zaoferował im umowy na dwa lata. Kobiety nie zgodziły się na takie warunki.
Domagają się interwencji ze strony władz miasta i radnych. Prezydent Dąbrowy Górniczej - Zbigniew Podraza - podkreśla, że nie jest stroną w sporze. Protestujące czekają też na rozstrzygnięcie sądu w tej sprawie.