advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Wielkopolskie

Na Gniezno patrzy teraz cała pracownicza Polska. "Nie mam słów na działania tej firmy"

5 min. czytania
20.06.2025 14:37
Od trzech tygodni trwa strajk w gnieźnieńskiej firmie Jeremias. To pierwszy po 89' roku strajk w Gnieźnie. - Staramy się dogadać z pracodawcą, ale mam wrażenie, że uderzamy głową w mur. Pracodawca otoczył się firmą PR-ową, adwokatami i cały czas sieją propagandę, że to my jesteśmy tymi złymi ludźmi - mówił na specjalnie zwołanej w środę sesji rady miasta Mariusz Piotrowski z Inicjatywy Pracowniczej.
|
|
fot. OZZ Inicjatywa Pracownicza Jeremias
  • Od trzech tygodni trwa strajk w gnieźnieńskiej firmie Jeremias;
  • W tym czasie pracownikom udało się odnieść kolejne zwycięstwo - sąd przywrócił do pracy drugiego zwolnionego dyscyplinarnie związkowca - Dariusza Modrzejewskiego;
  • Sytuacja w firmie jest napięta, ale związkowcy zapewniają, że są gotowi strajkować do zwycięstwa, a wspierają ich w tym organizacje z całej Polski.

 

Od 3 czerwca trwa strajk w fabryce kominów Jeremias. To pierwszy od 1989 roku strajk w Gnieźnie. Pracownicy domagają się partycypacji w zyskach niemieckiej firmy, która w ciągu niespełna 10 lat zwiększyła swoje przychody ponad trzykrotnie. Strajkujący walczą o 800 zł podwyżki, wydłużenie płatnej przerwy do 30 minut, sprawiedliwy system premiowania i korzystniejszy tryb rozliczania nadgodzin.

Strajk w Jeremiasie. Sąd nakazał przywrócenie do pracy drugiego zwolnionego związkowca

 

Domagają się także przywrócenia do pracy dwóch zwolnionych z firmy (już podczas trwania sporu zbiorowego) związkowców - przewodniczącego związku w Jeremiasie i społecznego inspektora pracy Mariusza Piotrowskiego oraz lakiernika Dariusza Modrzejewskiego.

Jeśli Marta Nawrocka 'ustoi' ten atak, może zostać gwiazdą. 'Masowo stają w jej obronie'

Piotrowski - pomimo sądowego zabezpieczenia w postaci nakazu przywrócenia do pracy - wciąż nie jest przez firmę wpuszczany do zakładu.

W ubiegłym tygodniu sąd nakazał przywrócenie do pracy także Modrzejewskiego. W tej chwili związkowiec czeka na doręczenie dokumentów. Państwowa Inspekcja Pracy - po przeprowadzeniu kontroli w firmie - złożyła do sądu wniosek o ukaranie dyrektorki działu HR za zwolnienie dwóch związkowców z naruszeniem prawa.

Napięta sytuacja w Jeremiasie. Pracownicy zaproponowali kompromis

 

Pomimo ponad dwóch tygodni strajku do porozumienia wciąż nie doszło. W ubiegły piątek strajkujący pracownicy złożyli firmie propozycję kompromisu, w której piszą o podwyżce o 500 złotych i 20-minutowej przerwie. Pracodawca jednak na razie nie zaakceptował tych warunków.

Byliśmy na strajku w Jeremiasie. 'Potraktowano ich jak małpy'

Nastroje w firmie są napięte. Według pracodawcy w strajku bierze udział jedynie 10 proc. załogi, co nie ma wpływu na produkcję. Związkowcy twierdzą, że wciąż strajkuje ok. 80-90 osób, czyli większość pracowników produkcji, bez których żaden komin nie powstanie. Różnice w szacowaniu skali strajku mają brać się m.in. stąd, że Jeremias zatrudnia część osób na umowach o pracę tymczasową oraz więźniów (nie są oni pracownikami w rozumienia prawa pracy i nie mają prawa do strajku). W strajku nie biorą też udziału pracownicy biurowi.

Jeremias kontra związkowcy. Burza w kominowym gigancie

 

Firma wciąż nie uznaje legalności sporu zbiorowego, referendum strajkowego ani strajku. Zdecydowanie sprzeciwia się tym działaniom ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która zarówno przed zakładem w Gnieźnie, jak i z mównicy sejmowej zaznaczyła, że jest to strajk legalny, a utrudnianie go jest przestępstwem.

Inicjatywa Pracownicza podkreśla, że w tym momencie strajk w Jeremiasie dotyczy nie tylko polepszenia warunków pracy i płacy, ale także walki o wolność związków zawodowych, prawo do strajku, godności pracowniczej oraz traktowania strony społecznej jako równorzędnego partnera.

Związek stanowczo sprzeciwia się działaniom firmy, która każe strajkującym pracownikom przebywać w wyznaczonym przez firmę miejscu, nazywanym przez nich "klatką". To wydzielona przestrzeń, od góry i z boku ogrodzona blachą, a z dwóch stron - w tym od strony ulicy - płotem.

Strajkujący skarżą się, że są tam stłoczeni, a do tego nie mogą w dowolnej chwili skorzystać z toalety czy stołówki. Ich zdaniem ma to na celu uniemożliwienie im kontaktu z resztą załogi.

W ostatnich dniach pracodawca miał też ustawić od strony ulicy ciężarówkę (aby całkowicie ich zasłonić), a także pozamykać drzwi przeciwpożarowe. Firma stanowczo zaprzecza tym zarzutom i przekonuje, że jej działania mają na celu bezpieczeństwo pracowników - zarówno strajkujących, jak i pracujących na hali.

Strajkujący jednak się zbuntowali i nie wchodzą już do "klatki". Kiedy opuścili teren zakładu, mieli dostać SMS-y, że ich działania są niezgodne z prawem i powinni pozostawać na terenie firmy. Zespół prawny Inicjatywy Pracowniczej przygotował w związku z tym ekspertyzę, w której zaznacza, że "podczas strajku pracownik nie ma obowiązku potwierdzania obecności w pracy ani obowiązku stawienia się do pracy w miejscu wskazanym przez pracodawcę. Strajkujący pracownicy mogą zostać w domu, mogą spotkać się pod zakładem pracy, mogą też spotkać się w innym wybranym miejscu (np. na rynku)".

Świat pracy murem za związkowcami z Jeremiasa. Oczy całej polski zwrócone na Gniezno 

 

Strajki w Polsce odbywają się rzadko. I ze względu na wymogi prawne, które znacznie utrudniają strajk, i przez uwarunkowania polityczno-gospodarcze - tępienie w zakładach związków zawodowych, a tym samym strach przed konsekwencjami działalności związkowej (jak np. zwolnienia). Podczas strajku pracownicy nie zarabiają też pieniędzy. Jednak na internetowej zbiórce dla pracowników Jeremiasa zebrano już prawie 150 tys. złotych.

Na Gniezno zwrócone są więc w tej chwili oczy całego świata pracy w Polsce. Pod zakładem odbywają się manifestacje solidarnościowe związkowców i organizacji z całej Polski. W ubiegły piątek przed zakładem protestowali górnicy z Sierpnia 80', a we wtorek do zakładu przyjechali działacze z OPZZ Konfederacji Pracy w Solarisie i Parocu - dwóch najgłośniejszych zwycięskich strajków ostatnich lat. Na miejscu byli też pracownicy sądownictwa zrzeszeni w Ad Rem a także poseł Razem Maciej Konieczny.

W środę odbyła się sesja gnieźnieńskiej rady miasta z udziałem strajkujących oraz przedstawicieli firmy. Emocji nie brakowało. - My staramy się dogadać z pracodawcą, ale mam wrażenie, że uderzamy głową w mur. Pracodawca otoczył się firmą PR-ową, adwokatami i cały czas sieją propagandę, że to my jesteśmy tymi złymi ludźmi - mówił Piotrowski.

Jak dodał, "w Jeremiasie są łamane prawa BHP, prawa pracownicze, zakazują nam wolnego strajku i cały czas wychodzą na halę i mówią, że to wszystko jest nielegalne". Przypomnijmy, że Piotrowski miał zostać zwolniony z zakładu podczas kontroli PIP. Kontrola ostatecznie wykazała, że firma rzeczywiście łamie zasady BHP oraz m.in. nie oznacza właściwie stref zagrożonych wybuchem.

- Jestem mieszkańcem Gniezna od urodzenia. Naprawdę zależy mi, żeby tutaj były godne zarobki, aby moje dzieci nie musiały wyjechać za granicę czy do innego miasta. Wiemy, że Gniezno pustoszeje. Co roku ubywa nam mieszkańców. Dlaczego nic z tym nie robimy? Ludzie uciekają za pracą. Gdybyśmy więcej zarabiali, te pieniądze zostałyby w Gnieźnie. My nie kupujemy samolotów, statków, willi. Żyjemy z miesiąca na miesiąc. Wszystkie pieniądze zostawiamy w Gnieźnie. Dlatego w interesie władz Gniezna jest, żebyśmy lepiej zarabiali - zaznaczył Piotrowski.

- Jeden pracownik z Gniezna przynosi firmie tyle zysku, ile trzech pracowników niemieckich - mówił zaś Bartosz Kurzyca z zarządu krajowego IP.

Głos zabrał też Grzegorz Indulski, rzecznik spółki Jeremias. - Znaczna większość załogi nie utożsamia się z Inicjatywą Pracowniczą. Kilkadziesiąt osób - zdecydowanie większa liczba niż strajkujących - podpisała petycję, że nie chce być reprezentowana przez pana Bartosza Kurzycę i Inicjatywę Pracowniczą - stwierdził cytowany przez TVP3. Przypomnijmy, że w referendum strajkowym za strajkiem zagłosowało 72,3 procent załogi.

Pomimo eskalacji konfliktu związkowcy wciąż wierzą w możliwość podpisania porozumienia. W rozmowie z tokfm.pl Piotrowski zapewnił, że morale załogi są wysokie. - Nie mam już słów na działania tej firmy. Ale my się nie poddamy. Będziemy strajkować do zwycięstwa - podkreślił.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji: