Są zarzuty za fatalną pomyłkę z morfiną. Zły lek wydała osoba bez uprawnień

Blisko rok po publikacji naszego materiału prokuratura stawia zarzuty pracownicy apteki z Jarocina. Zdaniem śledczych, kobieta przez pomyłkę podając dziesięciokrotnie za dużą dawkę morfiny naraziła pacjentkę na utratę życia lub zdrowia. Reporter TOK FM dotarł też do ustaleń biegłych w tej sprawie.
Zobacz wideo

Sprawę opisaliśmy w styczniu tego roku. W aptece w Jarocinie doszło do fatalnej pomyłki. Pod nieobecność kierowniczki, technik farmaceutyczny wydała narkotyk rodzinie chorej na nowotwór pacjentki. Nie miała do tego uprawnień, ale podszyła się pod swoją szefową i korzystając z jej loginu w systemie informatycznym dokonała transakcji. Dwa dni później po zażyciu kilku dawek leku kobiet zmarła.

Z naszych ustaleń wynikało, że błąd w aptece wykryto już po śmierci pacjentki. Kierowniczka apteki odwiedziła jej rodzinę tydzień później. Już po pogrzebie. Jednak nawet wtedy nie poinformowała o pomyłce. Zabrała jedynie morfinę twierdząc, że robi to ze względu na bezpieczeństwo dzieci.

Rodzina o sprawie dowiedziała się od nas. - Nie wiem co mam teraz o tym myśleć. Może być tak, że to choroba wygrała, a może być tak, że to lek przyczynił się do śmierci mamy - mówiła nam kilka miesięcy temu córka pacjentki. Jak się okazuje, do dziś nie ma informacji, co było bezpośrednią przyczyną zgonu.

Eksperci na wniosek policji opracowali opinię w tej sprawie. Nie jest jednoznaczna. Mówiąc w największym uproszczeniu: bez sekcji zwłok nie da się precyzyjnie określić, co się stało. Pewne jest, że morfina w takiej dawce mogła wpłynąć na pogorszenie stanu pacjentki. Nie da się stwierdzić, czy ją zabiła. Trudno się takiej opinii biegłych dziwić, skoro swoje ustalenia mogli opierać w zasadzie wyłącznie na zeznaniach bliskich, którzy relacjonowali ostatnie godziny życia chorej.

Policjantom prowadzącym dochodzenie opinia biegłych wystarczyła jednak do postawienia zarzutów. Technik farmaceutyczny ich zdaniem powinien odpowiadać za narażenie pacjentki na utratę życia lub zdrowia, do czego kobieta się przyznaje.

Wcześniej miała zarzuty stawiane jedynie w oparciu o ustawę o prawie farmaceutycznych, które zabrania sprzedaży leków bez uprawnień.

Ciekawe jest jednak to, co wynika z wyjaśnień składanych przez kobietę w dochodzeniu. Technik twierdzi, że szefowie apteki doskonale wiedzieli o nieprawidłowościach. Było ich sporo. Wiedzieli, że apteka pracuje bez magistra, co zgodnie z prawem oznacza, że powinna być zamknięta.

Informatycy sieci aptecznej, która była właścicielem apteki w Jarocinie, mieli stworzyć specjalne hasło, dzięki któremu techniczka mogła się logować na konto swojej szefowej. To dzięki temu w systemie wszystko wglądało na prawidłowe.

Leki miały być nieprawidłowo przechowywane. Ze względu na braki kadrowe w aptece generalnie panował bałagan.

Pracownice apteki miały wielokrotnie zwracać uwagę właścicielom na problemy i prosić o wsparcie. Zaraz po fatalnej pomyłce z morfiną obie straciły pracę.

Właściciele apteki jak dotąd formalnie za nic nie odpowiedzieli. Sprawę nadal bada Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Poznaniu.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM