Lekarze alarmują, że zamyka się im usta. Ministerstwo odpowiada: Chodzi o jednolitą narrację, która tonuje emocje

Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko twierdziła, że opinie na temat sytuacji epidemiologicznej w kraju czy zagrożeń dla pracowników medycznych powinni wydawać jedynie konsultanci krajowi. - Czyli mówiąc wprost, konsultanci wojewódzcy czy lekarze mają milczeć - alarmują medycy.
Zobacz wideo

"Opinie na temat sytuacji epidemiologicznej, zagrożenia dla przedstawicieli kadr medycznych w danych dziedzinach medycyny czy w obrębie danej grupy zawodowej, jak również sposobów zabezpieczenia osobistego przed zakażeniem, powinni wydawać jedynie Państwo, jako konsultanci krajowi, po wcześniejszej konsultacji z Ministerstwem Zdrowia oraz Głównym Inspektorem Sanitarnym" - napisała pani minister w liście do konsultantów krajowych. "Tylko takie działanie zapewni przekazywanie informacji merytorycznie prawidłowych i jednolitych oraz nie będzie przyczyną do nieuzasadnionego wzniecania niepokoju w środowisku medycznym" - czytamy w liście.

- To ewidentna próba cenzurowania naszych wypowiedzi i ograniczania nam wolności słowa - mówią lekarze, z którymi rozmawialiśmy. Nie chcą występować pod nazwiskiem, bo boją się konsekwencji dyscyplinarnych. Powołują się na przykład z Nowego Targu, gdzie dyrektor szpitala zwolnił położną, bo alarmowała na Facebooku, że brakuje maseczek i sprzętu

Niektórzy medycy nie kryją, że już musieli podpisywać "lojalki", że nie będą rozmawiać z mediami czy pisać na portalach społecznościowych o tym, co dzieje się w ich miejscu pracy. - Mamy milczeć, nie mówić, że brakuje sprzętu, że jest coraz więcej pacjentów, że nie jesteśmy przygotowani, że zwykli ludzie szyją dla nas maseczki, bo nie mamy środków ochrony. W ogóle mamy milczeć - słyszymy od lekarzy m.in. z Porozumienia Chirurgów "Skalpel".

Lekarze przekonują, że dziś - w dobie pandemii, gdy sytuacja się pogarsza - takie głosy, jak list wiceminister Szczurek-Żelazko, zamiast uspokajać sytuację, wprowadzają tylko jeszcze większe nerwy i stres wśród pracowników szpitali. - Bo czujemy wprost, że władza chce nas ograniczać. Nie możemy mówić, nie możemy pisać w internecie, nie możemy prosić o wsparcie, nie możemy pewnie robić zdjęć z naszymi hasztagami. Mamy być posłuszni i się nie wychylać. To jest po prostu żenujące - mówią nasi rozmówcy.

- Z sugestii, które daje pani minister, wynika, że ja jako konsultant wojewódzki nie mogę wydawać opinii. Przecież to absurdalne. Ktoś mnie na to stanowisko z jakichś powodów powołał, mam doświadczenie, mam wiedzę. Czy mam rozumieć, że mam milczeć, bo powiem coś, co nie będzie merytoryczne? Czy raczej jest "przekaz dnia" i chodzi o to, by wyłącznie on obowiązywał? - pyta jedna z naszych rozmówczyń.

Ministerstwo odpowiada: Musimy być odpowiedzialni

- Pismo, o którym mówimy, nie ma na celu kneblowania kogokolwiek i tłamszenia wolności wypowiedzi. Każdy lekarz ma prawo wypowiadać się w mediach, każdy lekarz ma prawo stawiać swoje diagnozy, tylko wszyscy musimy być odpowiedzialni. Szczególnie musimy być odpowiedzialni w tych czasach, kiedy przygotowujemy się w Polsce na możliwy duży wzrost zakażeń. Każde słowo lekarza - osoby, która cieszy się poważaniem i autorytetem - musi być słowem wyważonym - odpowiada na argumenty lekarzy Wojciech Andrusiewicz, rzecznik ministra zdrowia.

Rzecznik nie ukrywa, że chodzi o jednolitą narrację. - Nie możemy jako służby medyczne, służby ochrony zdrowia, jako lekarze i eksperci, wprowadzać szumu medialnego. Nie może być tak, że w narracji medialnej pojawia się kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych głosów, i to z jednego środowiska. Zaczyna panować pewne rozedrganie komunikacyjne, co wprowadza niepokój i negatywne emocje wśród ludzi. Niestety, w ostatnim czasie mieliśmy sporo różnego rodzaju wypowiedzi, także lekarzy, które wprowadzały niepokój - mówi Wojciech Andrusiewicz.

- Chodzi o to, by mówić jednym głosem, by uspokajać ludzi i wprowadzać narrację, która tonuje emocje, a nie powoduje, że te emocje rosną. Chodzi o wprowadzenie pewnego spokoju w dzisiejszych czasach, kiedy ten spokój jest tak bardzo potrzebny - dodaje rzecznik ministra zdrowia.

Lekarzy ta argumentacja nie do końca przekonuje. - Zawsze można się zasłaniać tym, że chodzi o spokój. Ja tylko czekam, aż nam odgórnie, w jakimś przepisie urzędowym nakażą milczenie. Dla dobra pacjenta - mówi nam jeden z medyków.

Informacje są potrzebne

Tymczasem Sieć Obywatelska Watchdog Polska wspólnie z Helsińską Fundacją Praw Człowieka zaapelowała do Ministerstwa Zdrowia, sanepidu oraz dyrektorów szpitali o przestrzeganie prawa do wolności słowa personelu medycznego oraz powstrzymania się od nakładania nadmiernych ograniczeń czy też wyciągania konsekwencji wobec medyków pełniących rolę sygnalistów.

"Apel - zawierający uzasadnienie prawne i analizę wagi wolności słowa - nie jest jedynym podjętym przez nas działaniem. Wysłaliśmy też pytania do szpitali. Zastrzegliśmy, że zdajemy sobie sprawę z obecnego obciążenia personelu zarządzającego szpitalem. Nie chcemy zwiększać tego obciążenia. Jednocześnie widzimy, że szpitale potrzebują wsparcia społecznego, a informacja o problemach rozchodzi się dzięki sygnalistom. Naraża to osoby dbające o dobro pacjentów na dodatkowe konsekwencje. Potrzebna jest usystematyzowana informacja z wielu placówek. W związku z tym, dla dobra zarówno personelu szpitala, jak i zdrowia obywateli, pytamy o procedury obowiązujące w związku z wirusem i zaopatrzenie, a także o to, czy personel otrzymał zakaz wypowiedzi" - informuje Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (28)
Cenzura wśród lekarzy? Medycy alarmują, a ministerstwo tłumaczy
Zaloguj się
  • C ZA

    Oceniono 17 razy 13

    "Jednolitą narracja" jak za Stalina.
    Paniatno.

  • marudna.maruda

    Oceniono 14 razy 10

    "Niektórzy medycy nie kryją, że już musieli podpisywać "lojalki", że nie będą rozmawiać z mediami czy pisać na portalach społecznościowych o tym, co dzieje się w ich miejscu pracy"- jedynie słuszne prawdy o sytuacji w szpitalach może ogłaszać minister od zdrowia po uzgodnieniu ze zwyczajnym posłem, jak dawkować emocje? bo to daje dobre wyniki w sondażach...

  • hipo krater

    Oceniono 12 razy 8

    Chcą być lepsi od chińskiego reżimu, który kneblował lekarzy.

  • rbik53

    Oceniono 10 razy 6

    .
    Ludzie! ! ! Chiny przyszły do nas.....
    Tego lekarza z Chin też zakneblowano żeby nie siał paniki....
    Dzięki temu celnemu posunięciu partyjnych debilów
    mamy teraz na świecie więcej trupów.
    .

  • j_p_salomonczyk

    Oceniono 9 razy 5

    Więcej niż połowa moich znajomych to lekarze. Często z dużych szpitali. Wszyscy mówią jedno. Służba zdrowia nie jest przygotowana na epidemię. Panuje "polski burdel na kółkach". Kompletny chaos. Cenzura wypowiedzi wymuszana szantażem, zakazami, lojalkami jest bezprawiem. Ale nie od dziś wiadomo, że PiS specjalizuje się w okłamywaniu społeczeństwa. Jeszcze parę dni temu towarzysz Kaczyński Jarosław publicznie przekonywał, że Polska ma "zapas pieniędzy i starczy ich na czas epidemii"! Czy głupi lud to kupił?!!!! Czy głupi lud uwierzy w to, że służba zdrowia działa wspaniale, bo brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników i wszystkiego co można sobie wyobrazić!!!! I ze wszystkim PiS sobie świetnie radzi tak jak z lotem Tupolewem pod Smoleńskiem?!!! Alleluja i do przodu. Przywalmy w brzozę!! A co! PiS to potrafi, co już udowodnił!!! To nic, że już się pojawiły pierwsze trupy!!!

  • przyganiacz

    Oceniono 8 razy 4

    Lekarze alarmują, że zamyka się im usta. Ministerstwo odpowiada: Chodzi o jednolitą narrację, która tonuje emocje

    Nie potrzeba żadnej narracji, zwłaszcza jednolitej, czyli propagandy sukcesu. Trzeba mówić prawdę, bez uciekania
    sie do katastrofizmu i bez fryzowania rzeczywistości...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX