Stawiszyński o potrzebie mitu. "Kiedy go brakuje, na scenę wkraczają legendy o tajnych lożach i światowych spiskach"

Trudno się dziwić, że narracje spiskowe i rozmaite negacjonizmy zyskują dzisiaj tak gigantyczną popularność. W istocie przywracają dawną, spójną i harmonijną wizję rzeczywistości. Niech nas nie zwiodą dominujące z pozoru w tej wizji złowrogie siły, tajne loże, krwiożercze knowania - pod spodem ukrywa się krajobraz spokojny, poukładany i sielski. Po prostu - taki byłby świat, to znaczy taki jest z natury, gdyby nie działania tych wszystkich przerażających złoczyńców.
Zobacz wideo

W minioną sobotę ulicami Warszawy przeszedł marsz przeciwników obowiązkowych szczepień oraz tak zwanych koronasceptyków, czyli ludzi przekonanych, że pandemia koronawirusa to wymysł, odpowiednio, masonów, polityków albo koncernów farmaceutycznych. Transparenty i wypowiedzi protestujących nie pozostawiały wątpliwości - w ostatnich miesiącach padliśmy wszyscy ofiarami gigantycznego oszustwa. Jest ono wszakże - to gigantyczne, pandemiczne oszustwo - jedynie niewielką składową oszustwa jeszcze większego, przytłaczającego wręcz swoim zasięgiem. Wprawdzie trudno jakkolwiek je zdefiniować - agendy za nim stojące wkładają wiele wysiłku, żeby swoją działalność i niecne intencje utajnić - ale z pewnością można wskazać różne objęte nim obszary. Medycyna - to jeden z największych i najważniejszych. Ale i biznes czy wielka polityka, oczywiście. Wśród wznoszonych przez manifestujących w Warszawie przeciwników szczepień haseł widać i słychać było także mnóstwo ostrzeżeń przed śmiercionośnym oddziaływaniem technologii 5G - superszybkiego mobilnego internetu, który inauguruje właśnie swoją działalność także na terenie Polski.

Oczywiście, tego rodzaju połączenia to nic nowego. Jednym z głównych ich propagatorów jest słynny brytyjski specjalista od teorii spiskowych David Icke, o którym w ostatnich miesiącach już kilkukrotnie tutaj pisałem. Właśnie w związku z powiązaniem koronawirusa i masztów 5G pokaźnych rozmiarów wywiad z Icke’m, opublikowany pierwotnie na YouTube’owym kanale London Real, został stamtąd usunięty. Icke z milczącą aprobatą odniósł się w nim bowiem do motywowanego spiskowymi narracjami niszczenia tych masztów - takie sytuacje miały miejsce m.in. w Anglii.

W każdym razie uczestniczki i uczestnicy sobotniego protestu - nawet jeśli niekoniecznie wypowiedzieliby coś takiego wprost i bezpośrednio - z pewnością dzielą z Icke’m wiele przekonań.

W tym to zasadnicze: wszystko, co nam podają do wiadomości oficjalne instytucje i oficjalne kanały komunikacyjne tego świata, to jedno wielkie oszustwo.

***

Niezależnie od tego jakimi wadami obarczone jest tego typu myślenie, niezależnie od tego, że ma postać labiryntu, z którego nie sposób się wydostać, jest bowiem samopotwierdzającą się maszyną odporną na jakąkolwiek weryfikację i falsyfikację - przynosi także pewne niezbywalne korzyści psychologiczne. Daje poczucie oparcia, niweluje potężny w dzisiejszym świecie informacyjny chaos, redukuje do minimum sferę tego, co nieznane i nieprzewidywalne. Ale nade wszystko dokonuje drobnej a monumentalnej w skutkach reorganizacji: z pozycji kogoś zasadniczo pozbawionego kontroli nad własnym losem przenosi nas do pozycji kogoś, kto wprawdzie kontroli nie odzyskał, ale kto rozporządza pojęciami pozwalającymi mu przyczyny własnej opłakanej sytuacji precyzyjnie opisać.

Nie ma zaś chyba drugiej tak zbawiennej wobec całego wachlarza psychologicznych dolegliwości techniki, niż właśnie generowanie narracji, w których nawet najbardziej dotkliwe cierpienia i porażki uzyskają stosowne miejsce oraz sens.

Czyż nie tym zajmowała się od zarania dziejów religia? Czyż nie tym właśnie zajmują się od początku swojego istnienia psychoterapia i psychoanaliza? Dziedziny, w których funkcjonuje na równych prawach mnóstwo radykalnie różniących się od siebie podejść, które z kolei generują mnóstwo radykalnie się od siebie różniących diagnoz i interpretacji. Nawiasem mówiąc, dlatego właśnie istnieje niezliczona ilość psychoterapeutycznych szkół, choć trzeba przy tym zaznaczyć, że przynajmniej część z nich stara się współcześnie jakoś swoje wyniki i techniki obiektywizować. Na razie jednak, jedynym, co łączy wszystkie te szkoły bez wyjątku - naukowe i nienaukowe, rzetelne i nierzetelne, oparte na wiedzy i oparte na fantazjach swoich założycieli - jest funkcja, jaką spełniają oferowane przez nie interpretacje. Każda z nich - tak czy inaczej - interpretuje. A zatem przemienia wyjściowy chaos - symptomów, lęku, niepewności, rozpaczy, poczucia, że życie wymyka się z rąk - we względnie spójną opowieść: o źródłach trudności, o sposobach ich przezwyciężania, o znaczeniu i pochodzeniu poszczególnych trudności. Już samo to - stworzenie spójnej, wiarygodnej dla samej zainteresowanej czy samego zainteresowanego historii z nią albo nim w roli głównej, czyli po prostu stworzenie osobistego mitu - działa leczniczo. Prawdopodobnie dlatego ludzkość zajmuje się tworzeniem takich mitów niemal od początku swoich dziejów.

***

Jedną z najczęstszych charakterystyk współczesności jest wskazanie, że organizujące nam niegdyś wizję świata tak zwane wielkie narracje nieodwołalnie się rozpadły. Co się na nie składało? Religia, opowieści filozofów próbujących zamknąć w efektownych myślowych konstrukcjach całość możliwego ludzkiego doświadczenia, zhierarchizowana i przejrzysta społeczna struktura, jasno rozdane życiowe i zawodowe role, jednym słowem: powszechne przekonanie, że znajdujemy się w świecie, który rozumiemy, znamy, i że nasz w nim tymczasowy pobyt również jest dla nas względnie przejrzysty. Przy czym ten rodzaj wszechobejmującej opowieści - o naturze rzeczywistości oraz naturze i powinnościach istoty ludzkiej - dostawaliśmy ongiś niejako w pakiecie, od ludzi, którzy sprowadzali nas na ten padół, w każdym razie od tych, którzy byli tutaj przed nami. Oczywiście, nie dla wszystkich z tej opowieści wynikały rzeczy korzystne, dla wielu przewidywała ona los marny, podrzędny i pozbawiony jakichkolwiek zachęcających horyzontów. Niemniej - każdy plus minus wiedział, gdzie jest jego miejsce i co go w związku z tym najprawdopodobniej w życiu spotka.

***

Tego rodzaju spoista wizja zaczęła się jednak rozchodzić w szwach w okolicach XVIII wieku - choć naturalnie dałoby się momenty inicjalne tego procesu umiejscowić jeszcze wcześniej. Tak czy inaczej - wskutek głębokiego przeobrażenia porządku społecznego, którego zasadniczym akordem była rewolucja francuska, a także wskutek rozwoju nauki istotnie osłabiającej uroszczenia instytucji religijnych, żyjemy dziś w świecie, który kompletnie nie przypomina tamtego, opisywanego za pomocą wielkich narracji.

Nasz świat - a to się pogłębiło zwłaszcza w ostatnich dekadach - jest chaotyczny, fragmentaryczny, niemożliwy do pochwycenia żadną jedną perspektywą, żadną jedną opowieścią.

Biologia - od Karola Darwina poczynając - rozmontowała ludzkie przekonanie o wyjątkowości homo sapiens na tle innych mieszkańców świata przyrody. Nowoczesna psychologia i filozofia rozmontowały przekonanie, że nasza świadomość - czy też nasza dusza - to instancja racjonalna i zrozumiała sama dla siebie. Historia - zwłaszcza historia XX wieku - rozmontowała przekonanie, że jesteśmy istotami szlachetnymi i dobrymi. Teoria względności i fizyka kwantowa rozmontowały przekonanie o stabilnym i przewidywalnym świecie. Zmiany ekonomiczno-polityczne, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, rozmontowały przekonanie o wzroście jako o parametrze oczywistym i gwarantowanym, a także o tym, że każdy ma równe szanse na sukces, a kolejne pokolenia będą żyły w świecie lepszym niż poprzednie. Wreszcie - kryzys klimatyczny rozmontował przekonanie, że w ogóle jest przed nami jakaś przyszłość.

***

Ponieważ temu ogólnemu demontażowi nie towarzyszyła żadna próba wytworzenia jakiejś powszechnej opowieści - choćby o solidarności żywych istot, o specyficznej wspólnocie wobec przemijania i śmierci, o bezradności i o współczuciu jako wyznacznikach człowieczeństwa, czy w ogóle: o człowieczeństwie i jego parametrach - a nawet jeśli jakaś się pojawiała, to prędzej czy później i tak upadała pod naporem różnych brutalnych konieczności ekonomiczno-rynkowych; ponieważ więc stało się to wszystko, trudno się dziwić, że narracje spiskowe i rozmaite negacjonizmy zyskują dzisiaj tak gigantyczną popularność.

W istocie spełniają one bowiem dokładnie tę funkcję: przywracają dawną, spójną i harmonijną wizję rzeczywistości. Niech nas nie zwiodą dominujące z pozoru w tej wizji złowrogie siły, tajne loże, krwiożercze knowania - pod spodem ukrywa się krajobraz spokojny, poukładany i sielski. Po prostu - taki byłby świat, to znaczy taki jest z natury, gdyby nie działania tych wszystkich przerażających złoczyńców.

***

Teorie spiskowe to zatem wielkie narracje XXI wieku. To quasireligijne, quasimetafizyczne, porażające niekiedy swoim rozmachem mitologie, które próbują tego, czego od zarania dziejów mitologie próbowały - okiełznać niewiadome, odpowiedzieć na najbardziej palące filozoficzne pytania: skąd zło, skąd cierpienie, jaki to wszystko ma sens?

Oczywiście, w tym fragmentarycznym, nieprzyjaznym i nieprzewidywalnym świecie, w którym żyjemy - świecie radykalnych nierówności w dostępie do poszczególnych dóbr i radykalnej równości jeśli chodzi o pragnienia - być może jedynym narzędziem uspójniania jest sięgnięcie po opowieść negatywną. Opowieść o powszechnym oszustwie, o tym, że nic nie jest takie, jak się nam to przedstawia, że wszyscy nieustannie próbują nas nabrać, otruć i wpędzić w najgorsze tragedie. Po to tylko, żeby usłużnie - za odpowiednią opłatą - zaoferować lekarstwo na uprzednio przez siebie wywołane choroby. Być może dzisiejsza rzeczywistość uzyskuje jakiekolwiek pozory spójności dopiero wtedy, kiedy wprowadzimy na arenę wszystkie te niewidzialne agendy, które za wszelką cenę próbują ludzkość pognębić i zniszczyć.

Uznać, że ludzkość sama to sobie robi, albo że jest to wynik szeregu na poły intencjonalnych, a na poły przypadkowych procesów - to zgodzić się na chaos.

A chaos jest właśnie tym, czego boimy się najbardziej.

Z drugiej strony - czy to wszystko nie sprawia zarazem wrażenia doskonałej metafory współczesnego krajobrazu ekonomiczno-kulturowego? Czy nie mamy wielu powodów, żeby czuć się właśnie tak: jak jednostki uwięzione w świecie zaprojektowanym przez kogoś innego, bynajmniej nie żywiącego względem nas żadnych pozytywnych zamiarów?

Rzecz jasna, okoliczność, że nasze emocje są szczere i uzasadnione, nie sprawia, że opowieści o fikcyjnym charakterze pandemii, niebezpieczeństwach szczepień oraz zakonie Iluminatów, który zawiaduje światową polityką, stają się choćby odrobinę bardziej prawdziwe. Wskazuje jedynie, że potrzebna jest jakaś inna opowieść, jakiś mit, w którym maksymalnie wielu z nas mogłoby się odnaleźć, na nowo poczuć kimś ważnym i potrzebnym, kimś wartościowym i szanowanym.

Kiedy tego rodzaju mitu brakuje - a brakuje go w naszym świecie od dawna i dramatycznie - w pierwszej kolejności na scenę wkraczają uwodzicielskie legendy o tajnych lożach, światowych spiskach i dosłownie, a nie metaforycznie, krwiożerczych elitach.

A zaraz potem zaczyna się przemoc.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM