Tomasz Stawiszyński: Czy za tym tekstem stoją reptilianie?

Kiedy przed tygodniem pisałem tutaj o totalitarnej naturze myślenia spiskowego, wiele się jeszcze nie wydarzyło.
Zobacz wideo

Słynny propagator teorii spiskowych David Icke, główny bohater tamtego tekstu, wciąż cieszył się niezakłóconym dostępem do Facebooka – jego konto usunięto dopiero 1 maja. A Mike Pompeo, sekretarz stanu USA, nie wypowiedział słów, które padły przedwczoraj: że mianowicie koronawirus powstał w tajnym laboratorium w Wuhanie.

Nie padły też jeszcze wówczas zarzuty, które pojawiły się w komentarzach i dyskusjach na portalach społecznościowych niedługo po publikacji mojego tekstu. Trochę ich było, ale najważniejszy i najistotniejszy brzmiał tak: jak można krytykować myślenie spiskowe, a nawet posądzać je o skłonności totalitarne, skoro spiski się przecież zdarzają? Czy zatem autor sam jest wspólnikiem w jakiejś konspiracji, a pisząc takie rzeczy realizuje po prostu zadanie wytwarzania zasłony dymnej?  Czy też może cechuje go po prostu monstrualna wprost naiwność i na świat patrzy oczami dziecka nieświadomego jak się sprawy dorosłych faktycznie mają?

A może wytłumaczenie jest jeszcze inne?

***

Odróżnijmy najpierw dwie kwestie.

Czym innym jest myślenie spiskowe, a czym innym hipoteza, że za jakimiś wydarzeniami stoją niejawne siły: działające w ukryciu jednostki albo organizacje, które świadomie zacierają ślady swojej działalności.

Hipoteza może być prawdziwa albo nieprawdziwa. I wiadomo z grubsza, co trzeba zrobić, żeby to ustalić. Wiadomo zatem, jakie warunki należy spełnić – jakie zastosować procedury badawcze, jaki materiał dowodowy zgromadzić i o jakiej mocy – żeby dało się orzec jej prawdziwość lub fałsz. Bądź też – to trzecia możliwość – uznać, że nie możemy tego stwierdzić. Albo dlatego, że nie dysponujemy na aktualnym etapie wystarczającymi informacjami, albo dlatego, że z jakiegoś powodu tej akurat hipotezy nigdy nie da się ze stuprocentową pewnością udowodnić.

Myślenie spiskowe natomiast to pewnego rodzaju obraz świata czy raczej maszyna produkująca przekonania – nie zaś takie czy inne przekonanie. Metoda osiągania twierdzeń – nie zaś takie czy inne twierdzenie. Jak najkrócej ją zdefiniować? Każda metoda opiera się na pewnych założeniach. Najważniejsze – i główne – są w tym przypadku trzy.

Po pierwsze, nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Po drugie, wszystko jest logiczne, intencjonalne i połączone.

Po trzecie – pierwsze i drugie założenie są zawsze prawdziwe, a jeśli w jakimś konkretnym przypadku wydaje się, że nie są, to właśnie tym bardziej są.

Te trzy elementy dają w złożeniu pewną perspektywę, z której postrzega się rzeczywistość, i z której spogląda się na wszystko, co się wydarza. Jak nietrudno zauważyć, procedura ustalania prawdziwości bądź fałszywości danej hipotezy – o której mowa była wyżej – jest w ramach myślenia spiskowego niemożliwa do zastosowania.

Dlaczego? Weźmy przykład. Wspomniany David Icke twierdzi od lat, że światem rządzi wąska elita złożona ze zmiennokształtnych jaszczurów przybyłych przed tysiącami lat z odległej konstelacji Draco. Z pozoru jest to teza, której rzetelność da się ustalić. Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Wydawałoby się: nic prostszego niż jakiegoś reptilianina zdemaskować, najlepiej w momencie, kiedy przybierze swoją naturalną postać. I nie trzeba tutaj jakichś specjalnych laboratoriów. W epoce powszechnego dostępu do smartfonów wyposażonych w świetne kamery – wystarczyłoby nawet kilka zwykłych nagrań i już bylibyśmy bliżej prawdy o wielkiej jaszczurczej mistyfikacji. A gdyby się to nie udało, gdyby okazało się, że mimo wszelkich wysiłków próby pochwycenia reptilian skończyły się fiaskiem – wówczas powinniśmy uznać, że teoria o istnieniu zmiennokształtnych jaszczurów jest co najwyżej osobliwą miejską legendą i przestać zawracać nią sobie głowę, nieprawdaż? Tak w każdym razie pozyskuje się adekwatne przekonania o świecie, a porzuca nieadekwatne.  

***

Jednak w maszynie myślenia spiskowego ta hipoteza – i każda inna hipoteza również – staje się niemożliwym do obalenia dogmatem, przypominającym wypełnioną powietrzem piłeczkę, która niezależnie od tego jak głęboko się znajdzie pod wodą i tak zawsze wyskoczy na powierzchnię.

Zobaczcie sami.

Nic nie jest takie, jak się wydaje, zatem okoliczność, że nikt nigdy zmiennokształtnego jaszczura nie widział – a w każdym razie nikt nigdy nie zarejestrował przy pomocy żadnego urządzenia jak jaszczur traci swoją ludzką powłokę dłużej niż na sekundę – nie oznacza, że jaszczury nie istnieją.

 

Oznacza to tylko – wszak wszystko jest logiczne, intencjonalne i połączone – że technologia kamuflażu, którą stosują, jest tak zaawansowana, że nigdy nie traci spoistości. A także, że środowiska jaszczurów przez całą historię ludzkości stosowały wysoce skuteczne metody zacierania wszelkich śladów zarówno własnej działalności, jak i własnego istnienia. I właśnie dlatego całkowity brak bezpośrednich dowodów na ich egzystencję oraz podłe machinacje – w myśl reguły, że im bardziej tego nie ma, tym bardziej to właśnie jest – staje się w ramach myślenia spiskowego najpoważniejszym argumentem za poparciem tezy o ich egzystencji i podłych machinacjach.

Prześledźmy teraz działanie mechanizmu spiskowego na przykładzie tezy, że Chińczycy wyprodukowali koronawirusa w laboratorium. Odkąd wybuchła pandemia, informacje, że takie właśnie jest pochodzenie tego nieszczęsnego mikroorganizmu, rozchodziły się po sieci z gigantyczną prędkością. Jest to, znowu, zdanie w każdym razie możliwe do potwierdzenia albo zanegowania. Wirusolodzy dysponują narzędziami pozwalającymi ustalić – jak to w nauce, z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem – czy faktycznie mamy tu do czynienia z ludzką kreacją, czy też z rezultatem ślepych mechanizmów ewolucyjnych.

Kiedy jednak ta hipoteza zostanie zassana do maszyny myślenia spiskowego – szanse na jakiekolwiek rzetelne jej rozpatrzenia momentalnie redukują się do zera.

Nic nie jest takie, jak się wydaje, a zatem nawet wirus mający cechy w pełni naturalne może być w istocie produktem działalności jakichś naukowców niebywale sprytnych i dysponujących supernowoczesnym arsenałem technologicznym

Wszystko jest logiczne i intencjonalne, więc pandemia o takich rozmiarach i efektach nie mogła wziąć się ot tak, po prostu, znikąd. Z całą pewnością stoją więc za tym jakieś wojskowe laboratoria, grupy interesów, mafijne albo masońskie loże, albo nawet Bill Gates. Nic wszak nie dzieje się przypadkiem.

A że wirus nie nosi znamion artefaktu wytworzonego ludzką ręką? Że nie ma żadnego tropu prowadzącego do wojskowego laboratorium? Że nie sposób złapać za rękę grupy interesów, masońskiej loży, ani nawet Billa Gatesa? Że nie da rady złapać za odnóże żadnego reptilianina? Cóż, okoliczność, że brakuje dowodów, i że się nie da tego zrobić, najbardziej dobitnie pokazuje, że tym bardziej jeszcze owi "szatani są tutaj czynni". Celowo bowiem tak sprytnie zaprojektowali wirusa, żeby wyglądał na nieodrodne dziecko matki natury. Celowo zatarli skomplikowane trajektorie operacji finansowych, żeby nie można było – podążając za pieniądzem – dotrzeć poza ich fasadowe organizacje. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

***

Tak właśnie działa myślenie spiskowe.

Wyjściowa teza jest zawsze i pod każdym względem prawdziwa. Nic nie jest w stanie jej podważyć. Nic nie może stanąć jej na przeszkodzie. Zakres oddziaływania myślenia spiskowego jest wszechobejmujący. W precyzyjnie zaplecionej spiskowej siatce każdy fakt ma swoje miejsce. Myślący spiskowo widzi ją całą na wskroś – nie ma ona przed nim żadnych tajemnic. Katastrofy naturalne? Wypadki? Choroby? Kryzysy ekonomiczne? Zabójstwa? Śmierci? Za tym wszystkim ktoś stoi, tym wszystkim ktoś steruje, to wszystko jest ledwie wierzchołkiem jakiejś niewidocznej dla zwykłych śmiertelników, ale w pełni transparentnej dla myślącego spiskowo góry lodowej. Wprawdzie nie dysponuje on żadną wiedzą bezpośrednią, żadną empiryczną rękojmią prawdziwości wypowiadanych przez siebie zdań – ale za to ma do dyspozycji te niezawodne narzędzia spekulacyjne. Prowadzą go one po okręgu, od tezy wyjściowej: „stoi za tym X” wprost do tezy końcowej: „stoi za tym X”. A ta droga jest płynna i pozbawiona wszelkich kolein oraz postojów czy zakrętów.

Dzięki temu, myślący spiskowo już wie, zanim się jeszcze dowiedział. To znaczy zanim przeprowadził określoną sekwencję intelektualnych i praktycznych działań prowadzących od przypuszczenia do potwierdzenia, od hipotezy do zdania uzasadnionego, od fantazji do rzeczywistości.

***

Jak wiadomo, zepsuty zegar dwa razy na dobę wskazuje dobrą godzinę. Nie dlatego, że jest wiarygodnym źródłem informacji o aktualnych parametrach czasowych – w tym celu powinien spełnić określone wymagania: chodzić, cechować się określoną precyzją, słowem, działać wedle takich to a takich reguł – ale dlatego, że dwa razy na dobę następuje koincydencja pomiędzy nieruchomymi wskazówkami na cyferblacie a stanem czasoprzestrzeni.

I podobnie rzecz się ma z myśleniem spiskowym i rzeczywistością.

Ta specyficzna maszyna do produkcji przekonań – której charakterystykę powyżej nakreśliłem – na zasadzie czysto przypadkowej koincydencji produkuje od czasu do czasu przekonania pokrywające się z rzeczywistością.

Po prostu – spiski czasami faktycznie się zdarzają. Za niektórymi wydarzeniami, tak bywa, istotnie stoi czasem ktoś inny niż się wydaje. Jakieś grupy interesów działają tu i ówdzie na swoją rzecz. Laboratoria wojskowe funkcjonują poza głównym obiegiem naukowym, a o realnych eksperymentach, które się tam prowadzi, wnioskować możemy co najwyżej z prozy Johna Le Carre czy Roberta Littella. Polityka bywa fasadą dla działania tajnych służb, organizacji lobbystycznych, wielkiego biznesu i międzynarodowego kapitału. Ideologia dyktująca nam styl życia, wyobrażenia tego, co zdrowe, dobre, pożądane, piękne albo modne – kształtowana bywa przez grupy interesów, które czerpią z tego różnorakie zyski. Słowem, realny obraz świata często zasadniczo różni się od dominującej o nim opowieści. Różni się od tego, w co się nam każe albo sugeruje wierzyć. Nikt myślący w sposób elementarnie racjonalny nie będzie tego truizmu kwestionował.

Powyższe okoliczności sprawiają, że jeśli ktoś wystarczająco długo będzie uporczywie lansował przekonanie, że za wszystkim ktoś stoi – zdarzy się w końcu, że wypowie zdanie prawdziwe. Dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej znieruchomiały zegar dwa razy na dobę wskazuje poprawną godzinę.

Nie oznacza to jednak wcale, że myślenie spiskowe jest skutecznym i wartościowym sposobem pozyskiwania adekwatnego obrazu świata. Znaczy to jedynie, że pomiędzy nieuzasadnionymi, odpornymi na weryfikację i pozbawionymi poznawczej treści zdaniami produkowanymi przez myślenie spiskowe a rzeczywistością zachodzi niekiedy przypadkowa koincydencja. Dlatego właśnie, jeśli pragniemy budować obraz świata rzetelny i maksymalnie adekwatny, od myślenia spiskowego powinniśmy się trzymać jak najdalej.

A czy powyższy wywód powstał tak naprawdę z inicjatywy i na zamówienie ośrodków reptiliańskich, i stanowić ma osłonę, za którą odbywać się nadal będą złowrogie jaszczurcze harce – to już pozostawię waszej osobistej ocenie.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Tomasz Stawiszyński: Czy za tym tekstem stoją reptilianie?
Zaloguj się
  • szpung

    Oceniono 3 razy 1

    Tia Gownin nie spiskuje przeciw polskim srodowiskom patriotycznym i konstytucji, po prostu to kolejna przypadkowa wizyta grupy tragarzy. Uzycie przykladu reptalian ujawnia jedynie prymitywne metody autora i nic poza tym, mogl jeszcze uzyc plaskoziemcow lub wyznawcow ladajacego durszlaka. Mozna oczywiscie uznawac aresztowanie Prtof. Charlesa Libery za przypadek, mozna uznac rowniez dziwne przemowienie sprzed roku.innego profesora wspolpracujacego z Wuhan o sensowbnosci zakupu akcji firm farmaceutycznych za przypadek, wszystko mozna uznac za przypadek.

  • bzbz666

    Oceniono 2 razy -2

    Używając określenia "teorie" spiskowe - niechcący nobilituje się wyznawców tych bredni. Słowo "teoria" używane w nauce, technice, filozofii, może sugerować jakieś spójne, przemyślane przekonania. Nawet określenie "myślenie" spiskowe niezasłużenie nobilituje te brednie, bo u większości ich wyznawców wiara jest zaprzeczeniem myślenia, rezygnacją z myślenia - dokładnie tak samo jak w wierzeniach religijnych. Tak samo kiedy pan pisze o "hipotezach", to tak jakby pan sugerował, że szeregowi wyznawcy tych guseł przeprowadzają jakieś rozumowanie.

    Pomijając cynicznych kłamców (jak Alex Jones) czy klinicznych wariatów (jak osławiony magister Kękuś, straszący w polskojęzycznym internecie), przeogromna większość szeregowych wyznawców spiskowych bredni - to są (jak pisał Carl Sagan) ludzie spragnieni cudowności, ale niedouczeni, albo zbyt leniwi, by się dokształcić.

    Szukają oni cudowności w formie najłatwiejszej do strawienia, gotowej, papki przeżutej już przez kogoś innego - tak, żeby nie musieli myśleć, a już broń boże nie musieli czytać - bo czytanie jest nudne. Dlatego właśnie internet stał się taką makabryczną wylęgarnią bredni, bo umożliwił podawanie tych bredni milionom leniwych prostaczków w najłatwiejszej do strawienia formie: ruchomych, kolorowych obrazków.

    Najpopularniejsze spiskowe brednie to nie są żadne "teorie", tylko BAŚNIE. Krwawe, pełne grozy baśnie - takie same, jak w średniowieczu, jak u braci Grimm: koniecznie z potworami (jaszczury, kosmici...), złą królową (Hillary Clinton), potężnymi złymi duchami (Żydy, iluminaty, bankiery...), niewinnymi ofiarami (Lech Kaczyński), dzielnymi rycerzami (Jarosław Kaczyński, Międlar, Michalkiewicz...) i nawiedzonymi świętymi (Kękuś, Macierewicz...).

    Te baśnie wciągają nie dlatego, żeby odpowiadały jakimś "teoriom". Są głupkowate, niepójne, wewnętrznie sprzeczne - ale są emocjonujące, malownicze - czyli są rozrywką w szarym, nudnym życiu telewizyjnego prostaczka-analfabety. Rozrywką płytką, durną, prymitywną - jak disco polo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX