Czarnek chce karać uczelnie za godziny rektorskie. Ministrowi nie spodobało się, że studenci mogli brać udział w protestach

Minister Przemysław Czarnek stwierdził, że niektóre uczelnie "zachęcały do wychodzenia na wielkie manifestacje w szczycie pandemii". I teraz mogą ponieść konsekwencje. Chodzi o uczelnie, które na czas protestów ogłosiły godziny rektorskie. - Rektor podjął taką decyzją, żeby wyciszyć sytuację - wyjaśnia nam rzeczniczka Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zobacz wideo

Uniwersytet Wrocławski jest jedną z uczelni, która ogłosiła godziny rektorskie, gdy trwały protesty przeciwko wyrokowi TK. - Każdy z nas żyje według wartości. Każdy z nas ma obowiązek ich bronić, także protestować, gdy są one jego zdaniem zagrożone, a jego prawa mu odbierane - stwierdził rektor prof. Przemysław Wiszewski. Podobnie postąpiła Politechnika Wrocławska i Uniwersytet Gdański.

Nowy minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zapowiedział, że uczelnie, które podjęły takie decyzje, muszą liczyć się z konsekwencjami.

- Ogłosiliśmy dzień rektorski, ponieważ docierały do nas głosy, że uczniowie zamierzają masowo nie przychodzić na zajęcia. Wiedzieliśmy też, że niektórzy wykładowcy zwalniają studentów z zajęć, inni nie zwalniają, co prowadziło do dość nieprzyjemnych przepychanek. Rektor podjął taką decyzję, żeby wyciszyć sytuację - wyjaśnia w rozmowie z TOK FM rzeczniczka Uniwersytetu Wrocławskiego Katarzyna Uczkiewicz. 

Podkreśla także, że intencją rektora było to, aby każdy student miał swobodę wyboru. Albo na protest pójdzie, albo nie pójdzie. Nikt nie był przymuszany do tego, żeby protestować. -  Rektor podjął taką decyzją, żeby wyciszyć sytuację - stwierdza Uczkiewicz. - Każdy student mógł swobodnie podjąć decyzję, bez presji grupy - dodaje. 

Uczelnia poszła jednak o krok dalej i udostępniła pomoc prawną tym, którzy mogliby zostać podczas protestów zatrzymani. - To jest poradnik, z którego korzystać mogą wszyscy studenci, niezależnie po której stronie konfliktu są - wyjaśnia nam rzecznik. Jak dodaje, dla większości studentów to mogą być pierwsze protesty, w których czynnie biorą udział, dlatego mogą nie wiedzieć, jak zachować się w przypadku zatrzymania czy nawet zarzucenia przestępstwa. 

Minister Czarnek chce wyciągać konsekwencje. "Diabeł tkwi w szczegółach"

Minister Przemysław Czarnek zapowiedział, podczas rozmowy w TVP Info, że będzie podejmował "odpowiednie decyzje, które leżą w kompetencji ministra nauki. Resort ma teraz "wszystko analizować" i w najbliższym czasie ogłosić swoją decyzję. Minister podkreślił, że prawo daje uczelniom sporą autonomię, jednak jego zdaniem "tam, gdzie dochodzi do bezpośredniego łamania prawa i łamanie prawa jest absolutnie jednoznaczne" możliwości administracyjne są "daleko idące". 

- Proszę nie zapominać, że minister edukacji i nauki ma kompetencje do rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania, na granty - ostrzegał Czarnek. Jak dodał, takie wnioski "leżą w ministerstwie" i resort "będzie brał pod wagę to, co dzieje się na uczelniach, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia nie tylko swoich studentów, ale również ich rodziny". Stwierdził też, że niektóre uczelnie "wręcz zachęcały do wychodzenia na wielkie manifestacje w szczycie pandemii koronawirusa. 

Rzecznik Uniwersytetu Wrocławskiego zauważa jednak, że to tylko wypowiedź ministra w telewizji, a nie konkretna decyzja. - Tak naprawdę nie wiemy, co za tym idzie, jak mogłoby to być realizowane - mówi nam Katarzyna Uczkiewicz. - Zazwyczaj w takich sytuacjach diabeł tkwi w szczegółach - dodaje. I zapowiada, że Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola jeszcze dzisiaj wygłosi w tej sprawie wspólne stanowisko. 

Zamieszanie na KUL. Studentki alarmują, że "zamyka im się usta"

Takiej swobody jak we Wrocławiu i Gdańsku nie dostali jednak studenci innych uczelni, choćby Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Kilka osób w oficjalnych i nieoficjalnych kanałach społecznościowych uczelni pytało, czy w ramach strajku kobiet mogą liczyć na wyrozumiałość i godziny rektorskie, by mogły wesprzeć protest. Jak mówiły w rozmowie z TOK FM, ich posty były usuwane. - To, co się ostatnio dzieje na uniwersytecie woła o pomstę do nieba. Naprawdę. Skrajne upolitycznienie - mówiła jedna ze studentek. 

DOSTĘP PREMIUM