17-latka brała udział w protestach Strajku Kobiet. Policja założyła jej "sprawę o demoralizację" i wzywa na przesłuchanie

17-letnia Olga, maturzystka z warszawskiego liceum, brała udział w kilku ulicznych protestach w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, m.in. w listopadzie - razem z innymi protestującymi - blokowała przejazd furgonetki jednej z wizerunkami płodów.
Zobacz wideo

Olga opowiada, że gdy na miejscu pojawiła się policja, wszyscy protestujący zostali szczelnie otoczeni. - Nikt nie mógł wyjść czy przejść. Wypuszczali nas dopiero po wylegitymowaniu i spisaniu - mówi nasza rozmówczyni. Dodaje, że jednocześnie policja nie reagowała na zaczepki innych osób, które wykrzykiwały w kierunku osób "zatrzymanych" - w tym Olgi - agresywne hasła. Jak mówi, blokada furgonetki była jedną z form protestu - miało to miejsce mniej więcej wtedy, gdy odbywały się też protesty przed sądem w obronie innych zatrzymanych osób. Była to jedna z furgonetek z wizerunkami płodów. 

Gdy Piotr Janczarek, tata Olgi odebrał list polecony z policji i przeczytał, że jego córka jest wezwana na przesłuchanie w sprawie... o demoralizację, jednocześnie mocno go to rozbawiło, ale i zdenerwowało. - Wiedzieliśmy, że wezwanie będzie, bo Olga była legitymowana. Ale, że ktoś wymyśli demoralizację? Tego się nie spodziewaliśmy - mówi tata dziewczyny. Dodaje, że razem z żoną są dumni z córki, z jej poczucia obywatelskości i zaangażowania w walkę o prawa kobiet. - Też braliśmy udział w tych protestach. Absolutnie nie uważam, by można było mówić o demoralizacji - mówi pan Piotr. I dodaje, że z córką nigdy - ani w szkole, ani w domu - nie miał żadnych problemów.

- Głupota dotrzymuje kroku łajdactwu - napisał na swoim profilu na Facebooku Piotr Janczarek, zamieszczając zdjęcie wezwania na Komendę Policji przy ul. Żytniej w Warszawie. - Pewnie chodzi o demoralizację policji - napisała w komentarzach jedna z internautek. - Dla mnie to jest jednak dość zabawne, ponieważ nie uważam, że jestem zdemoralizowana - tłumaczy 17-latka.

Ani Olga, ani jej rodzice nie mają obaw w związku z wezwaniem na policję. Jak słyszymy, wierzą w niezależne, niezawisłe sądy, do których zapewne ta sprawa trafi. - Niczego dobrego nigdy się nie spodziewałem po obecnych rządach, ale to już przerosło moją wyobraźnię. To, że można ścigać 17-latków za udział w proteście, że wysyła się do nich wezwania czy zabiera z domu, straszy odpowiedzialnością karną, choć przecież nic złego nie zrobili, to jest niepojęte - mówi Piotr Janczarek. - To działania z innej epoki. Jak przeczytałem, że córka ma mieć sprawę o demoralizację, przyszedł mi do głowy rok 1968 i ówczesny język. Taki reżimowy język - dodaje nasz rozmówca. W czwartek stawi się razem z niepełnoletnią córką na komisariacie przy Żytniej.

W sprawie Olgi wysłaliśmy pytania do rzecznika Komendy Stołecznej Policji. Czekamy na odpowiedź. 

Niedawno głośno było o innej, podobnej sprawie 14-latka z Krapkowic, który w internecie zamieścił post o proteście w ramach Strajku Kobiet. Do jego domu zapukała policja. Chłopak relacjonował później, że policjanci kilkakrotnie powtarzali jego mamie, że za współorganizację takich wydarzeń, może grozić mi 8 lat więzienia. Policja skierowała sprawę do sądu - sąd odmówił jej rozpatrzenia. 

DOSTĘP PREMIUM