,
Obserwuj
Polska

Gej ma udowodnić przed sądem, że jest gejem? Kuriozalne uzasadnienie wyroku ws. Kai Godek

2 min. czytania
26.01.2021 16:56
Szesnaście osób pozwało Kaję Godek o naruszenie dóbr osobistych za jej słowa w mediach dotyczące LGBT. Warszawski Sąd Okręgowy w połowie stycznia uznał, że aktywistka anti-choice przekroczyła granice swobody wypowiedzi, ale jednocześnie stwierdził, że do naruszenia dóbr osobistych nie doszło. Teraz powodowie dostali pisemne uzasadnienie decyzji. I... oniemieli.

Pozew złożyła grupa 16 osób LGBT, a wśród nich m.in. prawnicy i pracownicy naukowi. Uznali, że ich dobra naruszyła wypowiedź Kai Godek w telewizji, która była komentarzem do wyników referendum w Irlandii w kwestii liberalizacji prawa do aborcji. Chodziło o słowa: „Irlandia nie może być określana jako kraj katolicki. Tam premierem jest zadeklarowany gej, który obnosi się ze swoją dziwną orientacją. Swoje zboczenie publicznie ludziom…”.

Sąd I instancji oddalił powództwo, ale najbardziej zaskakujące jest pisemne uzasadnienie, które właśnie dotarło do powodów. Z uzasadnienia wynika m.in., że... osoby te nie udowodniły przed sądem, że mają taką, a nie inną orientację seksualną. Bo - zdaniem sądu - sama deklaracja to za mało. "Niewątpliwie inkryminowane wypowiedzi pozwanej odnosiły się do osób o orientacji homoseksualnej. Niemniej jednak, w ocenie Sądu żaden z powodów nie wykazał skutecznie faktu przynależności do tej grupy (...)" - napisał sąd.

"W ocenie Sądu, fakt przynależności każdego z powodów do grupy osób o orientacji homoseksualnej (czy biseksualnej) winien zostać przez nich wykazany za pomocą dowodu w postaci opinii biegłego sądowego seksuologa lub przynajmniej za pomocą dowodu z zaświadczenia lekarza seksuologa, potwierdzających orientację seksualną każdego z powodów" - czytamy w uzasadnieniu.

Sąd przyjął, że "żaden z powodów formalnie nie wykazał przynależności do zbiorowości osób o orientacji homoseksualnej", bo nie wykazano w tym kierunku "należytej inicjatywy dowodowej".

"Potrzebne zaświadczenie o orientacji?"

Prof. Jakub Urbanik, który był jedną z szesnastu osób, które pozwały Kaję Godek, napisał na swoim profilu na Facebooku, że wychodzi na to, że... "naszą orientację i inne cechy wykazywać należy za pomocą URZĘDOWEGO ZAŚWIADCZENIA" (pisownia oryginalna - przyp.red.).

Do sprawy odniosła się też inna z uczestniczek procesu, mecenas Emilia Barabasz. "Sąd uważa, że do stwierdzenia, iż jestem lesbijką, potrzebne są wiadomości specjalne (opinia biegłego). Jednocześnie pomija dowód w postaci mojego w tym przedmiocie oświadczenia. Jak rozumiem, uznaje moje oświadczenie w tym zakresie za gołosłowne" - napisała na Twitterze.

Sprawa będzie mieć swój ciąg dalszy, bo osoby, które złożyły pozew w tej sprawie, zapowiadają apelację.

Posłuchaj podcastu!