Gej ma udowodnić przed sądem, że jest gejem? Kuriozalne uzasadnienie wyroku ws. Kai Godek

Szesnaście osób pozwało Kaję Godek o naruszenie dóbr osobistych za jej słowa w mediach dotyczące LGBT. Warszawski Sąd Okręgowy w połowie stycznia uznał, że aktywistka anti-choice przekroczyła granice swobody wypowiedzi, ale jednocześnie stwierdził, że do naruszenia dóbr osobistych nie doszło. Teraz powodowie dostali pisemne uzasadnienie decyzji. I... oniemieli.
Zobacz wideo

Pozew złożyła grupa 16 osób LGBT, a wśród nich m.in. prawnicy i pracownicy naukowi. Uznali, że ich dobra naruszyła wypowiedź Kai Godek w telewizji, która była komentarzem do wyników referendum w Irlandii w kwestii liberalizacji prawa do aborcji. Chodziło o słowa: „Irlandia nie może być określana jako kraj katolicki. Tam premierem jest zadeklarowany gej, który obnosi się ze swoją dziwną orientacją. Swoje zboczenie publicznie ludziom…”. 

Sąd I instancji oddalił powództwo, ale najbardziej zaskakujące jest pisemne uzasadnienie, które właśnie dotarło do powodów. Z uzasadnienia wynika m.in., że... osoby te nie udowodniły przed sądem, że mają taką, a nie inną orientację seksualną. Bo - zdaniem sądu - sama deklaracja to za mało. "Niewątpliwie inkryminowane wypowiedzi pozwanej odnosiły się do osób o orientacji homoseksualnej. Niemniej jednak, w ocenie Sądu żaden z powodów nie wykazał skutecznie faktu przynależności do tej grupy (...)" - napisał sąd.  

"W ocenie Sądu, fakt przynależności każdego z powodów do grupy osób o orientacji homoseksualnej (czy biseksualnej) winien zostać przez nich wykazany za pomocą dowodu w postaci opinii biegłego sądowego seksuologa lub przynajmniej za pomocą dowodu z zaświadczenia lekarza seksuologa, potwierdzających orientację seksualną każdego z powodów" - czytamy w uzasadnieniu.

Sąd przyjął, że "żaden z powodów formalnie nie wykazał przynależności do zbiorowości osób o orientacji homoseksualnej", bo nie wykazano w tym kierunku "należytej inicjatywy dowodowej".

"Potrzebne zaświadczenie o orientacji?"

Prof. Jakub Urbanik, który był jedną z szesnastu osób, które pozwały Kaję Godek, napisał na swoim profilu na Facebooku, że wychodzi na to, że... "naszą orientację i inne cechy wykazywać należy za pomocą URZĘDOWEGO ZAŚWIADCZENIA" (pisownia oryginalna - przyp.red.).

Do sprawy odniosła się też inna z uczestniczek procesu, mecenas Emilia Barabasz. "Sąd uważa, że do stwierdzenia, iż jestem lesbijką, potrzebne są wiadomości specjalne (opinia biegłego). Jednocześnie pomija dowód w postaci mojego w tym przedmiocie oświadczenia. Jak rozumiem, uznaje moje oświadczenie w tym zakresie za gołosłowne" - napisała na Twitterze.

Sprawa będzie mieć swój ciąg dalszy, bo osoby, które złożyły pozew w tej sprawie, zapowiadają apelację.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM