"Bandytyzm prawny". Sędzia z mediów dowiedział się o ukaraniu przez Izbę Dycyplinarną

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego odsunęła właśnie od orzekania kolejnego sędziego. Maciejowi Ferkowi z Sądu Okręgowego w Krakowie obniżono również wynagrodzenie. Zrobili to członkowie Izby Dyscyplinarnej SN choć - zgodnie z orzeczeniem TSUE - izba ta w ogóle nie powinna działać. Co ciekawe, sędzia o sprawie dowiedział się... z mediów.
Zobacz wideo

- Ja w ogóle nie wiedziałem, że jakieś posiedzenie jest dzisiaj w mojej sprawie - mówi nam sędzia Maciej Ferek. Izba Dyscyplinarna SN zdecydowała, że posiedzenie odbędzie się bez udziału stron. Izba, która w świetle wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie jest sądem, zdecydowała, że odsuwa sędziego z Krakowa od obowiązków orzeczniczych i obniża mu wynagrodzenie.

- To jakiś absurd - ocenia sędzia. - Doświadczam bezprawia polegającego na tym, że coś dotyczącego mnie osobiście, bo mówimy o moim wynagrodzeniu, mojej pracy, dzieje się poza moimi plecami, bez mojej zgody. To już nawet nie jest bezprawie, to bandytyzm prawny - podkreśla prawnik.

I przypomina, że zgodnie z postanowieniem TSUE Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego od 14 lipca "nie ma prawa orzekać, bo nie jest sądem". - Jeżeli jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, to obowiązują nas standardy i orzecznictwo sądów, a przede wszystkim traktaty. Biorąc to wszystko pod uwagę, jak inaczej nazwać to co się wydarzyło w mojej sprawie, jak nie bandytyzmem prawnym? Nie da się - uważa sędzia.

Sędzia Maciej Ferek jako "Maciej F."

Sędzia Maciej Ferek z Sądu Okręgowego w Krakowie orzeka od blisko 20 lat. Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że za swoją działalność orzeczniczą będzie represjonowany. - Nie mam wątpliwości, że to, co mnie spotyka, ma wywołać efekt mrożący wśród innych sędziów - mówi nasz rozmówca.

Do dziś nie dostał na piśmie żadnych zarzutów dyscyplinarnych od rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów. Wie o nich tylko z komunikatu opublikowanego na stronie internetowej, w którym został określony jako "Maciej F.". Chodzi o zarzuty związane z wykonywaniem wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sędzia Ferek podważył legalność sędziów, wskazanych przez upolitycznioną neo-KRS i orzekł, że decyzje wydane z ich udziałem można uznać za wadliwe. Za to teraz ponosi konsekwencje.

Sędzia przyznał, że czuje się jakby żył w absurdalnej, oderwanej od życia rzeczywistości, jak Józef K., bohater powieści "Proces" Franza Kafki. - Na razie nie wiem co dalej. Muszę się nad tym zastanowić z moimi obrońcami - mówi sędzia Maciej Ferek. Jak dodaje, nie przestanie przychodzić do sądu tak jak do tej pory - jest w nim codziennie, mimo tego, że od kilku tygodni i tak już nie orzeka, bo prezes sądu podjęła decyzję o odsunięciu go od orzekania. Teraz decyzję podjęła Izba Dyscyplinarna.

DOSTĘP PREMIUM