advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Polacy coraz chętniej na siebie donoszą. Sąsiad na sąsiada i szwagier na szwagra. "Robię to bez wstydu"

9 min. czytania
07.08.2023 06:26
Ma dopiero 19 lat, ale - jak sama mówi - "donosi już na całego" na policję, straż miejską i do skarbówki. I to bez wstydu. - To pilnowanie sobie kraju. Lubię mówić o sobie "donosicielka" - podkreśla w tokfm.pl Anna Grabowska.
|
|
fot. Archiwum policji

Gdy Polak donosi, zazwyczaj robi to "uprzejmie". Od tego słowa często zaczyna bowiem wiadomość, którą śle do skarbówki czy ZUS-u. "Uprzejmie zawiadamiam, że pani [tu wymienione jest jej nazwisko - przyp. autora] doskonale bawi się z mężem na plaży w Dominikanie w czasie, gdy formalnie przebywa na chorobowym. Do zawiadomienia załączam zdjęcia i nagrania z jej profilu na Instagramie, a także jej dane adresowe" - napisano do jednego z małopolskich oddziałów ZUS.

"Uprzejme" są byłe żony, kiedy donoszą na eksów, że próbują wyłudzić 500 plus na dzieci, mimo że one już je pobierają. Koleżanka donosi na koleżankę, że stać ją na Thermomix, a przecież pobiera zasiłek. Z kolei szwagier donosi na szwagra, że zaniża dochody. A sąsiad donosi na sąsiada, bo ten w ogródku robi samowolę budowlaną.

Algorytm Google’a wychwytuje tę potrzebę Polaków bycia "uprzejmymi" i wychodzi im naprzeciw. Serwuje odpowiedzi na pytania w rodzaju: "Jak anonimowo zgłosić...". Instytucje państwa uruchamiają zaś kolejne kanały, za pomocą których można w łatwy sposób informować o naruszeniach prawa przez współobywateli. To np. formularz ZUS "Zgłoś nadużycie!", Krajowy Telefon Interwencyjny skarbówki i aplikacja e-paragon, w której można np. powiadomić o tym, że ktoś nie wydał nam rachunku.

Z roku na rok liczba takich zgłoszeń wzrasta. W 2021 roku ZUS dostał ich 742, w 2022 - 1378, a do końca maja 2023 - już 1052. Czyli jeśli porównamy pierwsze pięć miesięcy tego roku z analogicznym okresem zeszłego, zobaczymy wzrost liczby takich zgłoszeń o 130 proc.

Coraz chętniej Polacy donoszą też do skarbówki. W 2021 roku wpłynęło do niej ponad 10 tys. zgłoszeń, w 2022 - przeszło 12 tys., a w tym roku już 7 tys.

Polacy korzystają też z policyjnych adresów mailowych "Stop agresji drogowej", na które przesyłają filmiki dokumentujące wykroczenia kierowców. W 2021 roku zrobili tak nieco ponad 25 tys. razy, a w 2022 - już przeszło 28 tys.

Czy rosnące liczby zgłoszeń świadczą o tym, że coraz chętniej odnajdujemy się w roli donosicieli? A może raczej sygnalistów, którymi kieruje troska o wspólne dobro?

"Lubię mówić o sobie 'donosicielka'"

Anna Grabowska ma dopiero 19 lat, ale - jak sama mówi - "donosi już na całego". I to bez wstydu. W szkole od rówieśników słyszała, że jest "sześćdziesioną" (od art. 60 Kodeksu karnego o nadzwyczajnym złagodzeniu kary dla sprawcy przestępstwa, który doniósł na innego sprawcę). To nie powstrzymało jej przed opisaniem w gazetce szkolnej swojego "kablowania".

- Napisałam, że nie żyliśmy w komunie, więc nie powinniśmy dziedziczyć po starszych pokoleniach strachu przed donoszeniem. A właściwie przed sygnalizowaniem. Bo donosiciel chce komuś zaszkodzić, a sygnalista działa dla dobra wspólnego. Ale ja lubię mówić o sobie "donosicielka", żeby trochę prowokować i zwrócić uwagę na sprawę - tłumaczy tegoroczna maturzystka.

Z tekstu w gazetce jej rówieśnicy dowiedzieli się, że zimą dzwoni do straży miejskiej i informuje o "trucicielach" powietrza ze swojej okolicy. To właściciele domów, którzy palą w piecach czym popadnie. Anna informuje też służby o sąsiadach, którzy wywożą śmieci do lasu. - Gdy kiedyś jeden z nich zapytał wprost, czy na niego doniosłam, potwierdziłam. Trochę mnie zwyzywał, ale dziewczynie przecież nic więcej by nie zrobił. Wygrałam z nim, bo dostał karę i przestał syfić w lesie - opowiada.

Nie waha się też donosić policji na kierowców, którzy tak parkują samochody na chodnikach, że piesi nie mają jak przejść. A gdy fryzjer albo kierowca busa nie chce wydać jej paragonu, dziewczyna zgłasza to w apce e-Paragon. - Chodzi o takie sytuacje, gdy gość chce mieć kasę na czysto, bez płacenia podatków. Uważam to za słabe. Bo z podatków wybudowano drogi, po których jeździ i dzięki czemu zarabia. Już nie mówiąc o szkołach, w których uczą się jego dzieci, ani o reszcie usług publicznych, z których korzysta on i jego rodzina. Nie bierze pasażerów na gapę, to niech sam nie jeździ na krzywy ryj - podkreśla.

Nauczycielom nie spodobał się jej tekst. Katecheta przypomniał, że "donoszenie na bliźniego" to grzech. Wychowawczyni określiła je jako "nieładne", a babka od historii tłumaczyła Annie, czym kończyło się w PRL-u. - Mówiła, ile krzywdy wyrządzono w ten sposób ludziom. I że donosiciel zaraz był wciągany w rozgrywki reżimu przeciw obywatelom. Ja to wiem i rozumiem. Ale dziś jest inaczej, przynajmniej w takich sprawach, jak podatki, wykroczenia drogowe i ekologia. Dzwonienie na policję to nie jest kolaboracja z reżimem, tylko pilnowanie sobie kraju. Olewanie tego, jak ludzie robią syf wokół siebie, to dopiero PRL! Wtedy wszystko, co państwowe, było niczyje. A teraz wiemy, że to jest nasze i musimy o to zadbać - stwierdza.

Zaraz jednak zastrzega, że nie w pełni ufa swojemu państwu. Słyszała bowiem np. o pani Joannie z Krakowa, która miała zostać zgnębiona przez policję po tym, jak połknęła pigułkę poronną. - Nigdy bym nie doniosła w takiej sytuacji na kobietę. Po pierwsze: to jej wybór i tylko jej sprawa, a po drugie: w takich przypadkach zwyczajnie nie ufam policji. Uważam, że ona nie powinna się tak kompromitować. Bo zniechęca do siebie ludzi, a bez ich informacji sama niewiele zdziała - ocenia.

Jej mama przyznaje, że z początku bardzo bała się o Annę. Myślała, że córka dostanie łatkę "roszczeniowej" i będzie jej trudniej w życiu. - Ale też, że narazi się wszystkim. Łącznie z policją, która przecież dla Ani jest niemiła jak dla kogoś, kto dokłada jej pracy. Nie wspominała o tym? Nieraz słyszała od funkcjonariuszy, żeby lepiej wróciła do książek albo znalazła sobie chłopaka i jemu poświęcała czas. Lub: "A jesteś pewna, że gdybyśmy przyjrzeli się twojej rodzinie, to nic byśmy nie znaleźli?". To już brzmiało jak groźba. Tylko ta dziewczyna nic z gróźb sobie nie robi. Koniec końców wzięli się do roboty, bo musieli. Zresztą dzięki m.in. takim sygnalistom jak Ania wzrasta im wykrywalność przestępstw i puchną im statystyki, czym się chwalą - zauważa Agnieszka Grabowska i dodaje, że teraz jest dumna z córki.

Polak z urazem kręgosłupa relaksuje się na siłce

"Uprzejmie informuję o remoncie, jaki własnymi rękami wykonuje [tu pada nazwisko] przebywający na zwolnieniu lekarskim" - zaczyna swoje zawiadomienie do ZUS anonim.

To największa grupa zgłoszeń, jakie ZUS dostaje od "uprzejmych" obywateli. Padają w nich nazwiska osób, które poszły na zwolnienie, by zająć się np. malowaniem mieszkania lub pracami w ogrodzie. Albo wziąć "fuchę" u kuzyna i pojeździć trochę TIR-em. Kontrolerzy ZUS mają obowiązek sprawdzić każde takie zgłoszenie. Nie wszystkie jednak udaje im się potwierdzić - także dlatego, że czasem trudno przyłapać człowieka na gorącym uczynku. Jeśli ktoś bierze zwolnienie lekarskie na trzy dni, by wyremontować mieszkanie, a kontrola przychodzi dopiero czwartego, to prawdopodobnie mu się upiecze. Jeżeli jednak wpadnie, musi zwrócić pieniądze, które pobrał na chorobowym. A lekarz, który dał zdrowemu zwolnienie, może czasowo stracić uprawnienia do ich wystawiania.

W donosach do ZUS przewijają się także kursy tańca i wizyty w siłowniach. Bywa, że w ten sposób relaksują się Polacy, którzy dostali zwolnienie z powodu urazu kręgosłupa czy złamanej nogi. Niekiedy dowiadują się o tym pracodawcy i chętnie zgłaszają to ZUS-owi. Podwładni nie pozostają dłużni i informują służby państwa, że ich szefowie zatrudniają na czarno albo nie odprowadzają podatków.

Z kolei do urzędów skarbowych Polacy ślą informacje o niewydawaniu paragonów, nieujawnionych źródłach dochodu współobywateli i zaniżaniu przychodów przez firmy. Alarmują też o nieprawidłowościach w zatrudnianiu pracowników i oszustwach finansowych swoich szefów. Zazwyczaj robią to anonimowo, czasem pod zmyślonym nazwiskiem.

- Rozumiem, że ludzie nie chcą robić sobie kłopotów, dlatego nie ujawniają swoich nazwisk w doniesieniach. Myślę, że drugim powodem jest wstyd, bo od małego jesteśmy uczeni, że donoszenie to zło. Ja się z tym nie zgadzam, dlatego zawsze podaję nazwisko. Jeszcze nigdy nie miałam z tego powodu kłopotów - podkreśla Anna Grabowska.

"Jak czuję się z tym, że doniosłem na sąsiada? Świetnie!"

W liceum dołączyli do niej koledzy. Mateusz zadebiutował w roli sygnalisty w trzej klasie, gdy przełamał się i zadzwonił na policję, by zgłosić przemoc domową u sąsiadów. - Kiedyś na naszej klatce schodowej rozległy się wrzaski dziecka. Niby nic dziwnego, bo ono przecież może krzyczeć z byle powodu. Tyle że wszyscy na klatce znaliśmy problemy ojca tej rodziny: alkoholizm i przemoc. Długo było jak w reportażach telewizyjnych, w których dziennikarz pyta sąsiadów przemocowej rodziny, czy niczego nie zauważyli. Wszyscy mówią: "Jestem w szoku! Nic tego nie zapowiadało. No czasem popili i się kłócili, ale przecież każdemu się zdarza. A poza tym, panie, to byli ludzie wierzący!" - opowiada 19-latek.

Mimo że powstrzymywali go rodzice ("Daj spokój, jeszcze będziesz musiał zeznawać"), zadzwonił na policję. - Nie wiem, dlaczego, ale strasznie się bałem. Zapytali o moje nazwisko, a mnie się wyświetliło, że rzeczywiście zaraz wpadnę do akt sprawy, przez lata będę musiał biegać po sądach i zeznawać. A może jeszcze dostanę w donosicielską mordę od sąsiada. Ale zaraz się ocknąłem: no i co z tego! Tam chyba dzieciaka męczą, a ja boję się przedstawić? Come on! Nazywam się Mateusz Kowal - mówi tegoroczny maturzysta.

Jak dodaje, do przemocowego sąsiada jeszcze kilkukrotnie przyjeżdżała policja. Tym razem po zgłoszeniach innych sąsiadów. - Po moim telefonie na klatce coś drgnęło. Nie do końca wiem, jak to zadziałało. Ludzie chyba potrzebowali usłyszeć, że ktoś wykonał pierwszy krok. Zaczęli dzwonić i na tym gościu siadła policja. W końcu wyprowadził się albo go zamknęli. Zrobił się spokój - opisuje.

Swój pierwszy raz wspomina jako trudny również Michał. A było to wtedy, gdy jego sąsiad zaczął wycinać potężne drzewa na swojej posesji. Nie jedno czy dwa, ale cały lasek modrzewi i świerków. - Zapytałem, czy ma na to pozwolenie, ale odesłał mnie do diabła. Niezły cwaniaczek. Wyczytałem w necie, że mogę zgłosić tę wycinkę drzew do wójta, który jest od wydawania takich pozwoleń. Poszło. Za nielegalne ogołocenie działki z drzew dostał karę. Czy darł mordę? Jasne. Jak czuję się z tym, że na niego doniosłem? Świetnie! To nie ja zrobiłem coś złego, więc dlaczego miałbym czuć się bucem. Sorry, ale w tym kraju będę żył pewnie jeszcze kilkadziesiąt lat. Jeśli go sobie nie przypilnuję, to utknę w syfie - tłumaczy Michał.

"Dziwna solidarność cwaniaczków"

Wszyscy moi młodzi rozmówcy zgadzają się, że "syfem" jest też typowe donoszenie w złej woli. Czyli z zawiści lub z bezinteresownej chęci zaszkodzenia np. koledze czy sąsiadowi. - Słabe jest też przymuszanie do donoszenia i płacenie za to. Tak było w agencji ubezpieczeniowej, w której pracował mój brat. Szef nakłaniał go do kablowania na kolegów, za co mógł dostawać premie. Chodziło o sytuacje, w których jego podwładni byli niemili dla klientów, pracowali za wolno albo w ogóle się obijali. Rozumiem, że szef chce to wiedzieć. Ale płacić za to nie wolno, bo wtedy wyzwalają się w ludziach najgorsze instynkty. Hajs przyciąga donosicieli, nie sygnalistów. Czyli najgorszych typów, którzy zaszkodzą każdemu dla kasy - ocenia Michał.

Ania uważa, że w sygnalizowaniu nadużyć współobywateli można popłynąć i szybko stać się donosicielem. Dlatego wymyśliła test, który robi sobie przed każdym telefonem na policję czy do straży miejskiej. - Pytam siebie, czy czegoś zazdroszczę typowi albo typiarze, na których dzwonię. A może ich nie lubię i chcę im zaszkodzić? Czy ucieszy mnie to, że zrobię mu na złość? Dopóki odpowiedzi brzmią: "Nie", jest w porządku. Mnie nie chodzi o szkodzenie innym, nawet jeśli oszukują państwo czy trują nas wszystkich. Zależy mi na tym, by przestali to robić. Dlatego często proszę "trucicieli" powietrza, by nie palili byle czym. Jak to nic nie daje, to dopiero wtedy dzwonię - tłumaczy 19-latka.

- Zgłaszam sprawy, bo nie chcę chronić sprawców. Jak ktoś bije żonę i dziecko, a ja milczę, to go chronię - podkreśla Mateusz.

Jak dodaje, w zeszłe wakacje, gdy po raz pierwszy pracował, zaproponowano mu czasowe zatrudnienie bez umowy. Nie zgodził się i powiedział niedoszłej szefowej, że to nielegalne i może być drogie. Bo jak pracownikowi coś stanie, to kosztów jego leczenia nie pokryje ubezpieczenie. Odpowiedziała, że właśnie dlatego zatrudnia uczniów. - Czyste kombinatorstwo. Zapowiedziałem, że to zgłoszę. Stwierdziła, że ja i moi rówieśnicy to pokolenie kapusiów - przytacza.

Urzędy takie jak ZUS czy skarbówka przeważnie nie wiedzą, w jakim wieku są ich informatorzy, bo zgłoszenia są anonimowe. Jednak policjant z jednego z krakowskich komisariatów potwierdza, że w sprawach pijanych kierowców czy śmieci w lesie coraz częściej dzwonią młodzi. - Słychać to po głosach. Są bardziej uważni na to, co wokół nich się dzieje i już się nas nie boją. Twardo wymagają od nas działania, żeby nakryć sprawcę na gorącym uczynku i go ukarać. To dobrze, bo ich telefony są dla nas bardzo pomocne. My przecież nie możemy być wszędzie i wszystkiego widzieć. Świadomy obywatel jest naszymi oczami i uszami - mówi.

- Nie jestem żadnymi oczami policji, bez przesady. Mnie po prostu już nie odpowiada filozofia starszych, że to "nie nasza sprawa" albo "kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem". Komuś zdarzyło się prowadzić po pijaku, to machnie ręką, gdy sąsiad wsiada tak do auta. Tylko że ten sąsiad może mu rozjechać córkę. I co wtedy z tą dziwną solidarnością cwaniaczków? - pyta retorycznie Michał.

- Starszym często się wydaje, że nic nie mogą zmienić. Może po latach walczenia z wiatrakami doszli do wniosku, że nic od nich nie zależy. Mają wyjeb...ne. Ja jeszcze nie - podsumowuje Anna Grabowska.

Masz temat? Napisz do autora: konrad.oprzedek@tok.fm

Komu debiutanci dadzą władzę? Obejrzeliśmy razem 'Wiadomości' TVP i 'Fakty' TVN. 'Odpinanie wrotek'