advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Ludzie

Boom na leki odchudzające i czarny rynek "peptydów". Eksperci alarmują

7 min. czytania
23.04.2026 06:34

Pacjenci trafiają do mnie po próbach "leczenia" preparatami kupionymi przez internet, z grup na Facebooku, od znajomych albo z różnych podejrzanych stron. Często są przekonani, że kupili dokładnie to samo, co dostaliby na receptę, tylko taniej. W praktyce to są bardzo różne rzeczy - mówi w rozmowie z tokfm.pl lek. Ewa Stawiarska-Rzepecka, obesitolog.

Stosowanie Ozempicu
Stosowanie Ozempicu
fot. Ricardo Rubio/Associated Press/East News
  • Jak działają leki na otyłość na bazie analogów GLP-1?
  • Dlaczego stosowanie podróbek leków na otyłość jest niebezpieczne?
  • Co powoduje wzrost popytu na tzw. peptydy w leczeniu otyłości?
  • Jakie są skutki uboczne szybkiej utraty wagi dzięki lekom otyłości?

Na fali popularności leków na otyłość coraz więcej osób sięga po specyfiki, które obiecują "efekty jak po Ozempicu". W internecie mogą one funkcjonować pod zbiorczą nazwą "peptydy". Ozempic to nazwa handlowa leku, którego substancją czynną jest semaglutyd. Lek ten stosowany jest w leczeniu cukrzycy typu 2. Do leczenia otyłości i kontroli masy ciała zarejestrowany jest preparat Wegovy, którego substancją czynną jest również semaglutyd, tylko w większej dawce. Oba leki są produkowane przez duńską firmę Novo Nordisk. Na rynku jest też Mounjaro - lek z substancją aktywną pod nazwą tirzepatyd.

Czym są te preparaty? - To leki zawierające analogi hormonów inkretynowych. Hormony te są wydzielane przez organizm człowieka, dokładnie jelita. Wydzielane po posiłku zwiększają syntezę insuliny, hamują wydzielanie glukagonu, spowalniają opróżnianie żołądka i zmniejszają łaknienie - wyjaśnia dr Edyta Adamczyk-Kutera, wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. Jak podkreśla, leki te to przełom w terapiach choroby otyłościowej. - Pacjenci po raz pierwszy nie czują głodu - wskazuje dr Adamczyk-Kutera. I podkreśla, że skuteczność tych leków jest wysoka - porównywalna z operacją bariatryczną.

Uwaga na podróbki

Jak nie trudno zgadnąć, jest też i druga strona tego medalu, czyli podróbki. Lek. Ewa Stawiarska-Rzepecka - lekarka zajmująca się leczeniem otyłości - alarmuje, że coraz częściej trafiają do niej pacjenci, którzy mieli styczność z podróbkami leków kupionymi w internecie - choć większość z nich się do tego nie przyznaje. - Czasem to są produkty, które w ogóle nie mają prawa działać, czasem jakieś "peptydy" niewiadomego pochodzenia, a czasem coś, co wygląda jak oryginalny lek, ale nim nie jest - tłumaczy lek. Stawiarska-Rzepecka, podkreślając, że nie wiadomo, co kryje się w składzie specyfików.

- Tak naprawdę nie wiemy, co jest w środku - ostrzega lekarka. - Nie ma kontroli jakości, nie ma badań, nie ma bezpieczeństwa - zaznacza. To ważne, bo bez wiedzy, co pacjent stosował, lekarze nie mogą przewidzieć, w jaki sposób te środki wpłyną na organizm i czy wchodzą w interakcje z innymi stosowanymi lekami bądź suplementami.

Redakcja poleca

Lek. Stawiarska-Rzepecka w rozmowie z tokfm.pl jednoznacznie stwierdza, że występujące w szarej strefie preparaty absolutnie nie są bezpieczne. - Na rynku funkcjonuje cała grupa produktów sprzedawanych jako tzw. research chemicals albo "odczynniki do badań laboratoryjnych". Formalnie są oznaczone jako "nie do stosowania u ludzi", ale w praktyce wszyscy wiedzą, że są kupowane właśnie po to, żeby je sobie podawać - tłumaczy lekarka.

A nawet jeśli są to substancje, które strukturalnie przypominają leki z grupy GLP-1 (jak chociażby Ozempic) albo inne peptydy wpływające na metabolizm, to nie są zarejestrowane jako leki. Jak wyjaśnia obesitolog, środki te nie przeszły więc restrykcyjnych badań klinicznych i nie są objęte żadną kontrolą jakości. - Preparaty niewiadomego pochodzenia mogą być też zanieczyszczone różnymi substancjami toksycznymi i szkodliwymi - przestrzega Ewa Stawiarska-Rzepecka.

Dr Edyta Adamczyk-Kutera zgadza się, że samodzielne przyjmowanie preparatów, które nie mają dobrze udokumentowanych badań na ludziach, to ogromne niebezpieczeństwo: nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji. - Efekty doświadczeń na własnym organizmie nie muszą pojawić się bezpośrednio po zastosowaniu substancji, mogą się pojawić po wielu latach - tłumaczy wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging.

Redakcja poleca

Popyt online na tajemnicze "peptydy"

Moje rozmówczynie zwracają uwagę na kolejny istotny aspekt. - Mamy ogromny popyt na leki. Wiele osób decyduje się na terapię bez kontroli lekarskiej - mówi obesitolog. Wśród przyczyn lek. Stawiarska-Rzepecka wskazuje na kwestie ekonomiczne, brak zaufania do lekarzy oraz fakt, że nie wszyscy pacjenci spełniają kryteria do włączenia farmakoterapii.

- W internecie widać też duże zainteresowanie tym tematem. Wiele pytań o zamienniki, "peptydy" i inne preparaty, które miałyby pomóc w redukcji masy ciała. Niestety często grupy w social mediach "napędzają" się wzajemnie w wymienianiu informacji na temat tych substancji i rzadko do głosu dochodzi rozsądek - mówi lekarka. Według niej świadomość na temat zagrożeń płynących ze stosowania takich preparatów jest znikoma.

Problemem jest nie tylko dezinformacja, ale też nachalna reklama podróbek Ozempicu i cudownych "peptydów". Użytkownicy, którzy chcą znaleźć wsparcie w internecie i tworzą np. grupki na Facebooku, by pomagać sobie w leczeniu otyłości, żalą się, że momentalnie pojawiają się na nich pośrednicy oferujący "peptydy na chudnięcie". A kiedy zostają zablokowani - sami zgłaszają grupy wsparcia jako miejsce nielegalnego handlu substancjami, co prowadzi do zamknięcia dyskusji.

Takich pośredników może być coraz więcej, gdy do Polski trafi kolejna moda z Doliny Krzemowej: na "peptydy" sprowadzane z Chin. Specyfiki z chińskich laboratoriów polecane "na rozrost mięśni" zachwalali kulturyści. Później fascynaci biohackingu zainteresowali się wszelkimi "peptydami" na sen, młody wygląd, zdolność koncentracji etc. Na TikToku roi się już od ludzi prezentujących fiolki z różnymi dziwnymi nazwami, którzy zapewniają, że dzięki wstrzykiwaniu zamówionych z Chin substancji schudli i są w lepszej formie niż kiedykolwiek. Tylko czasem przestrzegają, by nie stosować peptydów bez przerwy - bo nasilają się objawy niepożądane. Może to być nie tylko biegunka czy wymioty krwią, ale też uszkodzenie nerek bądź wątroby.

A nawet jeśli fiolki zawierają to, co obiecują, to też nie oznacza, że wstrzykiwanie sobie peptydów to dobry pomysł. - Peptydami dopuszczonymi do stosowania, póki co, są te zawarte w zarejestrowanych, wcześniej wspomnianych lekach - zaznacza dr Edyta Adamczyk-Kutera. I tłumaczy, że badania nad innymi peptydami trwają od wielu lat, a mimo obiecujących możliwości terapii, wciąż to obszar badań na zwierzętach i liniach komórkowych, a nie na ludziach.

Jak wygląda leczenie otyłości za pomocą leków?

Obecnie koszt leczenia otyłości za pomocą analogu GLP-1 (Ozempicu i analogicznych leków) waha się w zależności od preparatu i dawki. Jak wyjaśnia lek. Ewa Stawiarska-Rzepecka, to od ok. 400 zł do nawet 2 tys. zł miesięcznie. - W Polsce leczenie otyłości tymi lekami na ten moment nie jest refundowane, więc pacjent musi zapłacić pełną cenę preparatów - mówi lekarka, podkreślając, że leczenie choroby otyłościowej powinno trwać odpowiednio długo. Jak mówi obesitolog, to zwykle powyżej 1 roku, a w niektórych przypadkach może być konieczne leczenie dłuższe, bywa, że przewlekłe.

Czy każdy może przejść kurację opartą na takich lekach? - Nie. Mamy odpowiednie wskazania i przeciwwskazania - zaznacza lek. Stawiarska-Rzepecka. I przyznaje, że często musi tłumaczyć pacjentom, że by zastosować leczenie, muszą spełniać konkretne kryteria. To m.in. odpowiednie BMI, ewentualna obecność chorób towarzyszących oraz oczywiście brak przeciwwskazań.

Pacjent - jak wskazuje lekarka zajmująca się leczeniem otyłości - musi być gotowy na kurację. - Pamiętajmy, że leczenie choroby otyłościowej musi być oparte przede wszystkim na interwencjach niefarmakologicznych, czyli aktywności fizycznej i pracy nad stylem życia: dietą, snem, stresem, higieną pracy. Farmakoterapia jest dodatkiem, który ma skorygować pewne nieprawidłowe mechanizmy rządzące naszym ciałem, ale ogrom pracy jest po stronie pacjenta i pacjent musi być świadomy, jaka to jest odpowiedzialność z jego strony - przypomina lek. Stawiarska-Rzepecka.

Kolejne środki, kolejne pułapki. Czym jest "wypełniacz zombie"?

Dr Edyta Adamczyk-Kutera zwraca uwagę na to, że - wraz z wagą - podczas stosowania analogów GLP-1 dochodzi również do utraty masy mięśniowej, a to może być związane ze wzrostem ryzyka rozwoju chorób i przyspieszonego starzenia. Innym problem, z którym zgłaszają się pacjenci, jest wygląd skóry, której możliwości adaptacyjne nie są wystarczające i podczas tak szybkiej utraty tkanki podskórnej pojawiają się zmarszczki i wiotkość.

Popularny jest termin "ozempic face" - odnoszący się do charakterystycznie zapadniętej twarzy. Jak podkreśla dr Adamczyk-Kutera - jest to typowe dla dużej redukcji wagi w krótkim czasie bez względu na to, czy doszło do niej po stosowanych lekach, czy innych terapiach odchudzających, bez odpowiedniej opieki dietetycznej i medycznej.

Jak wyjaśnia wiceprezes zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, wyzwania estetyczne przy szybkim spadku wagi koncentrują się na poprawie jakości skóry. Wachlarz zabiegów jest bardzo szeroki, od zabiegów kosmetologicznych, przez fizjoterapię, po specjalistyczne zabiegi medyczne. Do terapii zmian określanych terminem "ozempic face" stosowane są biostymulatory, wypełniacze tkankowe na bazie kwasu hialuronowego lub tkanki tłuszczowej.

Czasem jednak terapie, które zyskują popularność, wzbudzają kontrowersje ze względu na proces pozyskiwania składników w nich zawartych, jak np. wypełniacz stosowany w klinice Alpha Male w Nowym Jorku.

Do wypełniania pośladków, piersi czy - w przypadku mężczyzn - zaznaczania mięśni klatki piersiowej bądź łydek wykorzystywany jest Alloclae. Preparat zawiera sterylną, pozbawioną żywych komórek, macierz zewnątrzkomórkową, pozyskiwaną ze zwłok dawców. Może to wydawać się szokujące, jednak wszystko wskazuje, że środek jest zarejestrowany przez FDA i uznany za bezpieczny.

- Brak jest zgody na stosowanie preparatów allogenicznych od żywych dawców w Europie i USA, ze względu na możliwy transfer chorób, we wskazaniach estetycznych - mówi dr Adamczyk-Kutera. I dodaje, że transplantologia to zupełnie inny obszar medycyny, organy pobrane od dawców, ratują życie ciężko chorym pacjentom.

Podsumowując, ekspertka zwraca uwagę, że terapia otyłości jest ważna ze względu na zdrowotne konsekwencje choroby, problemem jednak stają się pacjenci, którzy sięgają po te terapie, żeby zredukować kilka kilogramów, przed wakacjami czy ważnym wydarzeniem.

Źródło: tokfm.pl