advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Prąd tańszy od benzyny. Wymieniamy nie tylko samochody

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
22.04.2026 21:16

W pierwszym kwartale tego roku sprzedaż w pełni elektrycznych samochodów na głównych rynkach motoryzacyjnych Europy wzrosła o prawie jedną trzecią. To efekt poszukiwań alternatywy dla drogich paliw. Ale psychologiczna zmiana energetyczna dokonuje się nie tylko w klasycznej motoryzacji. Nawet jeśli wojna w Zatoce Perskiej szybko się skończy, świat przejdzie więc cywilizacyjną zmianę.

Chińczycy podbijają europejski rynek za pomocą rekordowo wysokich rabatów
Chińczycy podbijają europejski rynek za pomocą rekordowo wysokich rabatów
fot. Wojtek Laski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Gdzie bite są rekordy rejestracji samochodów elektrycznych i dlaczego cieszą się z tego Chińczycy?
  • Jak Azjaci stają w kolejce po elektryczne riksze?
  • Dlaczego ekonomiści już mówią o przełamywaniu psychologicznych barier w korzystaniu z energii?

W Wielkiej Brytanii na samochodowym rynku - przewrót. Konserwatywni Brytyjczycy znani z przywiązania do angielskich marek, dokonali zbiorowej zdrady. W marcu najpopularniejszym modelem w sprzedaży nowych samochodów był kompaktowy SUV... chińskiej produkcji, zwany Temu Range Roverem. Bo wypisz wymaluj przypomina jedno z flagowych aut luksusowej marki, tyle że jest dokładnie o połowę tańszy. I jest hybrydowy. Na silniku elektrycznym przejeżdża prawie 100 kilometrów, w normalnym trybie pali 50 procent tego, co jego pierwowzór z wysokiej półki.

Firma, która ten sprzedażowy hit wyprodukowała, weszła na brytyjski rynek dopiero rok temu i o tak szybkim sukcesie nie mogła wtedy nawet pomarzyć. Bo Brytyjczycy uważani są za tradycjonalistów przywiązanych do własnych marek. Przekonać ich do nowości, zwłaszcza nie-europejskich, jest niezwykle trudno. A właściwie było trudno, bo już nie jest. Na pewno, gdy chodzi o motoryzację, a zwłaszcza oszczędności w domowych budżetach, z samochodem związane.

Marzec był na wyspach brytyjskich miesiącem z rekordową sprzedażą aut na prąd. Większość z nich została zamówiona jeszcze przed wybuchem wojny w Zatoce Perskiej, więc eksperci uważają, że kolejny wzrost popularności samochodów elektrycznych wciąż przed Brytyjczykami. Bo każdy zatankowany zbiornik oleju napędowego kosztuje dzisiaj - w przeliczeniu - prawie 150 złotych więcej niż w lutym, gdy na Bliskim Wschodzie panował względny spokój.

Ten wzrost zainteresowania już widać na rynku aut używanych. Na razie w liczbie zapytań, ale wkrótce być może też w liczbie sfinalizowanych zakupów. Po wybuchu amerykańsko-irańskiej wojny w Zatoce Perskiej prąd stał się relatywnie tańszy od benzyny. Stąd kusząco niskie koszty utrzymania samochodu elektrycznego. I napór potencjalnie zainteresowanych wymianą diesla na elektryka.

Wszyscy chcą elektryków

W Norwegii największa internetowa platforma sprzedażowa mówi o prawdziwym boomie na samochody na prąd. We Francji w jednej z sieci udział elektryków w całej sprzedaży od początku wojny wzrósł dwukrotnie. W Szwecji na dużej platformie motoryzacyjnej sprzedaż elektryków wzrosła o 10 procent w dwa tygodnie, a liczba wyświetleń modeli elektrycznych wzrosła o prawie 20 procent. W Polsce w jednym z serwisów liczba wyszukiwań aut na prąd wzrosła o 40 procent. W Niemczech największa platforma motoryzacyjna w końcówce marca przerabiała 3 razy więcej wyszukiwani elektryków niż na początku miesiąca, w tym czasie fizyczni dealerzy obsługiwali o trzy czwarte więcej zapytań o oferty. Skończyło się na tym, że w marcu Niemcy kupili więcej elektryków niż aut z tradycyjnym napędem. Powody są dwa: po pierwsze: powrót rządowych dopłat i po drugie: chęć oszczędzania. Z tego samego powodu na pierwszym miejscu na niemieckim rynku samochodowym utrzymują się auta hybrydowe. Zarejestrowano ich dwa razy więcej niż klasycznych aut na benzynę.

Ekonomiści mówią o przełamaniu bariery psychologicznej. Gdy benzyna kosztuje w Europie więcej niż 2 euro za litr, w Ameryce ponad 4 dolary za galon, kierowcy odczuwają podczas tankowania finansowe cierpienie i zaczynają myśleć o zmianie. Ale plany to jedno, a przejście do ich realizacji to drugie. Przedstawiciele europejskich platform motoryzacyjnych są w jednej kwestii zgodni - nawet jeśli około wojenne zainteresowanie elektrykami zblednie, to i tak będzie większe niż wcześniej. Szczególnie, gdy chodzi o tańsze auta na prąd: używane oraz chińskie. Na co zresztą liczą chińscy producenci.

Chińczycy eksport elektryków, w tym eksport do Europy, zaczęli rozpędzać jeszcze przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. Budują sieci własnych salonów, a miejsce na rynku odbijają za pomocą rekordowo wysokich rabatów. Wybór jest właściwie żaden: albo tani Chińczyk, albo cel w postaci oszczędności nie zostanie zrealizowany. I dlatego największa chińska marka motoryzacyjna w Europie reklamuje swoje auta właśnie hasłem oszczędności.

Ale elektryfikacja z pobudek oszczędnościowych wychodzi znacznie dalej niż tylko europejskie drogi. I nie tylko o Europę tu chodzi. Paliwowa drożyzna pcha konsumentów na całym świecie do przesiadki z paliw tradycyjnych - na prąd.

Nie tylko samochody

I dlatego w Pakistanie jak ciepłe bułeczki idą... elektryczne riksze. Niewielkie miejscowe montownie tych pojazdów znalazły się w ten sposób na pierwszej linii galopującej ekologicznej rewolucji. W Indiach sprzedażowym hitem stały się kuchenki na prąd. Z powodu bliskowschodniej wojny brakuje gazu do kuchni zasilanych LPG. A na rejsowe uzupełnienie butli trzeba czekać nawet cztery tygodnie. I dlatego dobowa sprzedaż płyt indukcyjnych wzrosła na indyjskim Amazonie aż 30-krotnie, na lokalnej platformie sprzedażowej - czterokrotnie. Miejscowi sprzedawcy wyprzedali wszystko co mieli i teraz czekają na uzupełnienie magazynów. W Niemczech, gdzie ceny oleju opałowego wzrosły w ciągu kilku tygodni o jedną piąta, sprzedaż paneli słonecznych rośnie, w porównaniu z poprzednim miesiącem - ponad dwukrotnie. W Wielkiej Brytanii niektórzy właściciele domów decydują się wymienić tradycyjne pompy ciepła, mimo że to niemała inwestycja. Gdy chodzi o domowe budżety, Brytyjczycy chcą przewidywalności, więc nie czekają na koniec wojny i powrót niskich cen. I biorą sprawy we własne ręce.

Na koniec prognoza, powtarzana powszechnie od Nigerii po Norwegię. Dwa kataklizmy energetyczne w ciągu zaledwie pięciu lat to dla budżetów domowych o dwa za dużo. Świat przejdzie więc cywilizacyjną zmianę. Na ochotnika. I na stałe.

źródło: TOK FM