advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

"Monetyzują szamaństwo". Lekarz wstydzi się za kolegów z "podziemia". Co zrobi resort zdrowia?

Anna Siek
4 min. czytania
02.08.2023 16:26
Niestety niewielka część moich kolegów zbłądziła - przyznał w TOK FM prof. dr hab. n. med. Jarosław Pinkas. Konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego ocenił, że stosowanie przez lekarzy np. metody ILADS w leczeniu boreliozy to "monetyzowanie szamaństwa". O "podziemiu" medycznym, w którym stosuje się niepotwierdzone naukowo procedury do leczenia boreliozy, opowiada najnowszy serial dziennikarza TOK FM Michała Janczury.
|
|
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Najnowszy serial dokumentalny dziennikarza TOK FM Michała Janczury "Podziemie" opisuje toczący się w biały dzień proceder stosowania niepotwierdzonych naukowo procedur do leczenia boreliozy - rzeczywistej i urojonej. Poznajemy świat, w którym medycyna jest pretekstem do zarabiania; pacjenci są faszerowani lekami i suplementami diety, zarabia się na ich pragnieniu dojścia do zdrowia. W proceder pokazany w "Podziemiu" zaangażowani są lekarze. W serialu ujawniono ich imiona i nazwiska.

- To, niestety, są moi koledzy, którzy dopuszczają się procedury, która jest niegodna stanu lekarskiego. Mianowicie monetyzują szamaństwo, szarlatanerię - tak informacje ujawnione przez TOK FM komentował prof. dr hab. n. med. Jarosław Pinkas. Konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego mówił w "Poranku Radia TOK FM", że proceder nie dotyczy jedynie leczenia boreliozy metodą ILADS. - Są to metody, które są absolutnie niesprawdzone. Służą - przepraszam za kolokwializm - wyciąganiu pieniędzy od pacjentów - stwierdził.

Rozmówca Macieja Głogowskiego przyznał, że ma "poczucie ogromnego niepokoju". - Na szczęście dotyczy to stosunkowo niewielkiej grupy lekarzy - dodał.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Staliśmy się zakładnikami influencerów"

Prof. Pinkas podkreślił, że wybory dotyczące zdrowia, leczenia powinny być oparte przede wszystkim na wiarygodnych danych. - A nie o to, co powiedzą influencerzy. Staliśmy się zakładnikami influencerów, a nie autorytetów medycznych; nie słuchamy doktorów, chcemy się szybko wyleczyć. Lekarze są najlepszym nośnikiem informacji - w tym przypadku niestety niewielka część moich kolegów zbłądziła - powtórzył.

Naczelna Izba Lekarska - po ujawnieniu przez TOK FM procederu związanego z "leczeniem" boreliozy - zdecydowała się na rozprawę z tymi, którzy działają w oparciu o niesprawdzone metody. S zef NIL-u Łukasz Jankowski zapowiadał na antenie TOK FM, że będą wnioski o postępowanie dyscyplinarne wobec lekarzy, którzy leczą boreliozę niezgodnie z aktualną wiedzą medyczną . I faktycznie, takie wnioski, dotyczące kilkudziesięciu lekarzy, zostały złożone . Prof. Jarosław Pinkas podkreślał, że z tych działań NIL jest bardzo dumny. 

- Lekarze, którzy pobłądzili, staną przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, prawdopodobnie zakończy się to jakąś penalizacją. Odbieranie prawa wykonywania zawodu to ostateczność. Wydaje mi się, że powinniśmy my, jako środowisko, mówić, że to nie ma sensu. Po drugie, jakaś forma ostracyzmu zawodowego, co też jest niezwykle istotne - ocenił rozmówca Macieja Głogowskiego, podkreślając, że "redaktor Janczura odniósł spektakularny sukces". - Profesjonalne podejście pokazało coś, co naprawdę jest podziemiem i coś, co mnie się w głowie nie mieściło - przyznał.

'Leczy' autyzm 'odtruwaniem z metali ciężkich'. Eksperci łapią się za głowy, a prokuratura ma sprawdzić działalność Piotra Witczaka

Czy Ministerstwo Zdrowia zareaguje?

Gość TOK FM stwierdził, że "minister zdrowia wie, że ta nieuznana metoda (ILADS) nie powinna znaleźć się w orężu terapeutycznym". - Skąd pan wie, że minister zdrowia wie? - pytał dziennikarz TOK FM. - No myślę, że wie - odpowiedział prof. Pinkas.

Jak zasugerował, działania, które nie są zgodne z najnowszą wiedzą medyczna, można ograniczać np. poprzez limity dotyczące stosowania antybiotyków. Bo filarem "leczenia", jakie odbywa się w poza głównym obiegiem medycznym, jest bardzo długie stosowanie antybiotyków. Niektórzy z pacjentów brali 40 tabletek dziennie. - Czuję się odpowiedzialny za to, żeby Polacy nie używali tylu antybiotyków. Mogę sugerować podjęcie pewnych działań - podkreślał gość TOK FM, ale o szczegółach nie chciał mówić.

- Ma pan pewność, że resort zdrowia widzi ten problem i ma jakąś pracę do wykonania? - dopytywał Maciej Głogowski.

- Resort zdrowia nadzoruje Narodowy Fundusz Zdrowia i wszystkie placówki, które świadczą usługi opieki zdrowotnej. I z całą pewnością nie ma tam takich procedur, takie procedury odbywają się, jak to państwo nazywacie, w "podziemiu" - wskazywał gość TOK FM. - Myślę, że można już doprowadzić do dyskryminacji takiej ilości recept związanych z antybiotykoterapią, to można sprawdzić. System e-recept daje bardzo duże możliwości, żeby np. lekarz nie mógł przepisywać antybiotyków dłużej niż (określona liczba dni). I tutaj rolę mają konsultanci krajowi w zakresie farmakologii klinicznej, chorób zakaźnych. Wiem, że takie procesy się już toczą, ale nie wiem, kiedy to będzie - tłumaczył gość TOK FM. Przyznał, że sam rozmawiał z "ludźmi odpowiedzialnymi za zdrowie publiczne" w Polsce i sugerował pewne działania.