W pogoni za burzami. Jak wygląda bieg za superkomórką? "Trochę bliżej i byłoby po mnie"
2021 rok, pościg burzowy na południu województwa śląskiego. Z kilkoma innymi łowcami Łukasz przechwyca super komórkę burzową, odpowiedzialną za wygenerowanie największych w historii Polski opadów gradu.
- Największa gradzina, którą wówczas fotografowaliśmy, miała średnicę 14 cm i stanowiła nie tylko zagrożenie zniszczeń, ale nawet śmierci. Nikt nie przetrwa uderzenia piłką tenisową, która spada z wysokości kilku kilometrów - przekonuje.
Samouk
Łukasz mieszka na południu powiatu gnieźnieńskiego w miejscowości Czerniejewo, skąd każdego dnia wykonuje swoje raporty. - Od dziecka lubiłem patrzeć w niebo i obserwować zjawiska burzowe. Z czasem stawało się to coraz bardziej zaawansowane i profesjonalne. Jestem meteorologicznym samoukiem i wszystkiego dowiedziałem się sam, metodą prób i błędów - wspomina.
Intensywność wykonywanych przez niego pomiarów zależy od sytuacji na niebie. Kiedy jest spokój, zwykle skupia się na obróbce zdjęć i filmików. Stacje meteorologiczne przeciętnie aktualizują swoje modele cztery razy w ciągu doby, więc w zupełności wystarczy, jak Łukasz zerknie na nie 2-3 razy dziennie. W ostatnim tygodniu, gdy nad Polską przechodził ośrodek niskiego ciśnienia, sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej. Łukasz na bieżąco monitorował i porównywał modele numeryczne burz oraz opisywał skutki intensywnych warunków atmosferycznych - nieprzejezdne drogi, podtopienia czy zerwane trakcje.
- Ostatni tydzień był ciężki, a wschodnia i południowa część Wielkopolski w wielu miejscach dosłownie pływała, więc musiałem uważnie monitorować przebieg, oszacować kierunek, w jakim burza się przemieszczała i jakie kolejne miejscowości mogły być dotknięte zalaniem - twierdzi.
'Zwykły dzień Łowcy Burz'
- Szukając wrażeń w życiu jedni skaczą na bungee, drudzy ze spadochronem, a jeszcze inni jadą w rdzeń silnej komórki burzowej - śmieje się Łukasz. I dodaje, że oprócz adrenaliny w pogoni za burzą chodzi o aspekt informacyjny. - Dzięki przechwyceniu groźnej jednostki oraz odpowiedniemu jej udokumentowaniu jesteśmy w stanie pokazać w czasie rzeczywistym, czego można się spodziewać. To szczególnie istotne dla mieszkańców wsi czy mniejszych miejscowości, którzy są najbardziej podatni na szkody spowodowane ekstremalną pogodą. Filmy i zdjęcia służą też jako materiał do przyszłych analiz np. tego, jaki pas zniszczeń oraz jaką siłę wiatru wygenerowała dana burza - tłumaczy.
W pogoni za burzami Łukasz najczęściej jeździ na południe województwa łódzkiego albo na Śląsk. Ma tam wielu znajomych, również łowców burz, z którymi często działają wspólnie. Ze względów bezpieczeństwa, ale i komfortu podróży, w dłuższą trasę wypożyczają nieco większy samochód, w którym jest wystarczająco dużo miejsca, żeby się chwilę przespać, ale też zabrać sprzęt.
Oprócz komputera, drona, ładowarek, aparatu, koca, sztormiaka i zapasu prowiantu, łowcy burz biorą ze sobą np. pilarkę do drewna. - Niejednokrotnie zdarzyło mi się jej użyć podczas pościgu, gdy spotykaliśmy powalone drzewo. Zakładamy rękawiczki, tniemy i usuwamy drzewo z drogi. Jest to nie tylko o wiele szybsze niż dzwonienie po strażaków, ale też odciążające ich, gdy są zajęci poważniejszą robotą - twierdzi.
Niebezpieczne 'małpki' prowokują inny styl picia. 'Dużo bardziej szkodliwe'
'Kule gradu o szerokości 14cm'
- Mój najdłuższy dotychczasowy pościg burzowy trwał blisko dobę. Nakręciłem ponad 1200 km. Z kolei w rejonie Kościerzyny utknęliśmy w lesie, bo krótko po układzie burzowym przeszedł układ wiatrowy, a wiadukt, którym mieliśmy przejechać, był kompletnie zalany. Zatrzymaliśmy się możliwie najdalej od drzew, ale i tak mieliśmy farta, że nic na nas nie spadło. Innym razem, na południu woj. łódzkiego, w nasz samochód uderzył piorun. Na własnej skórze przekonaliśmy się wtedy, jak działa klatka Faradaya. Teraz się z tego śmieję, bo wiem, że w samochodzie jest się bezpiecznym, a ładunek elektryczny rozchodzi się po zewnętrznej konstrukcji pojazdu, ale wtedy huk i błysk był mocnym przeżyciem - twierdzi.
- Najniebezpieczniejszy był jednak grad. Energia w tamtej superkomórce burzowej była tak duża, że te kule gradowe zostały wyrzucone przed czoło burzy, co się tak naprawdę nie zdarza. Już kończyliśmy nagrywać i mieliśmy się schować pod lokalnym wiaduktem, gdy kula o średnicy 10 cm rozbryzgała mi się pod nogami. Trochę bliżej i byłoby po mnie - dodaje.
Łukasz podkreśla, że jak już zacznie pościg za burzą, to stara się ją gonić do samego końca, czyli momentu, gdy jednostka albo się rozejdzie, albo nie będzie już przybierać na sile. Jedyną sytuacją, w której odpuszcza dalszą trasę, są tak silne opady deszczu i wiatru, że nic nie widzi i nie jest w stanie wyprzedzić burzy.
Strach przed fikołkiem. 'Nigdy nie było tak źle'
Łowca burz zdradza kulisy swojej pracy
Łukasz podkreśla, że samotny pościg za burzą jest bardzo trudny. Trzeba jednocześnie prowadzić samochód, nawigować, analizować trajektorię burzy i jeszcze robić zdjęcia. - Druga osoba pomaga zsynchronizować mapę drogową z satelitarnym radarem burzy. Chodzi o to, żeby móc wyjechać na jej czoło i gdzieś nie utknąć. Regularnie zdarza się, że w trakcie burzy urwie zasięg i trzeba się orientować w terenie i fizycznie nie ma możliwości, żeby np. jeszcze robić zdjęcia - przekonuje.
Oprócz wsparcia ekipy, Łukasz docenia też technologię. Jak mówi, dzięki rozwojowi internetu oraz smartfonów wiemy dzisiaj praktycznie o każdym przypadku trąb powietrznych w Polsce i jesteśmy w stanie lepiej analizować ich działanie.
- Kiedyś badanie ekstremów pogodowych było znacznie bardziej intuicyjne. Dzisiaj, w pierwszej kolejności spoglądamy na prognozę konwekcyjną, która określa obszar, na którym burze mogą się pojawić, ale nie muszą, ze względu na swoją lokalność. Na podstawie danych radarowych jesteśmy w stanie oszacować nie tylko poziom opadów deszczu, ale też ich rotację oraz wydać ostrzeżenie dot. finalnej lokalizacji burzy - twierdzi.
Tajemnice Jȩdraszewskiego wyjdą na jaw? Terlikowski: Duchowni w Krakowie bali się zemsty
Burze przyszłości
Łukasz twierdzi, że w przyszłości zjawisk burzowych będzie mniej, ale coraz częściej będą ekstremalne. - Wystarczy cofnąć się pamięcią o 10 czy 15 lat, zobaczyć, jak wtedy przebiegały burze: zbierał się wiatr, gdzieś tam pobłyskiwało na horyzoncie, troszeczkę popadało, podlało ogródek i po burzy. O szkodach słyszało się z wiadomości, ponieważ zdarzały się na tyle rzadko, że stawały się sensacją. Dzisiaj burzom prawie za każdym razem towarzyszą powalone drzewa, zalania, zerwane dachy itp. - mówi. Dodaje, że jeśli dziś porównamy ze sobą 100 różnych komórek burzowych, rozłożonych na różne dni, to okazuje się, że aż 80 proc. z nich wygenerowało jakieś szkody.
- Zmiany klimatyczne idą w takim kierunku, że intensywniejsze superkomórki burzowe, które spowodują więcej zniszczeń, będą się coraz częściej pojawiać lokalnie. Dlatego lokalni eksperci, którzy będą szczegółowo analizować i odpowiednio wcześnie wychwytywać i ostrzegać konkretne regiony, będą teraz wyjątkowo potrzebni - twierdzi Łukasz.
Na ulicy spał ciągle z wystawioną ręką. 'Skurcze mięśni, zimne poty. Było strasznie'
Model pracy
Swoją stronę internetową, na której pisze o zjawiskach pogodowych oraz ich konsekwencjach, Łukasz założył w 2016 roku. Obecnie, od poniedziałku do środy, zajmuje się wyłącznie pogodą. Analizuje modele i raporty różnych centrów meteorologicznych, a na ich podstawie wrzuca rozwinięte posty, zdjęcia i filmiki opisujące nadchodzącą sytuację atmosferyczną. W sytuacjach wyjątkowych, np. formowaniu dużej komórki burzowej, rusza za nią w pościg, aby dokładnie ją udokumentować. To pasja, której nie byłby jednak w stanie realizować bez stabilnego źródła dochodu. Dlatego od czwartku do niedzieli pracuje jako Jet Master w strefie spadochronowej, gdzie zajmuje się obsługą naziemną samolotów.
- Moje śledzenie burz odbywa się po godzinach i kosztem nie tylko wolnego czasu, ale i prywatnych pieniędzy. Mimo że moją stronę odwiedzają tysiące ludzi, wciąż są to za małe zasięgi, żeby móc na tym zarabiać. A co dopiero utrzymać się. Mam konto na crowdfundingowym portalu "Buy Me a Coffee", na które ludzie czasem coś przeleją jako wsparcie mojej działalności, za co jestem oczywiście wdzięczny, ale bardziej zależy mi na jakości moich treści niż zarabianiu na tym - mówi Łukasz, który ceni sobie zaufanie, jakim ludzie darzą jego ekspertyzy i ostrzeżenia. Dlatego niedawno dołączył do stowarzyszenia Skywarn Polska - Polscy Łowcy Burz, z którym wydaje ostrzeżenia w systemie SkyPredict 2 ( są one dostępne pod tym linkiem).
- Chętnie zająłbym się zawodowym prowadzeniem prognoz i alertów, ale pod warunkiem utrzymania jakości. Owszem, teraz muszę łączyć dwa światy i jakoś finansowo między nimi nawigować. Mam jednak świadomość, że gdybym pracował gdzieś w meteo i ktoś by mi płacił za konkretną pracę, nie mógłbym sobie pozwolić na poczekanie z alertem godzinę dłużej, doczytanie i sprawdzenie jakiś modeli czy wykresów - podsumowuje.
Posłuchaj audycji
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>