,
Obserwuj
Polska

Znaków drogowych jest za dużo? Polityk Konfederacji mówi wprost: Są idiotyczne

2 min. czytania
29.09.2024 19:06
- Stosujemy zupełnie inne standardy wobec przestępstw drogowych niż wobec innych. Zgadzamy się na zbyt dużą prewencję generalną. Państwo nas może tresować, że jeździmy niezgodnie z tym, jak państwo uważa, że powinniśmy jechać - mówił w TOK FM Dobromir Sośnierz
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

- Większość osób, które są karane, nie są karane, dlatego, że drastycznie łamią jakieś przepisy, tylko dlatego, że jadą więcej niż jakiś urzędnik, najczęściej w bardzo asekurancki sposób (postanowił - red.) - stwierdził w "Wywiadzie politycznym" Dobromir Sośnierz, były poseł, polityk Konfederacji.

- Polacy nie mają zaufania do znaków, ponieważ są one stawiane na wyrost, nadmiernie, jest ich za dużo, są zbyt radykalne i każdy, kto pojeździ trochę dłużej, wie, że po prostu nie ma się co nimi przejmować, bo są idiotyczne - oceniał gość Krzysztofa Woźniaka.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Prędkość sugerowana, a nie nakazywana

Zdaniem Sośnierza znaki drogowe zamiast zakazywania przekraczania danej prędkości, powinny podawać prędkość sugerowaną.

- Wszędzie? - dopytywał prowadzący.

- Tak, jeśli ktoś ją przekracza i spowoduje wypadek, to jest jego wina - odparł polityk. - Stosujemy zupełnie inne standardy wobec przestępstw drogowych niż wobec innych. Zgadzamy się na zbyt dużą prewencję generalną. Państwo nas może tresować, że jeździmy niezgodnie z tym, jak państwo uważa, że powinniśmy jechać. Co prowadzi do przeznakowania, do często odwrotnych od zamierzonych skutków, bo nie możemy polegać na znakach - oceniał Sośnierz

Mieszkańcy chcą zmniejszania prędkości

Nie zgadzał się z nim Rafał Weber z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, w poprzedniej kadencji wiceminister infrastruktury, bezpośrednio odpowiedzialny za drogi i bezpieczeństwo.

- W Polsce mamy ponad czterysta dwadzieścia tysięcy kilometrów dróg publicznych. Mamy czterech zarządców. Zarządca drogi zanim usadowi taki znak, powołuje komisję, która składa się z policjantów, urzędników, ekspertów BRD (Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego - red.). Ona decyduje, jaka prędkość maksymalna powinna być na danym odcinku drogi - podkreślał.

- Natomiast w dużej części przypadków - wiem to z doświadczenia ministerialnego, ale też poselskiego - sami mieszkańcy, którzy mieszkają przy danej drodze, postulują, aby tam prędkość została co do zasady zmniejszona - mówił Weber.