,
Obserwuj
Polska

Córka Janusza Walusia postawiła ojcu ultimatum. "Jeżeli się zaangażuje, to nas straci"

Marek Podmokły, Zakopane
4 min. czytania
25.01.2025 10:01
- Powiedziałam mu, że ma jeszcze czas, żeby sobie to wszystko przemyśleć, bo jeżeli zaangażuje się tutaj w działalność polityczną po stronie skrajnej prawicy, to nas straci. Straci mnie i moją córkę, zostanie przekroczona pewna granica - mówiła w TOK FM Ewa Waluś, córka Janusza Walusia skazanego w RPA za morderstwo. Waluś po blisko 30 latach więzienia wrócił do Polski.
|
|
fot. tokfm.pl

 

  • Janusz Waluś po blisko 30 latach więzienia wrócił do Polski; w RPA został skazany za morderstwo Chrisa Haniego, przywódcy partii komunistycznej.
  • Jak deklaruje jego córka Ewa Waluś, przez ostatnie lata utrzymywała z ojcem sporadyczne kontakty. Teraz postawiła mu jednak ultimatum.
  • "Powiedziałam mu, że ma jeszcze czas, żeby sobie to wszystko przemyśleć, bo jeżeli zaangażuje się tutaj w działalność polityczną po stronie skrajnej prawicy, to nas straci. Straci mnie i moją córkę, zostanie przekroczona pewna granica" - mówiła w TOK FM.

 

Nim Ewa Waluś pojawiła się w studiu TOK FM, wywiad z jej ojcem przeprowadził w Kanale Zero Krzysztof Stanowski. W związku z tym aktywista Bart Staszewski zawiadomił prokuraturę. Waluś, który po blisko 30 latach więzienia wrócił do Polski, w ok. dwugodzinnym wywiadzie przekonywał m.in., że nie żałuje swojego czynu. Nie ukrywał też rasistowskich przekonań - mówił m.in., że czarnoskóre osoby są mniej predystynowane do zarządzania innymi od innych ras.

Jak przyznała w TOK FM Ewa Waluś, córka Janusza Walusia, cały czas śledzi jego wystąpienia medialne. - Przede wszystkim czuję wtedy wstyd. A jak czytam komentarze pod wywiadami, dochodzi do tego przerażenie, że może to być pochwalane. Sama nigdy poglądów ojca nie podzielałam. Uważam, że głoszenie tak szkodliwych, rasistowskich, neonazistowskich haseł jest skandaliczne, a przede wszystkim niebezpieczne, bo widzimy, jak się świat radykalizuje - mówiła w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Ewa Waluś: Wcześniej uważałam, że ma to, na co zasłużył 

Gościni TOK FM przyznała, że z ojcem nie utrzymywała i nadal nie utrzymuje stałego kontaktu. Tym bardziej, że ten wyjechał do RPA, gdy ona miała trzy lata. - Kontakt był bardzo sporadyczny. Musimy też pamiętać, że to były czasy PRL, kiedy kontakty z zagranicą były w ogóle trudne. Ale nie mogę powiedzieć, żeby nastąpiło definitywne odcięcie - podkreśliła w audycji "A teraz na poważnie".

W RPA odwiedziła go dwa razy jako dziecko i "nie za wiele z tych wizyt pamięta". - O kulisach tego, co się działo, nie wiedziałam nic, nawet nie miałam pojęcia o jego zaangażowaniu politycznym. Kiedy miałam 14 lat, z "Panoramy" dowiedziałem się w wielkanocną sobotę, że imigrant z Polski Janusz Waluś - już wtedy padło pełne imię i nazwisko - zastrzelił przed domem Chrisa Haniego. Nie miałam zielonego pojęcia, kim jest Chris Hani. Oczywiście słyszałam o Mandeli. To było nośne nazwisko - wskazała.

Janusz Waluś
Janusz Waluś
Marysia Zawada/REPORTER / Marysia Zawada/REPORTER

Przyznała też, że było to dla niej szokiem. - Długo mi się wydawało, że to może jednak pomyłka, że przecież nie jest jedynym imigrantem. Jest tam przecież środowisko polonijne - dopowiedziała.

Ojca w więzieniu nie odwiedziła ani razu - początkowo korespondowali, potem rozmawiali przez telefon. Pojechała do niego w kwietniu ubiegłego roku, na miesiąc. Mówi, że zaangażowała się, bo widziała "że traktowany jest niezgodnie z prawem". Chodziło o terminy zwolnienia warunkowego. To wtedy też po raz pierwszy rozmawiali o tym, co zrobił. - Wcześniej uważałam, że - najkrócej mówiąc - ma to, na co zasłużył - podkreśliła.

Ewa Waluś: Postawiłam ultimatum 

Zdaniem Ewy Waluś nadzieje na to, że odzyskała ojca i zyska dziadka dla córki, jednak się nie spełniły. Okazało się, jak przyznała, że czas "nie przeniósł żadnych przemyśleń, żadnej zmiany". Zaczęła się nawet obawiać, czy ojciec "może się jeszcze bardziej nie zradykalizował". Jak wskazała, świadczyć może o tym fakt, że do Polski przywiózł go europoseł i kandydat na prezydenta Grzegorz Braun.

- Powiedziałam ojcu, że ma jeszcze czas, żeby sobie to wszystko przemyśleć, bo jeżeli zaangażuje się tutaj w działalność polityczną po stronie skrajnej prawicy, to nas straci. Straci mnie i moją córkę, zostanie przekroczona pewna granica. Obecnie nasze relacje są chłodne. Mój ojciec nie poznał mojej córki. Kontaktujemy się sporadycznie, np. jak miał zabieg operacyjny, zadzwoniłam, zapytałam czy wszystko w porządku - dodała.

Dopytywana, czy zamierza zerwać z nim kontakty, odpowiedziała krótko. - Postawiłam ultimatum. Jeżeli się zaangażuje po stronie skrajnej prawicy, straci nas. Tak się będzie musiało stać - zapowiedziała.

Ewa Waluś na koniec przyznała, że ojciec na jej zaangażowanie publiczne patrzy z pobłażliwością. - Jakbym miała 10 lat i nie bardzo wiedziała, co robię. Na zasadzie: jak dorośniesz, to zmądrzejesz - skwitowała w TOK FM.